Tłumacz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliskiwschód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bliskiwschód. Pokaż wszystkie posty

31 lipca 2026

Długa droga do domu cz. 2

    Ach. Zatrzymaliśmy się pod katedrą w Dubrowniku, której początki sięgają nieoczekiwanej wizyty Gandalfa w Bag End króla Ryszarda I Lwie Serce w czasie powrotu z Ziemi Świętej do swoich włości (w których coraz większe poparcie zyskiwali król Francji Filip II August i ryszardowy brat Jan).
Dubrownik
    Plantagenet (chciałem napisać: angielski władca, ale W. Sz. Czytelnik już wie, że Ryszard z Anglią – poza traktowaniem jej jak skarbonki – niewiele miał wspólnego) nie zabawił jednak w Dalmacji długo, ruszył dalej na północ, można by rzec, że niczym generał Douglas MacArthur metodą żabich skoków: następnym razem rozbił się gdzieś pod Akwileją. Stamtąd, wraz z niewielką świtą (jakże romantyczne podejście – obstawiam, że Ryszard był przekonany, że jego życie jest prawdziwym romansem rycerskim) postanowił dalej podróżować lądem. Po drodze miał co prawda niebotyczne Alpy, ale przecież istniały przez nie przeprawy pamiętające jeszcze czasy Imperium Romanum i (tu Autor nieco nagina fakty, ale taka jest konwencja dobrej opowieści) Szlaku Bursztynowego.
Współczesna droga przez Alpy
    Patrząc na góry przemyślałem sprawę: może niewielka królewska świta nie była li tylko efektem zamiłowania Ryszarda do brawury? Miał wszak do przebycia tereny należące do swojego znajomego z III krucjaty, jednego z jej wodzów – Leopolda V Cnótpełnego. Babenberg, książę, został wyznaczony przez cesarza na dowódcę niemieckiego kontyngentu, i razem z Ryszardem i Filipem Augustem zdobywał Akkę. Po zwycięstwie austriacka flaga zawisła na miejskich murach obok angielskich lwów i francuskich lilii. I wtedy zainterweniował Ryszard. Pewnie odezwały się kompleksy i przerośnięte ego władcy – wszak gdyby nie tron w niewielkim wyspiarskim królestwie byłby tylko lennikiem króla Francji. Ale przecież i on, i Filip (udający ryszardowego przyjaciela, ale przecież w skrytości ducha dążący do zajęcia Andegawenii i innych kontynentalnych posiadłości Plantagenetów, będących jak cierń w rzyci królestwu Francji) byli królami. A tu jakieś książątko Rzeszy, którego dziedziny leżą nie wiadomo gdzie, ośmiela się własny sztandar zatykać obok prawdziwych władców. Bulwers! Nakazuje Ryszard ściągnąć austriacką chorągiew (przedstawia ona pięć złotych orłów na błękitnym tle, ta dziś używana, czerwona ze srebrnym pasem, według legendy herbowej pochodzi właśnie z czasu bitwy pod Akką, w użycie wejdzie za panowania wnuka Leopolda V) i cisnąć ją na ziemię. Chwilę po tym tratują ją rycerskie konie. Leopold V na taką zniewagę nie ma słów. Blednie, chowa się w namiocie, mocno sprawę odchorowuje i przepełniony nienawiścią za ten wstyd i hańbę staje się dozgonnym wrogiem Ryszarda. Chwilę później obrażony wraca do Europy.
Wspomnienie rycerskich czasów
    Swoją drogą i tak nie zniósł tego tak źle. Bułgarski car Symeon po tym jak cesarz bizantyjski Bazyli II – nomen omen – Bułgarobójca rozbił jego armię a jeńców kazał oślepić (zostawił jedno oko na dziesięciu ludzi) i odesłać do Ochrydy, stolicy Symeona, zmarł ze wstydu. Znaczy, pewnie dostał wylewu, czy innej apopleksji, ale powodem był olbrzymi wstyd i hańba. Kiedyś ludzie umierali naprawdę ze wznioślejszych powodów.
Twierdza Samuela w Ochrydzie
    Lwie Serce wraz z grupką jeźdźców pokonuje Karyntię i wkracza do Austrii, domeny Babenbergów. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem, choć Leopold już wie, że jego śmiertelny wróg będzie przez okolicę przejeżdżał. Stawia na baczność wszystkie swoje średniowieczne służby. Tymczasem Ryszard musi przecież coś jeść. Jest już w okolicy Wiednia, wysyła jednego ze swoich giermków po zaopatrzenie. Giermek za nic ma zasady konspiracji, za pas zatknięte ma bogato zdobione rękawiczki z herbem Ryszarda. Co nie uchodzi uwadze miejscowych. Lwie Serce zostaje wkrótce otoczony, ale odmawia złożenia broni, twierdząc, że podda się tylko przed Leopoldem. Władca Austrii wkrótce przybywa, król oddaje mu swój miecz i trafia na zamek w Dürnstein. Anglia zostaje bez władcy.
Ruiny zamku Dürstein
    Ryszard zostaje upokorzony, co bardzo cieszy Leopolda – choć zapewne bardziej raduje go myśl wysokiego okupu i poprawienie swojej pozycji w Rzeszy. Okup austriacki książę dostanie, postawi za niego miasto Wiener Neustadt (rzadko odwiedzane przez turystów, ale jakby W. Sz. Czytelnik tam zajrzał, niech pamięta, że jego powstanie to po części dziedzictwo Ryszarda Lwie Serce), ale mniejszy niż by przypuszczał. Łapę na dostojnym więźniu kładzie bowiem cesarz Henryk VI Hohenstauf (o początkach dynastii zdaje się na blogu wspominałem kiedyś). Syn Fryderyka I Barbarossy był – w przeciwieństwie do Ryszarda – świetnym politykiem. Wspaniale więc wykorzystał konflikt między dwoma krzyżowcami. Tym bardziej, że sam do Ryszarda też nie pałał miłością – nie dość, że Plantagenet wspierał konkurencyjną dynastię Welfów, to jeszcze, może pamięta W. Sz. Czytelnik, wspominałem, jadąc na krucjatę wmieszał się w sprawy sycylijskie. A Sycylię Henryk chciał zająć dla siebie. I dzięki pieniądzom z Anglii mógł to uczynić – a jego syn, Fryderyk II, w przeciwieństwie do Ryszarda, Jerozolimę odzyskał.
Zamek Fryderyka II w Syrakuzach
    Lwie Serce zaś zmuszono do hołdu lennego przed niemieckim władcą, co oczywiście nie miało żadnego znaczenia poza dalszym upokorzeniem awanturniczego władcy. Ironią losu jest fakt, że dziś w Anglii panuje potomek innej z niemieckich dynastii, Karol III Battenberg, dla niepoznaki zwany Windsorem. Ale to całkiem inna historia.
Siedziba obecnych władców Anglii

24 lipca 2026

Długa droga do domu cz. 1

    Kiedy tylko drugi syn Henryka II Ryszard (bo najstarszy, też Henryk, wziął był sczezł) objął angielski tron niemal od razu wyruszył na – trzecią już – krucjatę. Wspominałem na blogu zdaje się o tym, że Lwie Serce – bo o nim mowa – Anglię traktował tylko li jako donatora pieniędzy i korony królewskiej, dzięki której mógł stawać na równi z innymi koronowanymi władcami, pozostałymi zaś zwyczajnie gardzić. Bez Albionu ten najsłynniejszy z Plantagenetów byłby li tylko wasalem królów Francji.
Siedziba Plantagenetów w Londynie
    W każdym razie: Ryszard I ruszył do Ziemi Świętej. Po drodze kłóci się z sycylijskimi Normanami, w efekcie czego szturmuje i zdobywa Mesynę. Następnie król – nieco przypadkiem, bo to efekt złej pogody - zajął Cypr (pokonanemu władcy, Izaakowi Komnenowi dał rycerskie słowo, że nie zakuje go w żelazo – faktycznie, kajdany nakazał zrobić ze srebra, ludzki pan) na którym wziął ślub (z racji upicia się małżeństwo pozostało nieskonsumowane, swojej nie do końca w związku z tym ważnej żony Berengarii z Nawarry nie zobaczył już nigdy więcej; powodem królewskiej niemocy była prawdopodobnie zbyt duża ilość lokalnego wina, choć Ludzie Alfabetu chcą widzieć w tym dowód na homoseksualizm władcy – zresztą ich najzagorzalsi ideolodzy chcą takie nienormatywne zachowanie przypisać każdemu – który, jak wszyscy wiedzą, zdążył już dorobić się nieślubnego syna Filipa, zamordowanego potem w niejasnych okolicznościach podobno bez wiedzy ryszardowego brata i następcy Jana). Potem sprzedał wyspę templariuszom – ale to już wiecie.
Ślady krzyżowców na Cyprze
    Po przypłynięciu do Palestyny Ryszard od razu rzucił się w wir walki, dowodząc sporych w tym zakresie umiejętności. Na początek zajmuje Akkę (to kluczowe wydarzenie dla sytuacji opisanej przeze mnie w poprzednim wpisie, tym o musztardzie i brzoskwiniach Blondelu i zamku Dürnstein). Po tym zdarzeniu do Europy wracają pozostali przywódcy (i w sumie wrogowie Ryszarda): król Francji Filip II August (może teraz spokojnie knuć w kraju jak przejąć kontynentalne dziedzictwo Plantagenetów) oraz wódz kontyngentu cesarskiego Leopold V Cnótpełen z Austrii (śmiertelnie na Lwie Serce pogniewany). W końcu cel osiągnięty, ważny port zdobyty i myk pora na CS-a. Ryszard – przecież awanturnik – na tym poprzestać nie chce. Po Ziemi Świętej rozbija się jeszcze przez rok, a to mordując muzułmańskich jeńców z Akki, a to wygrywając z Saladynem Arsuf czy Jaffą, a to chorując.
Kościół św. Piotra w Jafie vel Jaffie
    Dwukrotnie próbuje też zająć Jerozolimę – finalnie, w przeciwieństwie do Autora bloga, nigdy do tego miasta nie wejdzie, obejrzy je tylko z daleka, według legendy z żalu roniąc łzę. W końcu w świeżo zdobytej i obronionej Jaffie podpisuje pokój z sułtanem Egiptu al-Malikiem an-Nasir Salahem ad-Dunja wa-ad-Din Abu al-Muzaffarem Jusufem ibn Ajjub ibn Szazi al-Kurdi (Saladynem, znaczy się; Józefem z chrztu) i kończy III krucjatę, która, jak to się mówi, odniosła sukces połowiczny.
Jerozolima
    Powrót do własnych dziedzin zajmie królowi dwa długie lata (w tym czasie Filip II August będzie knuł we Francji, a Jan Bez Ziemi w Anglii), też przez pogodę. Płynąc do Palestyny burze zagnały okręty Ryszarda na Cypr, tym razem flota rozbiła się na Adriatyku – przez Sycylię, z racji pozostawionego po sobie złego wrażenia, wracać nie mógł. Efektem pobytu angielskiego króla w Dubrowniku miała być lokalna katedra, ufundowana w podzięce za ocalenie życia. Choć dziś, po wielu pożarach i trzęsieniach ziemi po tamtym założeniu nie pozostał już niemal żaden ślad mieszkańcy dalej z dumą wspominają o sponsorze najważniejszego dubrownickiego kościoła. Tak się buduje własną legendę – hojnością i brawurowymi czynami.
Uważne oko dostrzeże kopułę barokowej katedry w Dubrowniku
    Oraz, oczywiście, szczęściem do kronikarzy i apologetów. Po kilkuset latach nikt nie pamięta o krwawej masakrze w Akce, wszyscy o łzie na widok Jerozolimy. Albo o podstępie Blondela szukającego króla po niemieckich zamkach, nie o tragicznej polityce fiskalnej i zagranicznej, która doprowadziła do upadku imperium Plantagenetów, utraty (poza Calais) posiadłości na kontynencie i podpisaniu przez Jana Bez Ziemi Magna Charta. Podatki, przeciwko którym buntowali się banici z Sherwood z Robinem Hoodem na czele szły w dużej mierze na utrzymanie płynności finansowej państwa, nadwątlonej olbrzymimi wydatkami Ryszarda na krucjatę. Oraz na okup za króla – bo gdy bowiem władca spokojnie siedział sobie w cesarskiej gościnie w Dürnstein, Ochsenfurt i finalnie w Trifels jego poddani wypruwali sobie żyły by zebrać złoto na uwolnienie władcy. Volens nolens trochę wstyd było mieć króla w ciupie, a w tamtych czasach owo uczucie – wstyd – było bardziej haniebne niż dziś. Ba, obecnie to już chyba nikt wstydu nie ma, jak to się mówi.
Miejsce wczasów Ryszarda Lwie Serce w Austrii
    Generalnie, jak W. Sz. Czytelnik pamięta, miałem w tym wpisie wyjaśnić czemu Ryszard I Lwie Serce znalazł się w niewoli u Leopolda V Babenberga – i jak W. Sz. Czytelnik widzi: idzie mi niesporo, bo się dygresjami zająłem. Oraz trasą powrotu władcy z krucjaty, którą fragmentami też przebywałem. W związku z tym zwieram szyki, i zapraszam za tydzień, na drugą część, gdzie dokończę historię.
Pamiątka po średniowiecznych podróżach do Jerozolimy

27 marca 2026

Wyspa Afrodyty

    Seria wpisów o Cyprze, a niemal nic nie było o najsłynniejszej Kyprydzie, Wenerze? Otóż trochę było – zwłaszcza w kontekście bogactw na wyspie występujących, które, jak wiadomo miłości sprzyjają.
Ruda jak miedź cypryjska ziemia
    Z miłością związane są – także etymologicznie – choroby weneryczne, te same, które jednej ze stolic Unii E***pejskiej, Strasburgowi mianowicie, dały atrakcję turystyczną w postaci tak zwanej Małej Francji. Ale o tym na blogu - jak i o innych nieprzyjemnych rzeczachbyło (o przyjemnych też, pono i słowo wino ma pokrewne pochodzenie). Teraz Cypr.
Strasburska Mała Francja vel Mała Franca
    Wenera, Wenus, to oczywiście zajumana przez Rzymian grecka Afrodyta, bogini miłości, Miała ona narodzić się właśnie u wybrzeży wyspy, w sposób jak najbardziej magiczny. Oto bowiem rodzina pośród greckich bóstw nigdy nie cieszyła się przesadną estymą. Oto Uranos – Niebo, napłodził był z Gają – Ziemią Tytanów, z których najsilniejszy, Kronos, wziął był swojego ojca obalił i strącił z tronu w czeluści Tartaru. O tym wiedzą zapewne nawet absolwenci gimnazjów (a wiedzieć nie będą obecni uczniowie, okaleczani przez "nowoczesne" podstawy programowe, mające skutecznie odciąć kolejne pokolenia od korzeni kultury europejskiej). Niektórzy może nawet kojarzą, że Kronos zranił Uranosa sierpem. O tym, że zranienie to polegało na ucięciu kurze złotych jajec ojcu genitaliów słyszeli jednak nieliczni (swoją drogą polecam pozycję Mity greckie Roberta Gravesa, kiedyś zresztą na blogu wspominanego). A szkoda, bo to nadaje opowieści niemal współczesnej pikanterii. W każdym razie krew brocząca z ran lecącego ku wiecznemu tartarowemu przebytowi Uranosa nakapała do pobliskiego oceanu, zapładniając go. W efekcie z powstającej u wybrzeży Cypru morskiej piany narodziła się właśnie Afrodyta. Świat zawirował, rozległy się hymny pochwalne, a Botticelli mógł namalować swoje słynne dzieło, Narodziny Wenus, gdzie nienachalnej urody panna odziewana jest w zdobne szaty stojąc na muszli perłopława, niczym perła powstająca z cierpienia małża. Jak wygląda ów obraz wie każdy (a jak nie wie, niech sobie poszuka), na Cyprze jego fragmenty ozdabiają wiele pamiątek dla turystów. Podobnie jak i skała, przez miejscowych zwana Petra tou Romani, Skałą Rzymianina, a przez bedekery Skałą Afrodyty. Mająca być jakoby miejscem pojawienia się bogini. Rzeczywiście, Morze Śródziemne malowniczo rozbryzguje się o owe ostańce.
Skała Afrodyty
    Fakt, że proces narodzenia Afrodyty przebiegał jak przebiegał (krwawiące genitalia wchluptane do morza) mówi nam, że o prokreacji starożytni Grecy wiedzieli odrobinę więcej od tych jakże nowoczesnych Ludzi Alfabetu.
    I tak, będąc na Cyprze widziałem Afrodytę. Prawdziwą – taką, jaka ze Wschodu przybyła na wyspę i do Grecji. Nie było to jedyne bóstwo, które do Europy trafiło ze wschodnich rejonów Morza Śródziemnego. Przy okazji: Europa była fenicką księżniczką (siostrą Kadmosa, który nie dość, że przyniósł Grekom alfabet, to jeszcze zbudował akropol w siedmiobarmnych Tebach beockich; kiedyś takie rzeczy się działy, dziś już się nie dzieją), którą zdybał sam Zeus. Dopadł ją na Krecie, miejscu własnych narodzin. Także jeden z zeusowych synów, Dionizos, przybył w swym pijackim orszaku z Azji Mniejszej.
Jaskinia Dikte na Krecie, jedno z mitologicznych miejsc narodzin Zeusa
    Gdziem ową Afrodytę widział? W Starym Pafos. Docenione przez UNESCO stanowisko archeologiczne leży kilka kilometrów zaledwie od Skały Afrodyty. I kilkadziesiąt od Nowego Pafos (także wpisanego na listę UNESCO) – ta jedna z dawnych stolic wyspy zmieniała swoje położenie kilkakrotnie, i dziś też leży całkiem gdzie indziej. W każdym razie w Palepaphos (w wiosce Kuklia) zachowały się ruiny sanktuarium Afrodyty.
Ruiny sanktuarium Afrodyty
    To, co zostało pochodzi oczywiście z czasów rzymskich, ale miejsce było używane jeszcze przez kolonizujących wyspę Fenicjan i Greków (a może i miejscowych Eteocypryjczyków). Sama zaś bogini, czy też jej posąg, obecnie zamknięta jest w nieodległym średniowiecznym dworze Luzynianów (choć oczywiście obiekt rozbudowano za Turka) robiącym za muzeum.
Zamek Luzynianów
    A wygląda tak:
Afrodyta z Pafos
    Zgadza się, ten wcięty w boku bezkształtny głaz to właśnie Afrodyta. No, nie głaz, a betyl. Symbol bogini. Standardowa rzecz na Bliskim Wschodzie, gdzie plemiona semickie, z racji tabu, tak właśnie przedstawiały swe bóstwa.
Betyle w stolicy semickich Nabatejczyków, Petrze
    Niektóre z nich do dziś wzdrygają się przed personifikacją, wizerunkiem bóstwa. Inne z tych ludów, te tworzące cywilizację, jak Egipcjanie, szybko porzucili te wierzenia. Pozostałe skłoniło ku temu światło bijące z cywilizacji greckiej (i rzymskiej), i w takiej Petrze czy Kartaginie bóstwa dostają ludzkich kształtów. Tak też stało się z Asztarte, która trafiła na Cypr za pośrednictwem jej kanaanejskich, fenickich wyznawców. Tu wzięli ją w leasing równie politeistyczni Grecy, i jako Afrodytę wciągnęli do własnego panteonu. I uczłowieczyli ją.
Wenus Taurydzka - rzeźba z okresu hellenistycznego
    Najsłynniejszym wizerunkiem takiej Afrodyty jest oczywiście rzeźba (z czasów hellenistycznych) znaleziona na jednej z cykladzkich wysp – dziś eksponowana w paryskim Luwrze. Po tej niekształtnej Asztarte pozostały biblijne wzmianki o aszerach, jakie do Świątyni wstawiać kazał między innymi sam Salomon. Hebrajczycy, zatwardziali zwolennicy monolatrii (monoteizm wymyślili później), mocno zwalczali niezwykle żywotny kult owej bogini.
Źródło zwane Łaźniami Afrodyty w swej mroczniejszej odsłonie

20 marca 2026

Wyspa krzyżowców

    Wspominana w poprzednim (i w kilku wcześniejszych też) wpisie europejskość – właściwie zachodnioeuropejskość, Grecy powiedzieliby frankokracja, a może i któryś by splunął przez ramię – Cypru rozpoczęła się jakieś 1000 lat temu w mojej ulubionej epoce historycznej, Średniowieczu, znaczy się.
Gotyckie wnętrze dawnej katedry w Nikozji
    Technicznie to jakieś 900 lat temu, ale weźmy zaokrąglijmy, nie? Zwłaszcza, że narrację zaczynam w połowie X wieku, a więc troszkę wcześniej. Oto bowiem Roku Pańskiego 966 basileus Nicefor II Fokas (po podboju Krety cesarzowa Teodora zdeaktualizowała pierwszego męża i wyszła za bitnego wodza) wysyła na wyspę armię odradzającego się Bizancjum. Cypr, podobnie jak inne wyspy Morza Śródziemnego, od kilkuset lat okupują Saraceni. Sytuacja międzynarodowa zmienia się jednak na tyle, że we wschodnich rejonach basenu Morza Śródziemnego można rozpocząć rekonkwistę. Bizantyjczycy wchodzą na Kretę i Cypr, za niedługo Normanowie odbiją (nie tylko od Arabów, ale i od Bizancjum) południowe Włochy i Sycylię (no i Maltę). Desant patrycjusza Niketasa się udaje, wyspa wraca w obręb rzymskiej – teraz już romajskiej, greckiej – ekumeny.
Warstwy historii na Krecie - groby krzyżowców w dawnym meczecie
Normański zamek w Apulii
    200 lat później bizantyjski namiestnik Cypru Izaak Komnen korzystając z kolejnego kryzysu w Konstantynopolu wybija się na niezależność. Jako Grek pała sporą nienawiścią do Łacinników, Franków jak się ich zowie w Lewancie, a tu przecież jest ich pełno (sto lat wcześniej jego krewny, cesarz Aleksy I Komnen, atakowany przez Seldżuków i Normanów, prosi papieża o pomoc, co wywołuje I krucjatę). Może i Jerozolimę na powrót zajęli bisurmani, ale właśnie płyną następni krzyżowcy – ogłoszono III krucjatę. Izaak jest władcą niezwykle nieuprzejmym dla gości, i pewnie uszłoby mu to płazem, gdyby jednym z przybyszów nie był niejaki Ryszard Lwie Serce. Tak, ten legendarny król Anglii (król, dodajmy, słaby, o mentalności raubrittera a nie władcy; ale PR jaki mu zrobiono sprawia, że każdy o nim słyszał jako szlachetnym władcy i krzyżowcu). Ryszarda impertynencje Izaaka irytują, więc ląduje na Cyprze ze swoją armią i wyspę zajmuje. Pokonany Bizantyjczyk prosi, by król Anglii nie zakuwał go w żelazo. Ten spełnia suplikę pokonanego przeciwnika, i nakłada mu srebrne kajdany. Następnie bierze ślub z nawarrską księżniczką, upija się i płynie dalej, ku Palestynie, by odbić Jerozolimę.
Jerozolima - cel krzyżowców
    Jak wiemy, miasto obejrzał tylko z daleka i wrócił do Francji (tam, a nie w Anglii, miał swoje żywotne interesy; tam też zginął, a sam powrót z krucjaty domaga się osobnego wpisu). Natomiast Cypr – ponieważ Ryszard cierpiał na chroniczny brak aurum et argentum – sprzedał był Templariuszom. Wojowniczym mnichom wyspa zapewne by się przydała, ale jako, że oprócz walki z niewiernymi Templariusze zajmowali się także bankowością spieniężyli Cypr niejakiemu Gwidonowi z Lusignan. Znaczy się nieuznawanemu przez wszystkich krzyżowców królowi Jerozolimy (który właśnie stracił swą stolicę). Lusignanowie (albo Luzynianowie po naszemu; według legendy ród pochodził od wodnej boginki Meluzyny – dojście do władzy na wyspie znanej jako miejsce narodzin z morskiej fali innej bogini wydaje się więc dziejową koniecznością) przejęli wyspę na następne niemal 300 lat.
Zamek Luzynianów w Kukli
    W 1291 roku upada Akka, uznawana za ostatni przyczółek Krzyżowców w Ziemi Świętej, i Cypr zostaje jedynym zachodnim państwem Lewantu. W pełni feudalnym i gotyckim (o cudownej katedrze w Nikozji wspominałem w osobnym wpisie, o antyfeudalnych greckich powstaniach nie wspominałem – a było ich kilka). Zakony krzyżowe czmychają gdzie mogą: dzielni rycerze Krzyżacy do Prus, a Joannici i Templariusze na Cypr. Szpitalnicy mają u Luzynianów lepsze notowania chyba, bo dostają od króla zamek w Kolossi, wraz z uposażeniem.
Zamek joannicki w Kolossi
    Uposażeniem nie byle jakim, znajduje się tu fabryka cukru (trzcinę cukrową przywieźli tu Arabowie, rychło wyspa stała się sporym eksporterem tego luksusowego produktu; Kuba Średniowiecza normalnie) oraz magazyny do przechowywania tego surowca.
Ruiny młyna cukrowego joannitów
    Joannici tworzą tu swoją Wielką Komandorię, skąd zarządzają okolicznymi ziemiami. Oprócz cukru produkuje się tu dość esencjonalne wino, które, gromadzone przez rycerzy zakonnych, zyskuje miano, pod jakim zna się je dzisiaj: commodoria. Niezły trunek, nie ustępujący w smaku iberyjskim sherry'm, portom czy maderom. Do dziś – przerobiona na cerkiew – ostała się też kaplica. Trzeba przyznać, że mniej foremna niż nasza, także pojoannicka i potemplariuszowa, w Chwarszczanach.
Kaplica w Kolossi
Kaplica w Chwarszczanach
    Właśnie. Templariusze. Też są na Cyprze, i łakomym okiem patrzą na posiadłości Joannitów. Zapewne pamiętają, że przez jakiś rok ponad sto lat wcześniej cała wyspa była ich. W początkach XIV wieku przeganiają więc z Kolossi swoich konkurentów. Wielkim Mistrzem jest już wtedy – wybrany tu, na Cyprze – Jakub de Molay. A królem Francji Filip IV Piękny, zadłużony u Templariuszy po same swe kształtne uszy. Jak się to skończyło, wszyscy wiemy (a jak nie wiemy, bo zostaliśmy już wykluczeni przez nowoczesną edukację z kultury europejskiej to mówię: efektem były fałszywe oskarżenia, stos dla zakonnych dostojników, kasata zgromadzenia i anulowanie królewskich długów) – Joannici wracają do Kolossi. Zamek przestaje jednak być główną siedzibą Szpitalników: po przejęciu sporej części templariuszowego majątku Wielki Mistrz Fulko de Villaret organizuje piracki najazd na bizantyjską wyspę Rodos, która stanie się odtąd nową główną siedzibą zakonu. Stamtąd – po krwawych bojach – na Maltę przepędzą ich Osmanowie. Z Malty wygoni ich dopiero Napoleon. Ten sam, który zlikwidował też Republikę Wenecką.
Jedna z joannickich wież obserwacyjnych na Malcie
    Krzyżowe królestwo Cypru zlikwidują z kolei sami Wenecjanie, choć trzeba przyznać, że nie bez walki. Znaczy, Najjaśniejsza Republika Świętego Marka o wyspę walczy z Pizańczykami i Genueńczykami (ci ostatni kilkadziesiąt lat siedzieli w Famaguście), bo sami Luzynianowie nieopatrznie właśnie wymierali, a na dodatek za żonę pojęli pewną wenecką damę. Która sprzedała wyspę swojej republice kupieckiej. Historia krzyżowców na Cyprze dobiega końca mniej więcej z końcem Średniowiecza.
Wenecja, zwycięzca krucjat

13 marca 2026

Cypr podzielony

    Dopiero co było o Nikozji, znanej jako ostatnia podzielona stolica na Świecie, więc bezsensownie jest jeszcze raz pisać o tym, że 37% wyspy w odpowiedzi na koncepcję enosis, zjednoczenia z Grecją, opanowali Turcy i od 1974 jest osobnym bytem jako Turecka Republika Cypru Północnego (każdy powie, że to państwo nieuznawane na arenie międzynarodowej, ale skoro Turcja uznaje – no to jest uznawane). W poprzednim wpisie wspominałem jeszcze o brytyjskich bazach wojskowych (kontrola nad szlakami morskimi biegnącymi w stronę Kanału Sueskiego było jednym z powodów przejęcia Cypru przez Zjednoczone Królestwo w drugiej połowie XIX wieku) w Akrotiri (tak samo się nazywa wioska i stanowisko archeologiczne na Santorynie) i Dhekelii.
Ulice podzielonej Nikozji
Brytyjskie flamingi na Cyprze
    Tak więc Cypr jest podzielony – co w sumie nie jest niczym nowym, gdy tylko wyspa była niepodległa zawsze (no prawie – wyjątkiem jest panowanie Lusignanów (Luzynianów po naszemu); w sumie na upartego można by je jednak potraktować jako okupację wyspy przez krzyżowców) dzieliła się na wiele mniejszych państewek.
Obronny dwór Luzynianów
Zamek joannitów w Kolossi
    A zamieszkana jest od dawna. Od bardzo dawna. Pierwsi mieszkańcy przybyli tu w czasach sprzed wynalezienia rolnictwa – i przywieźli dziki, w zamian wybijając miejscowe karłowate słonie i inne hipopotamy. Jakieś 10 tysięcy lat temu. Ich śladów nie odwiedziłem, za to mającą 7 000 lat wioskę w Chirokitii jak najbardziej. Miejscowi zrobili nawet rekonstrukcję zabudowań używając technik z epoki, ale wygląda to trochę jak betonowe silosy. Wychodzi, że już w neolicie żyto (w znaczeniu, że żyło się, a nie jako jedno ze zbóż, wtedy tam nie znane) w kawalerkach w domach z betonu nie ma wolnej miłości.
Zrekonstruowane domki neolitycznej wioski...
...i zachowane pozostałości
    Potem nadeszła epoka brązu (a ten, jak wiadomo, składa się z miedzi, obficie na Cyprze występującej – i do dziś w śladowych ilościach tu wydobywanej) i ważne miejsce na mapie ówczesnego Świata jako Alaszija. Wyspę w orbitę swoich wpływów wciągali Egipcjanie, Hetyci, Asyryjczycy... Nie wierzę też, że nie zaglądali tu Minojczycy i Mykeńczycy. W końcu znalezione na Cyprze pismo pochodzi od pisma linearnego z Krety (niektórzy mówią o piśmie linearnym C). A przynajmniej jedno z pism.
Cypryjskie pismo
    W epoce Wielkiej Kolonizacji przypłynęli tu Grecy i Fenicjanie – wraz z miejscowymi, Eteocypryjczykami, utworzono wtedy kilka królestw, które zajął dopiero Aleksander Macedoński. Dziś pozostały po nich tylko ruiny, choć na przykład w miejscu takiego Kitionu, miasta Zenona, słynnego stoika, wyrosła dziś Larnaka.
Współczesna Larnaka - tu cerkiew i klasztor wzniesione na grobie świętego Łazarza (na jego drugim grobie, oczywiście)
    Nie na wszystkich jednak, ja odwiedziłem dwa stanowiska archeologiczne (no, trzy, bo jedno podwójne, za to wpisane na Listę UNESCO, podobnie jak neolityczna Chirokitia i kilka średniowiecznych cerkwi w górach Troodos) dawnych stolic cypryjskich królestw. Na tyle dawnych, że w czasach rzymskich były to już normalne miasta. No, właściwie kto widział jakieś rzymskie ruiny w jednym miejscu, ten widział je w każdym.
Odessos - czyli bułgarska Warna
Ruiny rzymskiej wilii w katalońskiej Tossie
    Tu jednak – oprócz malowniczego położenia - swoje zrobiły wspaniale zachowane mozaiki. W Kurionie był to ledwie przedsmak.
Antyczny Kurion
    Nea Paphos – Nowa Pafos (przeniesiona tam w Starożytności, Palea Paphos też jest, i też byłem; współczesne Pafos ma centrum jeszcze gdzie indziej) za to oczarowywuje misternymi podłogowymi mozaikami (restaurowali je także nasi archeolodzy, są na stanowisku odpowiednie adnotacje), pokazując w jakim przepychu żyło się w Starożytnym Rzymie.
Stanowisko archeologiczne Nea Paphos
Mozaiki Nea Paphos
    Oczywiście jak się miało pieniądze, biedni w każdej epoce mieli pod górkę. W każdym razie przepych przepych przepychem poganiał. Wielka szkoda, że nie zachowały się ściany domostw, bo były one zapewne pięknie malowane – zapewne równie frywolnymi wzorami co mozaiki.
Typowa podłoga u rzymskiego bogacza - odkrywana przez polskich archeologów
    O samych królach Cypru z epoki Antyku w sumie nie wiemy zbyt wiele, dalej najpopularniejszym władcą jest mityczny Pigmalion (imię raczej fenickie, Pumajaton), który od Afrodyty dostał w darze ożywioną z marmuru Galateę. W Pafos znajdują się liczne Grobowce Królewskie – ale powstały one w czasach panowania na wyspie greckich Lagidów z Egiptu (Ptolemeuszy, znaczy się), i zapewne są mauzoleami miejscowych i przyjezdnych elit. Wykute w skale w późniejszych wiekach robiły za kamieniołomy, i podejrzewam, że większość z nich się nie zachowała. Pierwszy miejscowy grobowiec jaki spotkałem – niezbyt zachwycający – znajdował się na nieużytku robiącym za wysypisko. U nas nie do pomyślenia.
Ellinospilios - antyczny grobowiec
    Te najznaczniejsze jednak, chronione także przez UNESCO, faktycznie zrobiły na mnie wrażenie.
Hellenistyczno-rzymskie dziedzictwo
Patio jednego z grobowców
Grobowce królewskie
    Owszem, widziałem piękniejsze cmentarze - wszak na blogu opisywałem nabatejską stolicę Petrę, mimo iż semicką w swej istocie to jednak silnie zhellenizowaną, tak jak Cypr, i tak jak on w końcu zajętą przez Rzymian (kilkadziesiąt lat później).
Petra - widok z grobowca na grobowiec
Wnętrze jednego z grobowców w Petrze
    Nie da się ukryć, że Cypr leży nie tylko geograficznie w Azji. W Lewancie. Chociaż przecież jest także europejski, takie Outremer. Piękne pogranicze.
Gotycki meczet na skrzyżowaniu kultur

Najchętniej czytane

Bunkry

     Skoro poprzedni wpis zakończyłem opowiastką o pubie i historii , a tych pierwszych, jak wcześniej wspomniałem w okolicy nie ma za wiel...