Tłumacz

27 lutego 2026

Prawie jak Berlin

    Do cypryjskiej stolicy, Nikozji (przez miejscowych zwaną Lefkozją – zarówno tych greko-, jak i tureckojęzycznych; warto mieć to na uwadze jeżdżąc po wyspie samochodem i spozierając na tamtejsze znaki drogowe – po stronie greckiej pisane w dwóch alfabetach) jechaliśmy od południa, przekraczając niewysokie już w tym miejscu Góry Troodos. Kiedy znaleźliśmy się w najwyższym punkcie trasy przed nami ukazały się Góry Kyreńskie i kotlina, w której położone było to starożytne miasto. Czy może dwa miasta. Dwie stolice: Republiki Cypryjskiej i uznawanej tylko przez Turcję Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Obejrzeć mogliśmy też wyrysowaną na zboczach – w otoczeniu patriotycznych tureckich napisów – olbrzymią flagę Cypru Tureckiego. Trwała tam jako kpina z Greków oraz – o czym pisałem – symbol tureckiego nacjonalizmu i potęgi.

Flaga Cypru Północnego górująca nad Nikozją

    Od razu mówię – na chwilę obecną po północnej stronie linii demarkacyjnej z 1974 roku byłem tylko w Nikozji, więc wciąż nie udało się odwiedzić Famagusty z gotycką katedrą koronacyjną królów Jerozolimy na wygnaniu, opuszczoną dzielnicą Warosia czy fortyfikacjami znanymi z dramatu Otella (tak, tak, ów Maur w weneckiej służbie Desdemonę udusił właśnie na Cyprze) czy malowniczej Kyrenii. O średniowiecznych zamkach czy antycznych stanowiskach archeologicznych nawet nie ma co wspominać. Tym bardziej, że na stronie południowej też jest ich całkiem sporo. Tak więc wypada kiedyś na wyspę – trzecią pod względem wielkości na Morzu Śródziemnym – wrócić. Jak Bóg da, a partia pozwoli.

Cypryjski landszafcik

    Po co pchałem się na turecką stronę? Skoro nie zobaczyłem przerobionej na meczet katedry świętego Mikołaja w Famaguście, ujrzeć chciałem podobną świątynię, tym razem miejsce koronacji średniowiecznych królów Cypru (a było królestwo to pokłosiem wypraw krzyżowych, templariuszy i joannitów hasało tu ich całe mrowie, zresztą świeckich krzyżowców także), dziś również zbisurmanioną. A linia podziału miasta przez otoczoną potężnymi fortyfikacjami nikozyjską starówkę przebiegała w taki sposób właśnie, że katedra świętej Zofii (Hagia Sophia, ha!) - zwana meczetem Selima (jak w Edirne normalnie) – leżała na północnej stronie. W południowej części miasta stoi dziś nowa, bo XVII-wieczna prawosławna katedra świętego Jana Teologa przerobiona z dawnej klasztornej kaplicy benedyktynów. Ale o świątynnym recyklingu dopiero co było, więc nie ma sensu się tu powtarzać.

Dawna katedra św. Zofii

    Jak wygląda Nikozja? Jak wspominałem, jest otoczona fortyfikacjami z czasów panowania włoskich kupców (Najjaśniejsza Republika Świętego Marka, no bo kto inny finalnie wyspę mógł przejąć? Choć trzeba przyznać, że w czasach wypraw krzyżowych pozostałe republiki morskie, Piza czy Genua, też miały tu faktorie) a wypełniona budowlami z czasów osmańskich oraz trwającej od drugiej połowy XIX wieku brytyjskiej okupacji (są też bezpłciowe nowe budynki niestety). Może trochę przypomina Vallettę na Malcie, ale jest mniej barokowa. No, prawie wcale w sumie.

Stare miasto w greckiej Nikozji

    W sumie – mówimy tu o części greckiej – takie europejskie miasto. Południowoeuropejskie. Mimo, że geograficznie bardzo w Azji – z Cypru do Turcji jest jakieś 60 kilometrów, do wybrzeży Syrii i Palestyny niewiele więcej. Ale nie widać tu lewantyńskiego kolorytu – chyba, że weźmiemy pod uwagę starszych panów siedzących na zydelkach i rypiących w tryktraka.

Poważna rozgrywka w tryktraka

    Greckie cerkwie, niczym żywcem przeniesione z kontynentalnej Grecji pokazują, że koncepcja enosis, zjednoczenia (jeden z powodów tureckiej inwazji na wyspę w latach 70-tych) nie była li tylko wyssaną z palca mrzonką, a mającą spory sens koncepcją (choć do Macierzy 700 kilometrów).

Cerkiew w greckiej Nikozji

    Nagle to europejskie miasto kończy się ustrojonym w drut kolczasty murem (często wykorzystuje on opuszczone budynki) – i musimy przedostać się do strefy tureckiej. To znaczy: nie musimy, ale skoro już jesteśmy, i mamy dokument tożsamości, to możemy (a dokument taki będąc na Cyprze mieć musimy – państwo nie należy do strefy Schengen; do Unii E***pejskiej należy niestety). Przejście graniczne jest skromne, nie rzuca się w oczy tak, jak słynny berliński checkpoint Charlie. Ale i waga miasta niższa jest niż onegdaj podzielonego Berlina.

Berliński Checkpoint Charlie jako atrakcja turystyczna

    Trzy kroki po przekroczeniu linii demarkacyjnej zaczyna się zupełnie inny świat. Orient, znaczy się. Nieco senne uliczki południowej Nikozji zamieniają się w typowy turecki bazar, gdzie przechodzień agresywnie nagabywany jest przez sklepikarza (sprzedawcy po stronie greckiej zdają się klienta traktować niczym intruza chcącego brutalnie przerwać im sjestę i proces kontemplowania życia). Pojawiają się typowe tureckie kebaby i herbata w charakterystycznych dzbanuszkach (słodka i turecka, po stronie greckiej łatwiej dostać brytyjską z mlekiem).

Bazar uliczny
Troszkę dalej od przejścia granicznego - spokojniej

    Znikają cerkwie, a pojawiają się meczety.

Meczet Araba Ahmeda Paszy

    Oraz wspaniałe osmańskie karawanseraje. Coraz częściej te hany zostają też odrestaurowane – przez wiele lat stały opuszczone. Po podziale wyspy nikozjańska starówka opustoszała (przesiedlenia ludności; muzułmanie przyjechali na północ, prawosławni na południe; trochę ich zostało w okolicach Rizokarpaso, mieście leżącym na tym półwyspie w kształcie ogonka, Karpaz), do tego – i była to świadoma polityka rządu w Ankarze, najechało tu sporo osadników z kontynentu (cóż, nie tylko z powodu podziału Nikozja przypomina Berlin, gdzie jak wieść gminna niesie, stoi Turek na każdym rogu), dla których zabytkowa tkanka miejska nic nie znaczyła.

Buyuk Han - Wielki Zajazd
Kumalcilar Han

    Jedno miasto – dwa światy. Nie wiem, czy jest między nimi sto metrów (przypomina mi się książka Miasto i miasto Chiny Mielville'a, dziwnie pisze, ale pomysł fajny), chyba nie ma. Poza Nikozją zdemilitaryzowana strefa zamknięta bywa całkiem szeroka, ale tu, w centrum nieraz jest na szerokość kamienicy. Bedekery piszą, że Nikozja nie jest miastem rzucającym na kolana, i jeśli ktoś nie ma czasu, a zwiedzał część północną to wielkiej krzywdy nie uczyni odpuszczając stolicę. Chyba, że, tak jak ja, Cypr Północny odpuszcza. Wtedy warto, zwłaszcza by zobaczyć ową różnicę kulturową. Cóż, może tak być, nie neguję. Choć mimo wszystko nie tak czy siak nie rezygnowałbym z wizyty, choćby tylko dla tej gotyckiej byłej katolickiej katedry Mądrości Bożej. Tak mi się spodobała, że chyba uczynię o niej osobny wpis.

Meczet Selima czyli katedra

    Podejrzewam, że te renowacje zrobiono głównie pod turystów – by chętniej zostawiali dukaty na północnej stronie wyspy. Która, gdy tylko wyjdzie się poza centralny bazar i osmańskie hany sprawia wrażenie dużo biedniejszej i bardziej zdewastowanej. Zamiast banków mamy warsztaty samochodowe. A weneckie fortyfikacje obudowywane są nie wieżowcami i pasażami, a lepiankami i uprawnymi polami.

Wenecka fosa po stronie greckiej...
...i po stronie tureckiej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Prawie jak Berlin

     Do cypryjskiej stolicy, Nikozji (przez miejscowych zwaną Lefkozją – zarówno tych greko-, jak i tureckojęzycznych; warto mieć to na uwa...