Tłumacz

20 lutego 2026

Miedź i miłość

    Kto nie ma miedzi ten na tyłku siedzi siedzi – jak mawia stare chińskie przysłowie (czasem odnoszę wrażenie, że Konfucjusz dla Dalekiego Wschodu to raczej Paulo Coelho niż Sokrates; choć Chiny Ludowe ufundowały na ateńskiej agorze pomnik Konga Fuziego prowadzącego z tym ostatnim dyskusję filozoficzną, tak w ramach globalnej ekspansji kulturowej; i tak, wiem, powiedzonko o miedzi nijak się z Konfucjuszem, a ten z tematem wpisu, nie wiąże, ale tak w ramach koncepcji sliva rerum sobie wtrącam, raz, bo mogę, dwa ku przestrodze przed azjatycką potęgą, trzy, bo pokazuje jak my nie umiemy w autopromocję – chociażby remontując Warszawę w czasie Konkursu Chopinowskiego). I zasadniczo ma rację. Może i aurum et argentum nihil me est, ale miedziak w trzosie zawsze jakiś znaleźć się powinien. Tym bardziej, że to miedź – a nie któryś z wymienionych metali szlachetnych – pchnęła cywilizację (nie tylko naszą, chińską też) bardzo mocno do przodu. Złoto bowiem – choć łatwe w obróbce – nadaje się tylko do jakichś układów scalonych i na ozdoby, a w neolicie występowały tylko te pierwsze (chyba, że jest się Teoretykiem Starożytnej Astronautyki, to wtedy nie).
Złoto i inne metale z grobowca kultury Varna
    Miedź, niemal równie łatwa w obróbce, była jednak trwalsza, i oprócz ozdób oraz – jak mawiają archeologowie – przedmiotów prestiżowych można było zacząć wytwarzać przedmioty bardziej użytkowe (maczugi, dzidy, strzały). Rozpoczynał się chalkolit, a już za chwilę...
Miedziany import z grobowca kultury pucharów lejkowych - z żalka kujawskiego, znaczy się
    A już za chwilę wystartowała Epoka Brązu – ten najważniejszy stop w dziejach ludzkości całkowicie zmienił oblicze Ziemi. Z brązu można było robić dosłownie wszystko (maczugi, dzidy, strzały – ale lepszej jakości). Mało tego – punktowe jeno występowanie tego metalu (oraz cyny, która brąz współtworzy) wymusiła rozwinięcie się kilka tysięcy lat temu sieci handlowej sięgającej od Afganistanu po Słupy Herkulesa (a pewnie i dalej – z Chin do Kornwalii). Maskę grobową Tutenchamona zdobią wszak kamienie z Azji Środkowej. A cyna do Śródziemnomorza szerokim strumieniem wędrowała z gór Persji i Afganistanu. Miedź występowała u nas bardziej powszechnie. U nas – w znaczeniu w basenie Morza Śródziemnego – niezwykle bogatych złóż Lubina i Polkowic w Starożytności nie znano. Ba, gdyby wiedziano o nich przed II Wojną Światową tereny pogranicza Dolnego Śląska i Łużyc – stawiam diamenty przeciwko orzechom – za Chiny Ludowe nie trafiłyby w granice Rzeczypospolitej. Na szczęście nie znano, i dziś możemy być jednym z największych producentów miedzi na Ziemi, a KGHM przejęła złoża i kopalnie także na innych kontynentach.
Kaplica - pozostałość zamku w Lubinie
    Miedź bowiem do dziś jest cenna – i nie trzeba być złomiarzem by to wiedzieć. W Starożytności, wracając do przerwanego wątku, nie dość, że była wartościowa, to jeszcze kulturogenna. A głównym miejscem występowania rud tego metalu we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego była kraina zwana Alasziją: ważny punkt w międzynarodowej sieci handlowej, znana z zapisów egipskich, hetyckich czy ugaryckich. Zapewne też u Minojczyków, ale pisma linearnego A nikt jeszcze nie odczytał.
Pismo linearne furda - konia z rzędem temu, kto odczyta Dysk z Fajstos
    Złoża miedzi były tak olbrzymie, że dziś nazwa owej krainy ściśle powiązana jest z nazwą miedzi – choć nie polską. Jak wiedzą wszyscy nie wagarujący na chemii metal ten w układzie okresowym ma skrót Cu – od cuprum łacińskiego. A nazwa ta pochodzi (albo odwrotnie) od miana Cypru, trzeciej największej wyspy Śródziemnomorza.
    Może poetycko zwiemy dziś Cypr Wyspą Afrodyty, Wyspą Miłości (wszak bogini ta miała się u wybrzeży wyspy – z braku lepszego słowa – narodzić), ale powinniśmy Wyspą Miedzi. Co w sumie nie stoi ze sobą jakoś w sprzeczności, ba, właściwie to bardzo często bogactwo sprzyja szczęściu w miłosnych podbojach. Taka już nasza ludzka natura.
Skała Afrodyty, postulowane miejsce narodzin Kyprydy
    Z racji bogactwa miejsca za wiele pamiątek po Alasziji się nie zachowało, przykryły je kolejne tysiąclecia ludzkiej działalności.
Jeden z tak zwanych Grobowców Królewskich z okresu hellenistycznego
    A miedź? Nadal jest na wyspie wydobywana, choć w niewielkich już ilościach – pewnie dlatego nasze KGHM nie zainteresowało się kopalnią w Skouriotissie. Innym powodem może być to, że od 1974 roku wyspa jest podzielona na Republikę Cypru i nieuznawany Cypr Północny, a linia demarkacyjna przebiega w pobliżu owych złóż (biegnie też przez stolicę, niczym przez jakiś Berlin). Poza tym wydobywa się tu także nieco innych minerałów, ciut złota, piryt (złoto głupców) czy azbest. Niedawno na szelfie odkryto złoża ropy i gazu, więc może ktoś im tam wprowadzi jaką demokrację czy inną wolność.
Nieczynna cypryjska kopalnia azbestu w górach Troodos
    A. I zapomniałbym o soli – dziś, podobnie jak przed wiekami, uzyskiwana jest z wielu słonych jezior. O tej jadalnej skale na blogu rozpisywałem się wielokrotnie przecież.
Słone jezioro z flamingami koło Limassol i brytyjskiej bazy wojskowej w Akrotiri
    Jak sól to i inne przyprawy – co prawda pieprz tu nie urośnie, bo to tropikalne pnącze, ale widziałem południowoamerykańskie drzewo zwane pieprzowym, z którego pozyskiwany jest ten charakterystyczny czerwony pieprz (inaczej ziarna schinusowe, mają naprawdę ciekawy aromat). Na potęgę za to uprawiano tu niegdyś trzcinę cukrową, stąd i co jakiś czas w krajobrazie można dostrzec ruiny dawnych młynów cukrowych. Ale to już inna opowieść.
Ruiny średniowiecznego młyna cukrowego
    Teraz mieszkańcy wyspy żyją z turystyki (oraz usług finansowych).
Wrak statku Edro III, jedna z nowszych atrakcji turystycznych Cypru

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Miedź i miłość

     Kto nie ma miedzi ten na tyłku siedzi siedzi – jak mawia stare chińskie przysłowie (czasem odnoszę wrażenie, że Konfucjusz dla Dalekieg...