Tłumacz

27 marca 2026

Wyspa Afrodyty

    Seria wpisów o Cyprze, a niemal nic nie było o najsłynniejszej Kyprydzie, Wenerze? Otóż trochę było – zwłaszcza w kontekście bogactw na wyspie występujących, które, jak wiadomo miłości sprzyjają.
Ruda jak miedź cypryjska ziemia
    Z miłością związane są – także etymologicznie – choroby weneryczne, te same, które jednej ze stolic Unii E***pejskiej, Strasburgowi mianowicie, dały atrakcję turystyczną w postaci tak zwanej Małej Francji. Ale o tym na blogu - jak i o innych nieprzyjemnych rzeczachbyło (o przyjemnych też, pono i słowo wino ma pokrewne pochodzenie). Teraz Cypr.
Strasburska Mała Francja vel Mała Franca
    Wenera, Wenus, to oczywiście zajumana przez Rzymian grecka Afrodyta, bogini miłości, Miała ona narodzić się właśnie u wybrzeży wyspy, w sposób jak najbardziej magiczny. Oto bowiem rodzina pośród greckich bóstw nigdy nie cieszyła się przesadną estymą. Oto Uranos – Niebo, napłodził był z Gają – Ziemią Tytanów, z których najsilniejszy, Kronos, wziął był swojego ojca obalił i strącił z tronu w czeluści Tartaru. O tym wiedzą zapewne nawet absolwenci gimnazjów (a wiedzieć nie będą obecni uczniowie, okaleczani przez "nowoczesne" podstawy programowe, mające skutecznie odciąć kolejne pokolenia od korzeni kultury europejskiej). Niektórzy może nawet kojarzą, że Kronos zranił Uranosa sierpem. O tym, że zranienie to polegało na ucięciu kurze złotych jajec ojcu genitaliów słyszeli jednak nieliczni (swoją drogą polecam pozycję Mity greckie Roberta Gravesa, kiedyś zresztą na blogu wspominanego). A szkoda, bo to nadaje opowieści niemal współczesnej pikanterii. W każdym razie krew brocząca z ran lecącego ku wiecznemu tartarowemu przebytowi Uranosa nakapała do pobliskiego oceanu, zapładniając go. W efekcie z powstającej u wybrzeży Cypru morskiej piany narodziła się właśnie Afrodyta. Świat zawirował, rozległy się hymny pochwalne, a Botticelli mógł namalować swoje słynne dzieło, Narodziny Wenus, gdzie nienachalnej urody panna odziewana jest w zdobne szaty stojąc na muszli perłopława, niczym perła powstająca z cierpienia małża. Jak wygląda ów obraz wie każdy (a jak nie wie, niech sobie poszuka), na Cyprze jego fragmenty ozdabiają wiele pamiątek dla turystów. Podobnie jak i skała, przez miejscowych zwana Petra tou Romani, Skałą Rzymianina, a przez bedekery Skałą Afrodyty. Mająca być jakoby miejscem pojawienia się bogini. Rzeczywiście, Morze Śródziemne malowniczo rozbryzguje się o owe ostańce.
Skała Afrodyty
    Fakt, że proces narodzenia Afrodyty przebiegał jak przebiegał (krwawiące genitalia wchluptane do morza) mówi nam, że o prokreacji starożytni Grecy wiedzieli odrobinę więcej od tych jakże nowoczesnych Ludzi Alfabetu.
    I tak, będąc na Cyprze widziałem Afrodytę. Prawdziwą – taką, jaka ze Wschodu przybyła na wyspę i do Grecji. Nie było to jedyne bóstwo, które do Europy trafiło ze wschodnich rejonów Morza Śródziemnego. Przy okazji: Europa była fenicką księżniczką (siostrą Kadmosa, który nie dość, że przyniósł Grekom alfabet, to jeszcze zbudował akropol w siedmiobarmnych Tebach beockich; kiedyś takie rzeczy się działy, dziś już się nie dzieją), którą zdybał sam Zeus. Dopadł ją na Krecie, miejscu własnych narodzin. Także jeden z zeusowych synów, Dionizos, przybył w swym pijackim orszaku z Azji Mniejszej.
Jaskinia Dikte na Krecie, jedno z mitologicznych miejsc narodzin Zeusa
    Gdziem ową Afrodytę widział? W Starym Pafos. Docenione przez UNESCO stanowisko archeologiczne leży kilka kilometrów zaledwie od Skały Afrodyty. I kilkadziesiąt od Nowego Pafos (także wpisanego na listę UNESCO) – ta jedna z dawnych stolic wyspy zmieniała swoje położenie kilkakrotnie, i dziś też leży całkiem gdzie indziej. W każdym razie w Palepaphos (w wiosce Kuklia) zachowały się ruiny sanktuarium Afrodyty.
Ruiny sanktuarium Afrodyty
    To, co zostało pochodzi oczywiście z czasów rzymskich, ale miejsce było używane jeszcze przez kolonizujących wyspę Fenicjan i Greków (a może i miejscowych Eteocypryjczyków). Sama zaś bogini, czy też jej posąg, obecnie zamknięta jest w nieodległym średniowiecznym dworze Luzynianów (choć oczywiście obiekt rozbudowano za Turka) robiącym za muzeum.
Zamek Luzynianów
    A wygląda tak:
Afrodyta z Pafos
    Zgadza się, ten wcięty w boku bezkształtny głaz to właśnie Afrodyta. No, nie głaz, a betyl. Symbol bogini. Standardowa rzecz na Bliskim Wschodzie, gdzie plemiona semickie, z racji tabu, tak właśnie przedstawiały swe bóstwa.
Betyle w stolicy semickich Nabatejczyków, Petrze
    Niektóre z nich do dziś wzdrygają się przed personifikacją, wizerunkiem bóstwa. Inne z tych ludów, te tworzące cywilizację, jak Egipcjanie, szybko porzucili te wierzenia. Pozostałe skłoniło ku temu światło bijące z cywilizacji greckiej (i rzymskiej), i w takiej Petrze czy Kartaginie bóstwa dostają ludzkich kształtów. Tak też stało się z Asztarte, która trafiła na Cypr za pośrednictwem jej kanaanejskich, fenickich wyznawców. Tu wzięli ją w leasing równie politeistyczni Grecy, i jako Afrodytę wciągnęli do własnego panteonu. I uczłowieczyli ją.
Wenus Taurydzka - rzeźba z okresu hellenistycznego
    Najsłynniejszym wizerunkiem takiej Afrodyty jest oczywiście rzeźba (z czasów hellenistycznych) znaleziona na jednej z cykladzkich wysp – dziś eksponowana w paryskim Luwrze. Po tej niekształtnej Asztarte pozostały biblijne wzmianki o aszerach, jakie do Świątyni wstawiać kazał między innymi sam Salomon. Hebrajczycy, zatwardziali zwolennicy monolatrii (monoteizm wymyślili później), mocno zwalczali niezwykle żywotny kult owej bogini.
Źródło zwane Łaźniami Afrodyty w swej mroczniejszej odsłonie

20 marca 2026

Wyspa krzyżowców

    Wspominana w poprzednim (i w kilku wcześniejszych też) wpisie europejskość – właściwie zachodnioeuropejskość, Grecy powiedzieliby frankokracja, a może i któryś by splunął przez ramię – Cypru rozpoczęła się jakieś 1000 lat temu w mojej ulubionej epoce historycznej, Średniowieczu, znaczy się.
Gotyckie wnętrze dawnej katedry w Nikozji
    Technicznie to jakieś 900 lat temu, ale weźmy zaokrąglijmy, nie? Zwłaszcza, że narrację zaczynam w połowie X wieku, a więc troszkę wcześniej. Oto bowiem Roku Pańskiego 966 basileus Nicefor II Fokas (po podboju Krety cesarzowa Teodora zdeaktualizowała pierwszego męża i wyszła za bitnego wodza) wysyła na wyspę armię odradzającego się Bizancjum. Cypr, podobnie jak inne wyspy Morza Śródziemnego, od kilkuset lat okupują Saraceni. Sytuacja międzynarodowa zmienia się jednak na tyle, że we wschodnich rejonach basenu Morza Śródziemnego można rozpocząć rekonkwistę. Bizantyjczycy wchodzą na Kretę i Cypr, za niedługo Normanowie odbiją (nie tylko od Arabów, ale i od Bizancjum) południowe Włochy i Sycylię (no i Maltę). Desant patrycjusza Niketasa się udaje, wyspa wraca w obręb rzymskiej – teraz już romajskiej, greckiej – ekumeny.
Warstwy historii na Krecie - groby krzyżowców w dawnym meczecie
Normański zamek w Apulii
    200 lat później bizantyjski namiestnik Cypru Izaak Komnen korzystając z kolejnego kryzysu w Konstantynopolu wybija się na niezależność. Jako Grek pała sporą nienawiścią do Łacinników, Franków jak się ich zowie w Lewancie, a tu przecież jest ich pełno (sto lat wcześniej jego krewny, cesarz Aleksy I Komnen, atakowany przez Seldżuków i Normanów, prosi papieża o pomoc, co wywołuje I krucjatę). Może i Jerozolimę na powrót zajęli bisurmani, ale właśnie płyną następni krzyżowcy – ogłoszono III krucjatę. Izaak jest władcą niezwykle nieuprzejmym dla gości, i pewnie uszłoby mu to płazem, gdyby jednym z przybyszów nie był niejaki Ryszard Lwie Serce. Tak, ten legendarny król Anglii (król, dodajmy, słaby, o mentalności raubrittera a nie władcy; ale PR jaki mu zrobiono sprawia, że każdy o nim słyszał jako szlachetnym władcy i krzyżowcu). Ryszarda impertynencje Izaaka irytują, więc ląduje na Cyprze ze swoją armią i wyspę zajmuje. Pokonany Bizantyjczyk prosi, by król Anglii nie zakuwał go w żelazo. Ten spełnia suplikę pokonanego przeciwnika, i nakłada mu srebrne kajdany. Następnie bierze ślub z nawarrską księżniczką, upija się i płynie dalej, ku Palestynie, by odbić Jerozolimę.
Jerozolima - cel krzyżowców
    Jak wiemy, miasto obejrzał tylko z daleka i wrócił do Francji (tam, a nie w Anglii, miał swoje żywotne interesy; tam też zginął, a sam powrót z krucjaty domaga się osobnego wpisu). Natomiast Cypr – ponieważ Ryszard cierpiał na chroniczny brak aurum et argentum – sprzedał był Templariuszom. Wojowniczym mnichom wyspa zapewne by się przydała, ale jako, że oprócz walki z niewiernymi Templariusze zajmowali się także bankowością spieniężyli Cypr niejakiemu Gwidonowi z Lusignan. Znaczy się nieuznawanemu przez wszystkich krzyżowców królowi Jerozolimy (który właśnie stracił swą stolicę). Lusignanowie (albo Luzynianowie po naszemu; według legendy ród pochodził od wodnej boginki Meluzyny – dojście do władzy na wyspie znanej jako miejsce narodzin z morskiej fali innej bogini wydaje się więc dziejową koniecznością) przejęli wyspę na następne niemal 300 lat.
Zamek Luzynianów w Kukli
    W 1291 roku upada Akka, uznawana za ostatni przyczółek Krzyżowców w Ziemi Świętej, i Cypr zostaje jedynym zachodnim państwem Lewantu. W pełni feudalnym i gotyckim (o cudownej katedrze w Nikozji wspominałem w osobnym wpisie, o antyfeudalnych greckich powstaniach nie wspominałem – a było ich kilka). Zakony krzyżowe czmychają gdzie mogą: dzielni rycerze Krzyżacy do Prus, a Joannici i Templariusze na Cypr. Szpitalnicy mają u Luzynianów lepsze notowania chyba, bo dostają od króla zamek w Kolossi, wraz z uposażeniem.
Zamek joannicki w Kolossi
    Uposażeniem nie byle jakim, znajduje się tu fabryka cukru (trzcinę cukrową przywieźli tu Arabowie, rychło wyspa stała się sporym eksporterem tego luksusowego produktu; Kuba Średniowiecza normalnie) oraz magazyny do przechowywania tego surowca.
Ruiny młyna cukrowego joannitów
    Joannici tworzą tu swoją Wielką Komandorię, skąd zarządzają okolicznymi ziemiami. Oprócz cukru produkuje się tu dość esencjonalne wino, które, gromadzone przez rycerzy zakonnych, zyskuje miano, pod jakim zna się je dzisiaj: commodoria. Niezły trunek, nie ustępujący w smaku iberyjskim sherry'm, portom czy maderom. Do dziś – przerobiona na cerkiew – ostała się też kaplica. Trzeba przyznać, że mniej foremna niż nasza, także pojoannicka i potemplariuszowa, w Chwarszczanach.
Kaplica w Kolossi
Kaplica w Chwarszczanach
    Właśnie. Templariusze. Też są na Cyprze, i łakomym okiem patrzą na posiadłości Joannitów. Zapewne pamiętają, że przez jakiś rok ponad sto lat wcześniej cała wyspa była ich. W początkach XIV wieku przeganiają więc z Kolossi swoich konkurentów. Wielkim Mistrzem jest już wtedy – wybrany tu, na Cyprze – Jakub de Molay. A królem Francji Filip IV Piękny, zadłużony u Templariuszy po same swe kształtne uszy. Jak się to skończyło, wszyscy wiemy (a jak nie wiemy, bo zostaliśmy już wykluczeni przez nowoczesną edukację z kultury europejskiej to mówię: efektem były fałszywe oskarżenia, stos dla zakonnych dostojników, kasata zgromadzenia i anulowanie królewskich długów) – Joannici wracają do Kolossi. Zamek przestaje jednak być główną siedzibą Szpitalników: po przejęciu sporej części templariuszowego majątku Wielki Mistrz Fulko de Villaret organizuje piracki najazd na bizantyjską wyspę Rodos, która stanie się odtąd nową główną siedzibą zakonu. Stamtąd – po krwawych bojach – na Maltę przepędzą ich Osmanowie. Z Malty wygoni ich dopiero Napoleon. Ten sam, który zlikwidował też Republikę Wenecką.
Jedna z joannickich wież obserwacyjnych na Malcie
    Krzyżowe królestwo Cypru zlikwidują z kolei sami Wenecjanie, choć trzeba przyznać, że nie bez walki. Znaczy, Najjaśniejsza Republika Świętego Marka o wyspę walczy z Pizańczykami i Genueńczykami (ci ostatni kilkadziesiąt lat siedzieli w Famaguście), bo sami Luzynianowie nieopatrznie właśnie wymierali, a na dodatek za żonę pojęli pewną wenecką damę. Która sprzedała wyspę swojej republice kupieckiej. Historia krzyżowców na Cyprze dobiega końca mniej więcej z końcem Średniowiecza.
Wenecja, zwycięzca krucjat

13 marca 2026

Cypr podzielony

    Dopiero co było o Nikozji, znanej jako ostatnia podzielona stolica na Świecie, więc bezsensownie jest jeszcze raz pisać o tym, że 37% wyspy w odpowiedzi na koncepcję enosis, zjednoczenia z Grecją, opanowali Turcy i od 1974 jest osobnym bytem jako Turecka Republika Cypru Północnego (każdy powie, że to państwo nieuznawane na arenie międzynarodowej, ale skoro Turcja uznaje – no to jest uznawane). W poprzednim wpisie wspominałem jeszcze o brytyjskich bazach wojskowych (kontrola nad szlakami morskimi biegnącymi w stronę Kanału Sueskiego było jednym z powodów przejęcia Cypru przez Zjednoczone Królestwo w drugiej połowie XIX wieku) w Akrotiri (tak samo się nazywa wioska i stanowisko archeologiczne na Santorynie) i Dhekelii.
Ulice podzielonej Nikozji
Brytyjskie flamingi na Cyprze
    Tak więc Cypr jest podzielony – co w sumie nie jest niczym nowym, gdy tylko wyspa była niepodległa zawsze (no prawie – wyjątkiem jest panowanie Lusignanów (Luzynianów po naszemu); w sumie na upartego można by je jednak potraktować jako okupację wyspy przez krzyżowców) dzieliła się na wiele mniejszych państewek.
Obronny dwór Luzynianów
Zamek joannitów w Kolossi
    A zamieszkana jest od dawna. Od bardzo dawna. Pierwsi mieszkańcy przybyli tu w czasach sprzed wynalezienia rolnictwa – i przywieźli dziki, w zamian wybijając miejscowe karłowate słonie i inne hipopotamy. Jakieś 10 tysięcy lat temu. Ich śladów nie odwiedziłem, za to mającą 7 000 lat wioskę w Chirokitii jak najbardziej. Miejscowi zrobili nawet rekonstrukcję zabudowań używając technik z epoki, ale wygląda to trochę jak betonowe silosy. Wychodzi, że już w neolicie żyto (w znaczeniu, że żyło się, a nie jako jedno ze zbóż, wtedy tam nie znane) w kawalerkach w domach z betonu nie ma wolnej miłości.
Zrekonstruowane domki neolitycznej wioski...
...i zachowane pozostałości
    Potem nadeszła epoka brązu (a ten, jak wiadomo, składa się z miedzi, obficie na Cyprze występującej – i do dziś w śladowych ilościach tu wydobywanej) i ważne miejsce na mapie ówczesnego Świata jako Alaszija. Wyspę w orbitę swoich wpływów wciągali Egipcjanie, Hetyci, Asyryjczycy... Nie wierzę też, że nie zaglądali tu Minojczycy i Mykeńczycy. W końcu znalezione na Cyprze pismo pochodzi od pisma linearnego z Krety (niektórzy mówią o piśmie linearnym C). A przynajmniej jedno z pism.
Cypryjskie pismo
    W epoce Wielkiej Kolonizacji przypłynęli tu Grecy i Fenicjanie – wraz z miejscowymi, Eteocypryjczykami, utworzono wtedy kilka królestw, które zajął dopiero Aleksander Macedoński. Dziś pozostały po nich tylko ruiny, choć na przykład w miejscu takiego Kitionu, miasta Zenona, słynnego stoika, wyrosła dziś Larnaka.
Współczesna Larnaka - tu cerkiew i klasztor wzniesione na grobie świętego Łazarza (na jego drugim grobie, oczywiście)
    Nie na wszystkich jednak, ja odwiedziłem dwa stanowiska archeologiczne (no, trzy, bo jedno podwójne, za to wpisane na Listę UNESCO, podobnie jak neolityczna Chirokitia i kilka średniowiecznych cerkwi w górach Troodos) dawnych stolic cypryjskich królestw. Na tyle dawnych, że w czasach rzymskich były to już normalne miasta. No, właściwie kto widział jakieś rzymskie ruiny w jednym miejscu, ten widział je w każdym.
Odessos - czyli bułgarska Warna
Ruiny rzymskiej wilii w katalońskiej Tossie
    Tu jednak – oprócz malowniczego położenia - swoje zrobiły wspaniale zachowane mozaiki. W Kurionie był to ledwie przedsmak.
Antyczny Kurion
    Nea Paphos – Nowa Pafos (przeniesiona tam w Starożytności, Palea Paphos też jest, i też byłem; współczesne Pafos ma centrum jeszcze gdzie indziej) za to oczarowywuje misternymi podłogowymi mozaikami (restaurowali je także nasi archeolodzy, są na stanowisku odpowiednie adnotacje), pokazując w jakim przepychu żyło się w Starożytnym Rzymie.
Stanowisko archeologiczne Nea Paphos
Mozaiki Nea Paphos
    Oczywiście jak się miało pieniądze, biedni w każdej epoce mieli pod górkę. W każdym razie przepych przepych przepychem poganiał. Wielka szkoda, że nie zachowały się ściany domostw, bo były one zapewne pięknie malowane – zapewne równie frywolnymi wzorami co mozaiki.
Typowa podłoga u rzymskiego bogacza - odkrywana przez polskich archeologów
    O samych królach Cypru z epoki Antyku w sumie nie wiemy zbyt wiele, dalej najpopularniejszym władcą jest mityczny Pigmalion (imię raczej fenickie, Pumajaton), który od Afrodyty dostał w darze ożywioną z marmuru Galateę. W Pafos znajdują się liczne Grobowce Królewskie – ale powstały one w czasach panowania na wyspie greckich Lagidów z Egiptu (Ptolemeuszy, znaczy się), i zapewne są mauzoleami miejscowych i przyjezdnych elit. Wykute w skale w późniejszych wiekach robiły za kamieniołomy, i podejrzewam, że większość z nich się nie zachowała. Pierwszy miejscowy grobowiec jaki spotkałem – niezbyt zachwycający – znajdował się na nieużytku robiącym za wysypisko. U nas nie do pomyślenia.
Ellinospilios - antyczny grobowiec
    Te najznaczniejsze jednak, chronione także przez UNESCO, faktycznie zrobiły na mnie wrażenie.
Hellenistyczno-rzymskie dziedzictwo
Patio jednego z grobowców
Grobowce królewskie
    Owszem, widziałem piękniejsze cmentarze - wszak na blogu opisywałem nabatejską stolicę Petrę, mimo iż semicką w swej istocie to jednak silnie zhellenizowaną, tak jak Cypr, i tak jak on w końcu zajętą przez Rzymian (kilkadziesiąt lat później).
Petra - widok z grobowca na grobowiec
Wnętrze jednego z grobowców w Petrze
    Nie da się ukryć, że Cypr leży nie tylko geograficznie w Azji. W Lewancie. Chociaż przecież jest także europejski, takie Outremer. Piękne pogranicze.
Gotycki meczet na skrzyżowaniu kultur

6 marca 2026

Gotycki meczet

    Pośród licznych – nie tylko antycznych – zabytków Cypru było kilka, które podczas niedługiej, trochę ponad tydzień, wizyty zobaczyć chciałem koniecznie. Pech chciał, że niektóre z nich leżały po tureckiej stronie podzielonej wyspy, a wynajętym po greckiej stronie strach trochę było tam wjeżdżać. Nie, nie dlatego, że było tam niebezpiecznie, albo że kierowcy jeździli z większą swadą niż pełni angielskiej flegmy Cypryjczycy południowi. Po prostu ubezpieczenie nie obejmowało terenów Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Do wykupywania osobnej polisy u Turka jakoś nie miałem głowy – ani chęci ni czasu – a na jeżdżenie tak centralnie, na Jana, byłem trochę za stary (o ile możliwy był w ogóle wjazd na północ bez ubezpieczenia – nie mam pewności). Tak więc odpuściłem słynną Famagustę (teraz zwaną Gazimagusą) z jej ufortyfikowanym starym miastem (na cześć szekspirowskiego bohatera, tunezyjskiego najemnika na weneckiej służbie i zarządcy wyspy z ramienia Najjaśniejszej Republiki Świętego Marka część fortyfikacji zwie się zamkiem Otella) i opuszczonym kurortem Varosia i zadowolić musiałem się Nikozją – czyli Lefkosią/Lefkosą – z, jakżeby inaczej, ufortyfikowaną przez Wenecjan starówką. Oba miasta zdobiły też średniowieczne gotyckie katedry. W Famaguście była to świątynia pod wezwaniem świętego Mikołaja, gdzie koronowano wygnanych królów Jerozolimy. W Nikozji, w katedrze pw Świętej Zofii ten sam człowiek zostawał władcą powstałego także w wyniku krucjat Królestwa Cypru.
Dawna katedra
    Swoją drogą w powstaniu tegoż wyspiarskiego państwa maczali palce Ryszard Lwie Serce i templariusze, ale to opowieść na inny raz – pewnie już niedługo. W każdym razie tron zajął francuski ród Lusignanów, pokonany dopiero co w Ziemi Świętej.
Zamek krzyżowców w Kolossi
    Nic w sumie dziwnego, że potężne katedry zbudowano w stylu gotyku francuskiego. Ot, taki przyczółek cywilizacji zachodniej na azjatyckiej wyspie.
Typowa francuska katedra - tu paryska Notre-Dame przed spaleniem
    Bo tam, gdzie dotarł gotyk, tam była Europa.
Opactwo westminsterskie w Londynie
Czarny kościół w siedmiogrodzkim Braszowie
    Niekoniecznie musiały to być kościoły, czy katedry. Ziemia Święta – ale i Cypr – upstrzone są przecież ruinami licznych zamków, z syryjskim Krak de Chevaliers na czele (czy jest on stricte gotycki, to by trzeba historyka sztuki - albo architektury - pytać).
Zamek cesarski w Syrakuzach
Staronowa synagoga w Pradze
Gotycka studnia w katalońskim Blanes
    A sama katedra? Jest tak gotycka, jak to tylko możliwe.
Katedra św Zofii w pełnej krasie
    A i dookoła zachowało się nieco innych budynków z epoki – taki, wypisz wymaluj, zakątek gotycki w Wilnie. Tyle, że starszy o kilkaset lat.
Gotycki dom w Nikozji
    Dziwne wrażenie ten wspaniały gotyk sprawia w zestawieniu z osmańskimi gwarnymi uliczkami, pełnymi sklepików, restauracji i orientalnego kolorytu.
Katedralny minaret i gwarna turecka uliczka
    Minarety dobudowane do świątyni dopełniają tego wrażenia. Jest dziś bowiem czcigodna katedra meczetem, od imienia zdobywcy Cypru Selima (zwanego Pijakiem, syn Sulejmana Wspaniałego wyspę zdobył na Wenecjanach, choć trzeba przyznać, że traktował swe sułtańskie obowiązki z pewną taką dezynwolturą, w końcu życie stracił gdy pijany poślizgnął się w łaźni goniąc jakąś konkubinę i rozbił sobie głowę o kamienny podest) Selimiye Cami – Meczetem Selima, jak w Edirne normalnie. Katedra w Famaguście zwie się dziś meczetem Lali Paszy, więc zawsze można było trafić gorzej.
Katedra w Królewcu też trafiła gorzej - dziś to sala koncertowa
    Wraz z upadkiem Cypru w drugiej połowie XVI wieku katedra straciła też cały wystrój malarsko-rzeźbiarski. W stambulskiej Hagia Sophia Mehmet Zdobywca kazał ukryć i zachować wspaniałe bizantyjskie mozaiki, tu łacińskie rzeźby i malunki zostały zniszczone. Wystarczy przyjrzeć się pustemu marmurowemu portalowi wejściowemu.
Gotycki portal katedry
    Albo ascetycznemu wnętrzu (i tak, wiem, u nas gotyckie kościoły też często potraciły średniowieczny wystrój – odpowiadały za to liczne wojny, zastąpił je barok, który na Cypr dotrzeć niemal nie zdołał).
Gotycki warowny kościół na Warmii z barokowymi przybudówkami - konkatedra we Fromborku
    Tylko gdzieniegdzie zachowały się marne resztki bogatego wystroju – w końcu była to katedra koronacyjna władców całej wyspy (a Cypr przez te tysiące lat historii nieczęsto był zjednoczony, dziś zresztą też podzielony jest na trzy części, oprócz wspomnianej greckiej i tureckiej są jeszcze dwie brytyjskie bazy wojskowe, de iure części Zjednoczonego Królestwa).
Dawne wnętrza katedry - pewnie zakrystia
    Przebudowa dystyngowanej katedry na meczet wiązała się z jeszcze jedną sprawą. Oto bowiem tradycyjnie (przedsoborowo) kościół jest orientowany (nie, nie napiszę orientowany na wschód, bo byłby to pleonazm). Znaczy: prezbiterium skierowane jest na wschód, mniej więcej w stronę Jerozolimy (od orientowania budowli odstępowano rzadko – przykładem kościoła odwrotnie orientowanego, tj skierowanego na zachód, jest kościół NMP na poznańskim Ostrowie Tumskim). Meczety także są kierunkowane – pierwotnie Mahomet nakazał kierować je na Jerozolimę, ale kiedy zajął Mekkę i sanktuarium Czarnego Kamienia właśnie Ka'abę uczynił omphalosem muzułmańskiego świata. I od tamtej pory każdy meczet ma mirhab, niszę wskazującą kierunek modlitwy ku Mekce. Osmanowie zajmując katedrę musieli więc wyznaczyć nową oś budowli. A że solidnej gotyckiej konstrukcji ruszyć się nie dało wygląda to nieco dziwnie. Oto bowiem mirhab zbudowany jest – zgodnie z kierunkiem nieco bardziej na południe – tak jakby po skosie. I temu nowemu układowi podporządkowany jest nowy, islamski wystrój wnętrza. Nie wiem czy udało mi się to dobrze opisać, chodzi o to, że fizyczne i duchowe ukierunkowanie budowli tworzą pewien dysonans (to żem wyjaśnił). Gryzie to trochę poczucie geometrii. Kąsa, właściwie.
Orientowana nawa i islamskie skosy
    W każdym razie – genialne miejsce, nawet mimo tego obecnego anturażu. Polecam.

Najchętniej czytane

Wyspa Afrodyty

     Seria wpisów o Cyprze , a niemal nic nie było o najsłynniejszej Kyprydzie, Wenerze? Otóż trochę było – zwłaszcza w kontekście bogact...