W poprzednim wpisie było o tym, że
Amerykanie może i napadną, ale potem przeproszą. Oraz o
promocji (znaczy, nie takiej sklepowej).
| Amerykański czołg we francuskich barwach, onegdaj szturmujący Alzację |
Było też o Mikołaju Koperniku, ale zostawmy
wielkiego polskiego astronoma w spokoju, ponieważ wkraczamy do
Niemiec. A dla Niemców to jest Niemiec. Cóż, nie takie rzeczy
przez wieki kradli i niszczyli.
![]() |
| Zniszczona przez Niemców warcka synagoga (foto. z arch. I. Ślipka) |
Choćby wspaniałą gotycką
cerkiew w Supraślu, wysadzoną przez niemieckich żołnierzy bez
najmniejszego powodu.
![]() |
| Rekonstrukcja supraskiej gotyckiej cerkwi obronnej |
Taki to naród poetów, artystów i
romantyków. Właśnie ci ostatni na przełomie XVIII i XIX wieku
odkryli pewne niewielkie miasteczko we Frankonii, dziś części
Bawarii. Dawniej bogate, popadło w nędzę, więc zachowało nie
tylko średniowieczny pierścień murów obronnych, ale i tkankę
miejską. Rothenburg ob der Tauer.
| Rynek w Rothenburgu nad Tauberem |
Cóż. Miasto naprawdę jest
ładne, ale żeby robić z niego jakąś romantyczną perłę to
trzeba być niemieckim dandysem upitym absyntem (czy czym tam się
wtedy odurzano; może bardziej opium niż piołun?). Miasto nie ma
nawet żadnej miłosnej legendy (jest o jakimś rajcy, który mocno
poświęcał swe finanse pro bono publico, za co trafił do ciupy,
gdzie nim go oczyszczono z zarzutów został otruty – nikogo, kto
zna oryginalne niemieckie baśnie to nie szokuje; bracia Grimm mocno
je odkrwawili). Weźmy takie Plötlein, najsłynniejszy widokówkowy
landszaft urokliwej starówki. No szczerze, jakoś spektakularne nie
jest.
![]() |
| Plötlein |
Mimo to miasto zostało rozpromowane na tyle, że w XIX i
XX wieku tłumnie odwiedzali je zagraniczni turyści w ramach
swoistego Grand Tour. A skoro w bedekerach pisano, że miastem należy
być zauroczony – to turyści tacy być musieli. Może zresztą
szczerze, jak pewien Amerykanin który odwiedził Rothenburg ob der
Tauer w dwudziestoleciu międzywojennym. W porównaniu z nowymi i
ohydnie wręcz utylitarnymi (nie chcę napisać brzydkimi) miastami
Stanów Zjednoczonych Rothenburg jawić się musi jako prawdziwa
perła.
![]() |
| Rothenburg od der Tauber |
Amerykanin ten w czasie II Wojny Światowej brał udział
w inwazji na III Rzeszę – natarcie szło akurat na kierunku
frankońskim. Czując sentyment do Rothenburga przekonał sztabowców
by puścić zagony pancerne inną trasą. Miasto ocalało (kurczę, a
naród poetów i artystów Niemcy zwiedzający Polskę przed wojną
jakoś na to nie nalegali, wręcz przeciwnie, puszczali wojska przez
miasto, nawet nie bronione niczym Wieluń; o sowietach nie
wspominam, bo szkoda śliny).
![]() |
| Wieluńska gotycka fara pw Świętego Michała - stan po wizycie Niemców w 1939 |
Nie pierwszy raz w swojej historii – poprzedni raz,
w XVII wieku, nie był może związany z tak zwanym PR, ale był dużo
bardziej spektakularny. Mało tego, uczy on nas, że dobrze jeśli
miejscy włodarze lubią zaglądać do kieliszka (nie, nie jestem
zwolennikiem samorządowców z ramienia tak zwanych ludowców). To
znaczy – może niech nie zataczają się na sesjach rady czy innych uroczystościach, ale...
![]() |
| Leżajsk - und alles klar |
Ad rem. W Pradze Czesi wyrzucają na
kupę kompostu paru ludzi przez okno, przez co w całej Europie (poza
Rzeczpospolitą, Moskwą i Osmanami) wybucha krwawa wojna religijna,
która do historii przejdzie jako Wojna Trzydziestoletnia. Jak to nie
jest efekt motyla, to ja nie wiem co nim jest.
![]() |
| Złota Praga - miejsce wielu defenestracji, w tym i tej z 1618 roku |
Mniej więcej w
połowie wojny pod mury Rothenburga – miasta podówczas protestanckiego – podchodzą wojska katolickie pod dowództwem hrabiego Johannesa
de Tilly. Zwyczaje epoki wymagają, że zdobyte miasto zostanie
spalone, zrabowane i zgwałcone, niekoniecznie w tej kolejności
(stacjonujące na terenie Niemiec cesarskie wojska z Hiszpanii
znacznie ubogaciły pulę genową Rzeszy – oto po Wojnie
Trzydziestoletniej zaczęli pojawiać się Niemcy o czarnych włosach
i równie ciemnych oczach, na początku XVII wieku rzadsi od raroga;
obecne zmiany struktury etnicznej na tamtych terenach zachodzą bez
wojny w tradycyjnym znaczeniu tego słowa). Rothenburskim mieszczanom
taka perspektywa się nie do końca podoba, katolicy mają przewagę.
Jako, że region słynie – do dziś – z produkcji czerwonego wina
(to zabawne, połowa Frankonii delektuje się winami, druga na potęgę
żłopie piwsko) wręczają hrabiemu de Tilly dzban trunku z prośbą
o oszczędzenie miasta. Sagan mierzy niecałe 3,5 litra, więc
całkiem zacny krater. Książę w przypływie dobrego nastroju mówi:
ok. Oszczędzę miasto pod warunkiem – akurat słyszy kurant
wybijający godzinę na ratuszowej wieży – że jakiś mieszkaniec
Rothenburga ciurkiem wydoi owo naczynie w czasie trwania kurantu.
Duszkiem 3,5 litra w siebie wlać może mieć trudność nawet
najbardziej zaprawiony bej, czy tam inny łódzki bramin. Tu jednak
zgłasza się były burmistrz miasta nazwiskiem Georg Nusch i ku zaskoczeniu
wszystkich wlewa w siebie zawartość naczynia. Hrabia Tilly
dotrzymuje słowa (co pokazuje, że nawet w takich okrutnych czasach
honor miał swoją wagę), miasto ocalało (nie na długo, kilka lat
później zrabują je Szwedzi, trenujący przed kradzieżami w czasie
Potopu), były burmistrz zmarł (jeśli myślicie, że się rozpuknął po wydojeniu dzbana, to nie: odszedł wiele lat po incydencie, zapewne dalej garując tym razem w blasku sławy) a
Meistertrunk trafił do legendy. Co godzinę na rynku pojawiają się
postaci hrabiego de Tilly (który dzięki temu też trafił do
lokalnego bestiariusza) i pijącego wino burmistrza. Taka atrakcja turystyczna.
| Der Meistertrunk - hrabia Titlly i były burmistrz Nusch |
U
mnie w mieście Burmistrz jest raczej nie pijący, a winnice w
okolicy dopiero powstają, więc w razie ataku jesteśmy bezbronni.
Moglibyśmy najwyżej podać najeźdźcy skrzynkę landrynkowych
oranżad produkowanych na miejscu. Fakt, całkiem smaczny to napój, ale może mówię tak, bo jestem fanem oranżad.
| Oranżada - choć nie z warckiego Unikatu - na turystycznym szlaku |



.jpg)









.jpg)











