Seria wpisów o Cyprze, a niemal nic
nie było o najsłynniejszej Kyprydzie, Wenerze? Otóż trochę było
– zwłaszcza w kontekście bogactw na wyspie występujących,
które, jak wiadomo miłości sprzyjają.
![]() |
| Ruda jak miedź cypryjska ziemia |
Z miłością związane
są – także etymologicznie – choroby weneryczne, te same, które
jednej ze stolic Unii E***pejskiej, Strasburgowi mianowicie, dały
atrakcję turystyczną w postaci tak zwanej Małej Francji. Ale o tym
na blogu - jak i o innych nieprzyjemnych rzeczach – było (o przyjemnych też, pono i słowo wino ma pokrewne pochodzenie). Teraz
Cypr.
![]() |
| Strasburska Mała Francja vel Mała Franca |
Wenera, Wenus, to oczywiście zajumana przez Rzymian grecka
Afrodyta, bogini miłości, Miała ona narodzić się właśnie u
wybrzeży wyspy, w sposób jak najbardziej magiczny. Oto bowiem
rodzina pośród greckich bóstw nigdy nie cieszyła się przesadną
estymą. Oto Uranos – Niebo, napłodził był z Gają – Ziemią
Tytanów, z których najsilniejszy, Kronos, wziął był swojego ojca
obalił i strącił z tronu w czeluści Tartaru. O tym wiedzą
zapewne nawet absolwenci gimnazjów (a wiedzieć nie będą obecni
uczniowie, okaleczani przez "nowoczesne" podstawy
programowe, mające skutecznie odciąć kolejne pokolenia od korzeni
kultury europejskiej). Niektórzy może nawet kojarzą, że Kronos
zranił Uranosa sierpem. O tym, że zranienie to polegało na ucięciu
kurze złotych jajec ojcu genitaliów słyszeli jednak nieliczni
(swoją drogą polecam pozycję Mity greckie Roberta Gravesa, kiedyś
zresztą na blogu wspominanego). A szkoda, bo to nadaje opowieści
niemal współczesnej pikanterii. W każdym razie krew brocząca z
ran lecącego ku wiecznemu tartarowemu przebytowi Uranosa nakapała
do pobliskiego oceanu, zapładniając go. W efekcie z powstającej u
wybrzeży Cypru morskiej piany narodziła się właśnie Afrodyta.
Świat zawirował, rozległy się hymny pochwalne, a Botticelli mógł
namalować swoje słynne dzieło, Narodziny Wenus, gdzie nienachalnej
urody panna odziewana jest w zdobne szaty stojąc na muszli
perłopława, niczym perła powstająca z cierpienia małża. Jak
wygląda ów obraz wie każdy (a jak nie wie, niech sobie poszuka),
na Cyprze jego fragmenty ozdabiają wiele pamiątek dla turystów.
Podobnie jak i skała, przez miejscowych zwana Petra tou Romani,
Skałą Rzymianina, a przez bedekery Skałą Afrodyty. Mająca być
jakoby miejscem pojawienia się bogini. Rzeczywiście, Morze Śródziemne
malowniczo rozbryzguje się o owe ostańce.
| Skała Afrodyty |
Fakt, że proces
narodzenia Afrodyty przebiegał jak przebiegał (krwawiące genitalia
wchluptane do morza) mówi nam, że o prokreacji starożytni Grecy
wiedzieli odrobinę więcej od tych jakże nowoczesnych Ludzi
Alfabetu.
I tak, będąc na Cyprze widziałem Afrodytę.
Prawdziwą – taką, jaka ze Wschodu przybyła na wyspę i do
Grecji. Nie było to jedyne bóstwo, które do Europy trafiło ze
wschodnich rejonów Morza Śródziemnego. Przy okazji: Europa była
fenicką księżniczką (siostrą Kadmosa, który nie dość, że
przyniósł Grekom alfabet, to jeszcze zbudował akropol w
siedmiobarmnych Tebach beockich; kiedyś takie rzeczy się działy,
dziś już się nie dzieją), którą zdybał sam Zeus. Dopadł ją
na Krecie, miejscu własnych narodzin. Także jeden z zeusowych
synów, Dionizos, przybył w swym pijackim orszaku z Azji
Mniejszej.
![]() |
| Jaskinia Dikte na Krecie, jedno z mitologicznych miejsc narodzin Zeusa |
Gdziem ową Afrodytę widział? W Starym Pafos.
Docenione przez UNESCO stanowisko archeologiczne leży kilka
kilometrów zaledwie od Skały Afrodyty. I kilkadziesiąt od Nowego
Pafos (także wpisanego na listę UNESCO) – ta jedna z dawnych
stolic wyspy zmieniała swoje położenie kilkakrotnie, i dziś też
leży całkiem gdzie indziej. W każdym razie w Palepaphos (w wiosce
Kuklia) zachowały się ruiny sanktuarium Afrodyty.
![]() |
| Ruiny sanktuarium Afrodyty |
To, co zostało
pochodzi oczywiście z czasów rzymskich, ale miejsce było używane
jeszcze przez kolonizujących wyspę Fenicjan i Greków (a może i
miejscowych Eteocypryjczyków). Sama zaś bogini, czy też jej posąg,
obecnie zamknięta jest w nieodległym średniowiecznym dworze
Luzynianów (choć oczywiście obiekt rozbudowano za Turka) robiącym
za muzeum.
| Zamek Luzynianów |
A wygląda tak:
![]() |
| Afrodyta z Pafos |
Zgadza się, ten wcięty w boku bezkształtny
głaz to właśnie Afrodyta. No, nie głaz, a betyl. Symbol bogini.
Standardowa rzecz na Bliskim Wschodzie, gdzie plemiona semickie, z
racji tabu, tak właśnie przedstawiały swe bóstwa.
| Betyle w stolicy semickich Nabatejczyków, Petrze |
Niektóre z
nich do dziś wzdrygają się przed personifikacją, wizerunkiem
bóstwa. Inne z tych ludów, te tworzące cywilizację, jak
Egipcjanie, szybko porzucili te wierzenia. Pozostałe skłoniło ku
temu światło bijące z cywilizacji greckiej (i rzymskiej), i w
takiej Petrze czy Kartaginie bóstwa dostają ludzkich kształtów.
Tak też stało się z Asztarte, która trafiła na Cypr za
pośrednictwem jej kanaanejskich, fenickich wyznawców. Tu wzięli ją
w leasing równie politeistyczni Grecy, i jako Afrodytę wciągnęli
do własnego panteonu. I uczłowieczyli ją.
![]() |
| Wenus Taurydzka - rzeźba z okresu hellenistycznego |
Najsłynniejszym
wizerunkiem takiej Afrodyty jest oczywiście rzeźba (z czasów
hellenistycznych) znaleziona na jednej z cykladzkich wysp – dziś
eksponowana w paryskim Luwrze. Po tej niekształtnej Asztarte
pozostały biblijne wzmianki o aszerach, jakie do Świątyni wstawiać
kazał między innymi sam Salomon. Hebrajczycy, zatwardziali
zwolennicy monolatrii (monoteizm wymyślili później), mocno
zwalczali niezwykle żywotny kult owej bogini.
![]() |
| Źródło zwane Łaźniami Afrodyty w swej mroczniejszej odsłonie |

.jpg)












.jpg)
.jpg)




.jpg)
.jpg)
.jpg)











.jpg)

.jpg)