Tylko skończyłem pisać jeremiadę o
tym, że w pubach nie można palić papierosów (co, jak W. Sz.
Czytelnik pamięta, wcale nie jest dla mnie taką tragedią jaką
zaprezentowałem – naprawdę brak papierosianego smrodu jest czymś
cudownym, ale...) trafiłem do miejsca, gdzie papierosy w lokalu się
pali – i nikt nie ma z tym problemu. I wcale nie chodzi mi o
Bałkany, gdzie dymek dalej jest częścią kultury (zdarzało mi się
trafiać do pokojów hotelowych "pachnących" papierosami;
bez kucia tynku tej aury chyba się zlikwidować nie da). Nie. Była
to Szwajcaria – oaza wolności w Europie Zachodniej.
![]() |
| Szwajcaria |
Z tą
wolnością to już kiedyś na blogu wspominałem, wcale nie ma tak
różowo, ale faktycznie – palenie w barze nie jest zabronione. A
jak nie jest zabronione, to jest dozwolone. Więc wkroczyłem do
środka i zamówiłem piwo. Miejscowi pili raczej wino – byliśmy w
niemieckojęzycznej części Szwajcarii, w Lucernie, ale ten drugi
trunek także był tu popularny: w końcu jeden z placów starego
miasta zwie się Weinmarkt, i na pamiątkę intratnego handlu który
się tam niegdyś odbywał ozdobiony jest freskiem przedstawiającym
Wesele w Kanie Galilejskiej.
| Wesele w Kanie Galilejskiej |
Atmosfera była miła i serdeczna, z
sali obok dobiegały wrzaskliwe nieco bawarskie zaśpiewy (jakaś grupa miała
biesiadę połączoną z pokazami – niech będzie –
artystycznymi). Dym papierosowy (i ubiór klientów) zdradzał, że
szlugi były z tych lepszych, nie te przemycane ze Wschodu, składające
się z tektury, końskiego włosia i smoły. Znaczy: mocno nie
śmierdziało. Niemniej długo tam nie siedziałem – ruszyłem
poszwendać się po mieście. Na blogu o Lucernie wspomniałem zdaje
się pokazując pomnik Lwa Lucerny, projektu znanego nam z Warszawy
Thorvaldsena, ale nie tam skierowałem swoje kroki.
![]() |
| Lew Lucerny |
Minąłem
wąskie uliczki starego miasta na które z góry spoglądały
średniowieczne mury miejskie, nie zatrzymałem się nad Jeziorem
Czterech Kantonów by podziwiać panoramę lokalnych Alp, tylko
udałem się nad Reuss, rzekę dzielącą miasto na dwie części. A
jak rzeka – to i mosty. I to jest absolutny – najbardziej
emblematyczny, jak powiedziałby pan Makłowicz – top lucerninanych
landszaftów.
| Most Kapliczny |
Z trzech drewnianych konstrukcji do naszych czasów
zachowały się – choć zaraz powiem dlaczego to nieco
problematyczne stwierdzenie – dwa. Starszy, Kapellbrücke, z połowy
XIV wieku, i Spreuerbrücke, datowany na Rok Pański 1408 (czyli
budowniczowie nieco wyprzedzili zbudowany na rozkaz Jagiełły most
pontonowy na Wiśle, który umożliwił w czasie Wielkiej Wojny z
Zakonem chwalebną wiktorię grunwaldzką). Dlaczego zaś
stwierdzenie o dwóch zachowanych mostach jest nieco na wyrost? Oto
bowiem Most Kapliczny na początku lat 90-tych XX wieku wziął był
i spłonął. Nie cały co prawda, ale duża część drewnianej
przecież konstrukcji poszła z dymem – w tym i zdobiące przejście
liczne malowidła przedstawiające sceny zarówno biblijne, jak i
świeckie z historii Szwajcarii. Całe szczęście dwa lata wcześniej
wszystkie owe obrazy skatalogowano i obfotografowano, ale dziś,
przekraczając rzekę Reuss większość miejsc po malowidłach
świeci pustkami. To celowe działanie – kiedy olbrzymim kosztem
odbudowano most mieszkańcy Lucerny w referendum zadecydowali, że
tak ma pozostać, że nie chcą mieć na swej największej atrakcji
turystycznej kopii. Zachowane oryginały wróciły na swoje
miejsce.
![]() |
| Miejsca po spalonych obrazach |
Swoją drogą drewniane mosty były obiektem
turystycznych wizyt już jakieś 200 lat temu, a kiedy w XIX wieku
powstała plotka, że władze miejskie chcą przeprawy zburzyć z
Wysp Brytyjskich (bo to angielscy dandysi pro maior pars atrakcję
oglądali) popłynęły petycje z prośbą o zachowanie konstrukcji.
Z tych petycji lokalsi dowiedzieli się też dopiero o planach
wyburzenia mostów. Plotka ma ogromną siłę.
| Most Plewny |
Równie ogromną
siłę miał też niedopałek, od którego zajął się drewniany
Most Kapliczny. Sprawę ułatwiły kilogramy pajęczej sieci, nie
sprzątane zapewne od kilkuset lat. Jakąż wspaniałą patynę
wieków musiały nadawać konstrukcji. Dziś niestety – na obu
mostach – są regularnie zdejmowane. Bo stare pajęczyny – wraz
ze starym, przesuszonym drewnem – to wspaniały materiał palny.
Nic dziwnego, że pożar rozprzestrzenił się błyskawicznie. W tym
wypadku powiedzenie, że szczęśliwy dom gdzie pająki są okazało
się nie przedbobonem, a zabobonem.
| Pocztówka z Lucerny |
Drugi most, Plewny,
przetrwał, i dziś także jest przeciwpożarowo zabezpieczony. Jest
też ozdobiony nieco bardziej mrocznym zestawem malowideł –
przedstawiają one danse macabre, taniec ze śmiercią.
| Danse macabre |
| Wszyscy równi wobec Śmierci |
Przecudowna
rzecz. Kostucha odwiedza wszystkie stany społeczne, z każdym –
bądźmy nowocześni – zbija piątkę. Pokazuje, że czeka na
każdego. Straszne? Wbrew pozorom wcale nie. Śmierć czeka każdego,
a ostatnie malowidło przedstawia tryumf Chrystusa nad nią. Czyż
może być coś bardziej optymistycznego?
| Zwycięzca Śmierci |
Mimo, że jestem w
nieco turpistycznym nastroju, odpowiem: no nie może.


























