Po takiej małej przerwie w nadawaniu
spowodowanej względami, jak to się ładnie mówi, pozasportowymi,
wracam do Sieradza (bo też i tu ostatnio często bywam, taka dira
neccesita) i muszę zrobić wpis o kolejnej – choć wyszło na to,
że tymczasowej – atrakcji dawnej stolicy Księstwa Sieradzkiego.
Może W. Sz. Czytelnik wolałby dalej ciągnąć temat barów, ale
Autor demokratycznie podjął taką, a nie inną decyzję. Zwłaszcza,
że w okolicy pubów tak średnio, bym powiedział. Więc sieradzkie
atrakcje wracają na chwilę na tapet.
![]() |
| Chorągiew sieradzka, akurat z miasta wyruszająca |
O większości owych
zresztą już było, w kilku co najmniej wpisach, ale że to
sąsiednia gmina, i rodzinny powiat, to zawsze warto się chwalić.
![]() |
| Jedna z atrakcji Sieradza na Placu Wojewódzkim |
Oto bowiem na początku Roku Pańskiego 2026 w
przystanek autobusowy na którym te -dziesiąt lat temu wsiadałem
byłem w powrotny do domu pekaes przydzwonił jakiś szalony
kierowca. Na szczęście obyło się bez ofiar, poza odholowaniem
wraku drogiego pojazdu na złomowisko. No i naprawą przystanku.
Władze miejskie stanęły na wysokości zadania – zniszczoną
połowę wiaty odcięto i przez kilka miesięcy przystanek był
połową siebie. Wrzuciłem to kuriozum gdzieś tam w internety, bo
było to w sumie całkiem zabawne rozwiązanie.
![]() |
| Jugokiosk jako półprzystanek |
- Ej, ten
przystanek wygląda jak kiosk "Jugo" – pojawił się
komentarz.
Przyjrzałem się – rzeczywiście. Człowiek cały
czas miał to pod nosem, a faktycznie w Sieradzu przystanki wyglądały
jak kioski typu K67, zwane u nas, z racji pochodzenia Jugokioskami. Ba, na Placu Wojewódzkim (tym z trójkątnym
Łokietkiem i olbrzymim gmachem dawnego Urzędu Wojewódzkiego) wiata
płynnie przechodziła w kiosk rozprowadzający kiedyś bilety MZK, a
potem już wszystko inne. Miałem tą jugosłowiańską stylizację
na wyciągnięcie ręki, a w poszukiwaniu kosmicznego brutalizmu
czasów Marszałka Tity jak głupi na Bałkany jeździłem.
![]() |
| Nowy dworzec w Skopje |
Nie
ukrywam, że znalazłem tam różne cuda, o których na blogu W. Sz.
Czytelnik czytał.
| Jugosłowiański brutalizm wyłaniający się z mgły |
Albo i nie, nie jest to istotne (link podaję
TU, TU i TU; a co). Niestety, po pewnym czasie włodarze miasta
zlikwidowali półprzystanek, a na jego miejscu postawili prostą i
nudną zwykłą metalowo-pleksiglasową wiatę. Prozaiczną i smutną,
nie wzbudzającą w obserwatorze żadnych głębszych uczuć. Mało
tego, wkrótce zorientowałem się, że i inne stylowe Jugo
zastąpiono modernistycznym chłamem. Tak oto z miejskiej przestrzeni
zniknęła odrobina piękna. Taka to nowoczesność, ha
tfu.
![]() |
| Polskie kioski niczym dinozaury |
Rozsierdzony brakiem kiosków Jugo w Sieradzu podjąłem
decyzję by odwiedzić w końcu słynne cmentarzysko kiosków, dość
niedaleko w sumie leżące, bo na wschodnich rubieżach miasta Łodzi.
No, może ciut dalej. I co? I okazało się, że pole na którym
dogorywały kioskie wszelkiego kształtu, wielkości i autoramentu
opustoszało. Poczciwe te budowle, nieodłączny kiedyś element
polskich miast (pod szyldem nieistniejącego już przedsiębiorstwa
Ruch, u mnie we Warcie (a zamku ani jednego) na rynku stały aż, dwa, co w sumie – byłem
dzieckiem – wydawało mi się nielogiczne, że to samo tak blisko
siebie; okazało się, że to był efekt panującego wtedy w Polsce
komunizmu – umysł dziecka od razu zauważał wady gospodarki
planowej) zwyczajnie zniknęły, zamieniając się w saloniki prasowe
w galeriach handlowych. Tak sobie myślę, że za kilka lat jak ktoś
będzie czytał Złego Leopolda Tyrmanda pan Kalodont i jego kiosk
będzie bajką o żelaznym wilku.
![]() |
| Targ z lat 90-tych XX wieku i pierwszej dekady XXI, czasy popularności Jugokiosków |
Co ciekawe w innych krajach
jakoś kioski nie umarły (samo słowo kiosk jest pochodzenia
perskiego – podobnie jak określenie raju w większości języków
europejskich, u nas występujące tylko w nazwie Paradyż – i
oznacza pałac, pawilon; via turecki trafiło do włoskiego i
francuskiego, a potem, już jako buda uliczna, do pozostałych
języków Europy), i dalej funkcjonują w przestrzeni publicznej.
Można tam nabyć nie tylko prasę (mimo, że jest niby w odwrocie
ludzie nadal kupują ten fizyczny nośnik informacji, czasem tylko ze
zwykłego snobizmu) ale i bilety lokalnej komunikacji, napoje,
przekąski, czasem też i alkohol. Takie szwarc mydło i powidło,
jak kiedyś u pana Kalodonta.
![]() |
| Kiosk w Amsterdamie - z przeznaczeniem kulinarnym |
Oprócz punktu sprzedaży
najpotrzebniejszych rzeczy kioski – podobnie jak mury miejskie –
spełniały także inną zaszczytną funkcję. Otóż były niejako
miejscem w którym ulewały się uczucia społeczne. Owszem,
czasem były tam humorystyczne napisy jak słynne "rany boskie,
jestem kioskiem" czy kronika towarzyska "Krzysiu kocha
Zosię", ale pojawiały się tam i problemy nurtujące
społeczeństwo. Każda władza powinna śledzić takie graffiti, dla
własnego dobra (nie zawsze tożsamego z interesem
społeczeństwa).
Tam, gdzie kioski jeszcze istnieją dalej służą
za agorę – tak więc, W. Sz. Czytelniku, jeśli zapuścisz się w
ostępy nieznanego miasta wypatrujcie kiosków i graffiti na nich,
żeby w razie czego być przygotowanym na prawidłową reakcję na
nastroje społeczne w danym miejscu.
![]() |
| Kiosk w Stambule. |


























