Pożeglować do Bizancjum to tytuł
opowiadania pisarza s-f Roberta Silverberga (wydanym, zdaje się, w
zbiorze opowiadań pod tym samym tytułem). W zeszłym roku stuknęło
temu traktującemu o przemijaniu (temat w sam raz na pierwszy wpis
w Nowym Roku, nieprawdaż?) dziełku już 40 lat. I nie straciło nic
na aktualności, ludzie nadal przemijają – no, właściwie
wszystko przemija, zwłaszcza od czasu przewrotu w myśleniu
dokonanego dzięki lunecie, o czym zresztą wspominałem. Wbrew
tytułowi samego Bizancjum w opowiadaniu nie ma – podobnie jak i w
naszej rzeczywistości.
 |
Pozostałości Bizancjum
|
Taka ciekawostka – tytuł opowiadania
zalewaczył pan Silverberg z wiersza irlandzkiego poety Yeatsa (muszę
przyznać, że lepiej niż poezje tego twórcy znam spuściznę
literacką Silverberga). Wiersz także opowiada o przemijaniu,
starości i upadku dawnych cywilizacji, ale bardziej dotyka Bizancjum
(a raczej czasu, gdy Konstantynopol zmieniał się w Konstantiniyye).
Jako ciekawostka ciekawostki dodam, że pierwszy wers poematu brzmi
To nie jest kraj dla starych ludzi. Tak, stąd wzięli go i
wykorzystali późniejsi filmowcy.  |
Bosfor - między Europą a Azją
|
Tak więc sam do Bizancjum –
czy też może Byzantionu – nigdy nie żeglowałem. Wielokrotnie za
to byłem w mieście po – kolejnym – rebrandingu. Acz zawsze
lądem (rejsy bo Bosforze się nie liczą) – przez tereny dawnych
imperiów. W tym i tak zwanego Cesarstwa Bizantyjskiego. Bo przecież
było to zawsze Imperium Rzymskie. Ba, nawet po muzułmańskim władca
osmański tytułował się odziedziczonym po Seldżukach tytułem
Sułtana Rum. Termin Bizancjum to wynalazek nowożytnych mediewistów.
Anachronizm, ale oddaje chyba istotną zmianę z łacińskiego
Imperium Romanum na grecki w swej istocie twór zwany przez Romajów
(znaczy: Greków; w Europie Romaioi zastąpiono Graeci kiedy następcy
Karola Wielkiego uznali się za kontynuatorów Cesarstwa Rzymskiego)
Rhomania – Ziemia Rzymian (Bilad al-Rum po arabsku). Ostatnim
cesarzem wschodniej części Imperium który w domu mówił po łacinie (a było to
gospodarstwo w dzisiejszej południowej Serbii) był Justynian
Wielki. Dla mnie więc to też ostatni cesarz rzymski – po nim mówię
już o Bizancjum. Jego śmierć jest też jedną z dat kończących
Starożytność – bo wbrew pewności z jaką podaje się u nas 476
rok po Chrystusie nic nie jest tak naprawdę ustalone, i historycy
nadal się spierają o początek Średniowiecza. Może nawet
udałoby się Justynianowi przywrócić chwałę rzymską i Morze
Śródziemne znów stałoby się Mare Nostrum, wewnętrznym akwenem
imperium, ale historia potoczyła się inaczej. Oto wybuchło kilka
wulkanów, klimat się zmienił (dając Skandynawom przyczynek do
legendy o straszliwej trzyletniej zimie Flumbvinter), myszoskoczki
będące tradycyjnymi nosicielami bakterii Yersinia pestis z głodu opuściły
swoje pustynne nory i przekazały zarazka wszędobylskim szczurom, te
przyniosły go do miast Śródziemnomorza czy Bliskiego Wschodu.
Wybuchła zaraza zwana dżumą Justyniana – i zachwiała
potencjałem ludnościowym (czyli też wojskowym) Bizancjum i Persją
Sasanidów. Dzicy Germanie żyjący po wioskach (w czasie każdej
epidemii zawsze lepiej jest na wsi – vide słynny Dekameron –
zwłaszcza w czasach gdy opieka zdrowotna jest niedorozwinięta albo,
hm hm, niedofinansowana i w zapaści) mniej odczuli straty
ludnościowe i tłumnie – podobnie jak ich pobratymcy sto lat
wcześniej – ruszyli w granice odradzającego się imperium.
Długobrodzi (nie, nie chodzi o krasnoludzkie plemię znane z
tolkienowskiego Śródziemia, a o Longobardów) dla przykładu zajęli
ogołoconą zarazą i niedawnymi wojnami Italię. Europę Wschodnią
zajmować poczęli z kolei Awarowie, Turcy (Protobułgarzy właściwie)
i nade wszystko Słowianie, zajmując praktycznie całą krainę
zwaną później Bałkanami.  |
Pliska - pierwsza stolica Bułgarów
|
Ta ruchawka sprawia, że ślady
Bizancjum czy nawet Imperium Rzymskiego nie są tu aż tak dobrze widoczne –
chociaż jest ich pełno. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie
dotarłem do tych najważniejszych stanowisk archeologicznych z
tamtego czasu: Sirmium, Naissus czy Iustiniana Prima (odpowiednio –
jedna ze stolic cesarstwa, miejsce narodzin Konstantyna, wybudowana
przez Justyniana w swej rodzinnej okolicy). Po prostu Serbię mam
słabo spenetrowaną. |
Rzymskie Singidunum podle galerii handlowej w centrum serbskiej stolicy
|
Na ruiny romajskiego miasta z czasów
przełomu Starożytności i Średniowiecza trafiłem za to w
Macedonii Północnej (nie chodzi o dzisiejsze Ochrydę czy Bitolę; ani
o albańskie Dürres). Opisywałem tą przygodę na blogu już –
miejsce nazywa się Golemo Gradiste (czyli Gród Olbrzymów).
Przynajmniej dziś, bo jak się nazywało w czasach narodzin
Cesarstwa Bizantyjskiego to – po tylu najazdach – nikt już nie
pamięta. Wyjątkiem jest – nie jedynym w sumie – Kościół
Mądrości Bożej w Stambule. Byłem tam już kilka razy, ale tym
razem miałem nadzieję na wejście na kościelne balkony (po
remoncie – restauracji właściwie – otwarto je dla zwiedzających
już kilka lat temu, ale tak się złożyło, że wejść mi się nie
udało), tym bardziej, że parter jest już dla giaurów
zamknięty.
 |
Kościół Mądrości Bożej
|
A że Kościół Mądrości Bożej, pamiętający
Justyniana i przez prawie 1000 lat będący jedną z najważniejszych
świątyń chrześcijaństwa dziś – po stu latach funkcjonowania
jako muzeum – na powrót jest meczetem, to "żeglując"
do Bizancjum warto zwrócić uwagę na pozostałości po Imperium
Osmańskim, które kilkaset lat zajmowało niemal całe Bałkany, a
którego odwrót sprokurował nasz Jan III Sobieski. O czym też już
zresztą na blogu było. |
Pomnik Jana III Sobieskiego w Wiedniu
|
W drogę więc, niczym poseł Lehistanu
do Wysokiej Porty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz