Tłumacz

17 lipca 2026

Blondel

    Mon Dieu! - jak zawołałby pewnie Ryszard Lwie Serce (po francusku, Planatageneci dopiero od Edwarda II Długonogiego vel Młota Na Szkotów, dwa pokolenia później, nauczyli się angielskiego) na wieść, że pisząc o literackich bohaterach związanych z raubritterem legendarnym królem nie wspomniałem o Blondelu z Nesle.
Literacki bohater wiązany z Ryszardem Lwie Serce
    Nie wspomniałem, bo zapomniałem, ale ów minstrel, zwany Blondelem od koloru włosów był postacią równie prawdziwą jak słynny Wilhelm Marshall, dorobkiewicz, wspaniały rycerz i ważna persona z czasów Henryka Plantageneta i jego rozwydrzonych dzieciaków (oprócz Ryszarda i Jana Bez Ziemi byli jeszcze Henryk Młody Król i Gotfryd; sroga ferajna). Dobra, trochę ubarwiam, historycy nie są pewni czy owym Blondelem był Jan I de Nesle, czy jego syn, także Jan, drugi tego imienia – obaj związani byli z Plantagenetami, obaj brali udział w krucjatach, i obaj byli trubadurami, czy tam truwerami – czyli autorami różnorakich pieśni, które to później trafiały do do repertuarów wędrownych pieśniarzy (swoją drogą ciekawe, czy naszego Anonima Gallem zwanego też by za truwera uważać można, w końcu pieśni pisał). No i raczej między bajki należy włożyć opowieść o odnalezieniu uwięzionego Ryszarda Lwie Serce przez rzeczonego Blondela za pomocą pieśni truwerskiej, znanej i królowi, i minstrelowi. Oto śpiewak wędrował od zamku do zamku, i wyśpiewywał ową piosenkę. A gdy ktoś mu nagle zza murów odpowiedział – był to niechybnie uwięziony król Ryszard. Dzięki temu wieści o nieszczęściu władcy spłynęły do starej, szczęśliwej Anglii, i dobrzy obywatele zrobili zrzutkę i wykupili umiłowanego króla. Bajka, jak mówiłem, choć faktycznie za pieniądze Anglików wykupiono utracjusza.
Jerozolima - cel każdego krzyżowca
Londyńska Tower - cel każdego Plantageneta
    W sumie nigdy nie spodziewałem się, że trafię w miejsce, gdzie więziony był król Ryszard, i gdzie właśnie odnaleźć miał go Blondel z Nesle. Mianowicie do niewielkiego naddunajskiego miasteczka Dürnstein, nad którym górują pozostałości zamku, w którym Leopold V Babenberg (zwany Pełnym Cnót, der Tugendhafte - pseudonim prawie tak dobry jak Lwie Serce Ryszarda), pan Austrii, trzymał angielskiego monarchę (kiedy już przekazał go cesarzowi Ryszard trafił do Ochsenfurt, tak, że w sumie pewności co do Dürnsteinu nie ma, ale nie mówicie tego miejscowym: Löwenherze i Blondele lampią się na turystę z co drugiego szyldu).
Zamek Dürnstein
    Nie wiem, czy Dolina Wachau, w sercu której leży Dürnstein, była wtedy równie malownicza (a zasiedlona jest od dawien dawna, jedna z sąsiednich wiosek to Willendorf, ta od słynnej neolitycznej figurki Wenus), ale dziś to prawdziwy cymes – i pewnie dlatego odwiedzałem ją już kilka razy.
Miasteczko Dürnstein
    W czasach Ryszarda Lwie Serce Krems, stolica regionu, była dla austriackich władców ważniejsza niźli Wiedeń. Do dziś zresztą ma swoje miejsce w sercach smakoszy – miasto dało bowiem nazwę jednemu z gatunków kapusty – gorczycy kremskiej (odmiana gorczycy białej, Sinapis alba - ech ci botanicy systematycy) z której to wytwarza się musztardę kremską. Co to ma wspólnego z Lwim Sercem? Zapewne sam władca mógł znać smak musztardy – pierwszy przepis na papkę z ziaren gorczycy i octu podaje już Pliniusz Starszy w swojej Historii naturalnej. Co prawda wzmianki o słynnej musztardzie z Dijon są trochę późniejsze, ale w Italii i Francji musztarda była wytwarzana przez całe Średniowiecze, choć raczej jako marynata do mięs czy przyprawa, nie wynaleziono bowiem jeszcze ohydnych parówek których smak trzeba maskować właśnie musztardą. Senfem, jak by powiedziano w obszarze niemieckojęzycznym (stąd i zynf na naszym Śląsku; na Wschodzie ów sos zwie się gorczica, ale nie wiem czy ta nazwa jest i u nas używana – w końcu słowiańska jest).
Lokalne opactwo
    No teraz będzie gadał o musztardzie – pomyśli sobie W. Sz. Czytelnik – a Dolina Wachau taka piękna. Zgadza się, piękna, polecam, barok, winnice z grüner veltinerem, morele, królicze bobki...
Słodycze z Doliny Wachau
    Cóż, skoro przy Florencji mogłem skupić się na cudownych flaczkach zamiast na nudnej włoskiej kuchni sztuce, to tu mogę co nieco o musztardzie, prawda? Zwłaszcza, że wytwarzana jest z nasion kilku gatunków roślin z rodzaju kapusta. Tak, tak, gorczyca to nic innego jak Bassica sp., kapusta. Czy wspomniana kremska, czy sarepska B. juncea (Sarepa to wioska, dziś dzielnica Wołgogradu, przecież to właśnie tam, gdy miasto zwało się Stalingradem, toczyły się krwawe walki w czasie II wojny światowej; o ile mniej krwawe byłyby konflikty, gdyby zamiast o Lebensraum walczono o smak musztardy – ja osobiście od sarepskiej bardziej wolę słodką bawarską). Kapustą jest też przecież cudownie oleisty rzepak B. napus. Albo rzepa B. rapa – archetypowe warzywo, którym w formie podgniłej obrzucano, przynajmniej w filmach, średniowiecznych skazańców; kultywarem rzepy jest kapusta pekińska. A ile form ma kapusta liściasta B. oleracea? Głowiasta, brokuł, kalafior, brukselka, jarmuż...
Kapuściane pole
    Piękne. Jeden z moich ulubionych rodzajów roślin. Drugim jest Allium sp., czosnek (czyli też cebula albo por, albo wiele innych cudnych smakołyków). Ale to innym razem. Na razie niech W. Sz. Czytelnik przetrawi rewelacje o kapuście. A co do Ryszarda Lwie Serce i Doliny Wachau, to chyba wypadałoby wyjaśnić skąd się tu wziął jako braniec księcia Leopolda V Cnótpełnego. Ale to w następnym wpisie, bo to grubsza sprawa. Zaczyna się ona w Ziemi Świętej, gdzie Ryszard i Leopold przybywają z wojskami III krucjaty (po odbiciu z rąk Bizancjum Cypru). Do samej Jerozolimy, jak wszyscy wiemy, krzyżowcy nie docierają, sam Ryszard robi bardachę, zapada na zdrowiu, a egipski sułtan Saladyn, słynny muzułmański przeciwnik krzyżowców, przysyła Plantagenetowi, by szybciej do sprawności doszedł pełne witamin owoce z rodzaju Prunus – czyli śliwa. Mogły to być brzoskwinie (P. perscia) albo morele (P. armenica) – oba gatunki pochodzą z Dalekiego Wschodu, na Bliski trafiły już w Starożytności, do Europy (także do mojego ogrodu) dużo później. Fabularnie bardziej mi pasuje, żeby al-Malik an-Nasir Salah ad-Dunja wa-ad-Din Abu al-Muzaffar Jusuf ibn Ajjub ibn Szazi al-Kurdi (oryginalne miano Saladyna) przysłał morele, bo te na potęgę dziś uprawiane są w Wachau (po niemiecku morela to Aprocot, ale w miejscowym dialekcie Marille), a zużywane nie tylko na smaczne likiery, ale i – zgodnie z najlepszymi kulinarnymi tradycjami, znanymi także u nas – jako dodatek do mięs. Można też zjeść na surowo.
Morela. Albo brzoskwinia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Blondel

     Mon Dieu! - jak zawołałby pewnie Ryszard Lwie Serce (po francusku, Planatageneci dopiero od Edwarda II Długonogiego vel Młota Na Szkot...