W sumie nigdy nie spodziewałem się, że trafię w
miejsce, gdzie więziony był król Ryszard, i gdzie właśnie
odnaleźć miał go Blondel z Nesle. Mianowicie do niewielkiego
naddunajskiego miasteczka Dürnstein, nad którym górują
pozostałości zamku, w którym Leopold V Babenberg (zwany Pełnym Cnót, der Tugendhafte - pseudonim prawie tak dobry jak Lwie Serce Ryszarda), pan Austrii,
trzymał angielskiego monarchę (kiedy już przekazał go cesarzowi
Ryszard trafił do Ochsenfurt, tak, że w sumie pewności co do Dürnsteinu
nie ma, ale nie mówicie tego miejscowym: Löwenherze i Blondele
lampią się na turystę z co drugiego szyldu).
 |
Zamek Dürnstein
|
Nie wiem, czy
Dolina Wachau, w sercu której leży Dürnstein, była wtedy równie
malownicza (a zasiedlona jest od dawien dawna, jedna z sąsiednich
wiosek to Willendorf, ta od słynnej neolitycznej figurki Wenus), ale
dziś to prawdziwy cymes – i pewnie dlatego odwiedzałem ją już
kilka razy.
 |
Miasteczko Dürnstein
|
W czasach Ryszarda Lwie Serce Krems, stolica regionu,
była dla austriackich władców ważniejsza niźli
Wiedeń. Do dziś
zresztą ma swoje miejsce w sercach smakoszy – miasto dało bowiem
nazwę jednemu z gatunków kapusty – gorczycy kremskiej (odmiana gorczycy białej,
Sinapis alba - ech ci botanicy systematycy) z której to wytwarza się musztardę kremską. Co to ma
wspólnego z Lwim Sercem? Zapewne sam władca mógł znać smak
musztardy – pierwszy przepis na papkę z ziaren gorczycy i octu
podaje już Pliniusz Starszy w swojej
Historii naturalnej. Co prawda wzmianki o słynnej
musztardzie z Dijon są trochę późniejsze, ale w Italii i Francji
musztarda była wytwarzana przez całe Średniowiecze, choć raczej
jako marynata do mięs czy przyprawa, nie wynaleziono bowiem jeszcze
ohydnych parówek których smak trzeba maskować właśnie musztardą.
Senfem, jak by powiedziano w obszarze niemieckojęzycznym (stąd i
zynf na naszym Śląsku; na Wschodzie ów sos zwie się gorczica, ale
nie wiem czy ta nazwa jest i u nas używana – w końcu słowiańska
jest).
 |
Lokalne opactwo
|
No teraz będzie gadał o musztardzie – pomyśli sobie
W. Sz. Czytelnik – a Dolina Wachau taka piękna. Zgadza się,
piękna, polecam, barok,
winnice z grüner veltinerem, morele,
królicze bobki...
 |
Słodycze z Doliny Wachau
|
Cóż, skoro przy Florencji mogłem skupić
się na
cudownych flaczkach zamiast na
nudnej włoskiej kuchni
sztuce, to tu mogę co nieco o musztardzie, prawda? Zwłaszcza, że
wytwarzana jest z nasion kilku gatunków roślin z rodzaju kapusta.
Tak, tak, gorczyca to nic innego jak
Bassica sp., kapusta. Czy wspomniana
kremska, czy sarepska
B. juncea (Sarepa to wioska, dziś
dzielnica Wołgogradu, przecież to właśnie tam, gdy miasto zwało
się Stalingradem, toczyły się krwawe walki w czasie II wojny
światowej; o ile mniej krwawe byłyby konflikty, gdyby zamiast o
Lebensraum walczono o smak musztardy – ja osobiście od sarepskiej
bardziej wolę słodką bawarską). Kapustą jest też przecież
cudownie oleisty rzepak
B. napus. Albo rzepa
B. rapa – archetypowe
warzywo, którym w formie podgniłej obrzucano, przynajmniej w
filmach, średniowiecznych skazańców; kultywarem rzepy jest kapusta
pekińska. A ile form ma kapusta liściasta
B. oleracea? Głowiasta,
brokuł, kalafior, brukselka, jarmuż...
 |
Kapuściane pole
|
Piękne. Jeden z moich
ulubionych rodzajów roślin. Drugim jest
Allium sp., czosnek (czyli
też cebula albo por, albo wiele innych cudnych smakołyków). Ale to
innym razem. Na razie niech W. Sz. Czytelnik przetrawi rewelacje o
kapuście. A co do Ryszarda Lwie Serce i Doliny Wachau, to chyba
wypadałoby wyjaśnić skąd się tu wziął jako braniec księcia Leopolda V Cnótpełnego. Ale to w następnym wpisie, bo to grubsza
sprawa. Zaczyna się ona w Ziemi Świętej, gdzie Ryszard i Leopold przybywają z wojskami III krucjaty (po odbiciu z rąk Bizancjum
Cypru). Do samej Jerozolimy, jak wszyscy wiemy, krzyżowcy nie
docierają, sam Ryszard robi bardachę, zapada na zdrowiu, a egipski sułtan Saladyn,
słynny muzułmański przeciwnik krzyżowców, przysyła
Plantagenetowi, by szybciej do sprawności doszedł pełne witamin
owoce z rodzaju
Prunus – czyli śliwa. Mogły to być brzoskwinie
(
P. perscia) albo morele (
P. armenica) – oba gatunki pochodzą z
Dalekiego Wschodu, na Bliski trafiły już w Starożytności, do
Europy (także do mojego ogrodu) dużo później. Fabularnie bardziej
mi pasuje, żeby al-Malik an-Nasir Salah ad-Dunja wa-ad-Din Abu al-Muzaffar Jusuf ibn Ajjub ibn Szazi al-Kurdi (oryginalne miano Saladyna)
przysłał morele, bo te na potęgę dziś uprawiane są w Wachau (po
niemiecku morela to
Aprocot, ale w miejscowym dialekcie
Marille), a
zużywane nie tylko na smaczne likiery, ale i – zgodnie z
najlepszymi kulinarnymi tradycjami, znanymi także u nas – jako
dodatek do mięs. Można też zjeść na surowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz