Tłumacz

27 marca 2026

Wyspa Afrodyty

    Seria wpisów o Cyprze, a niemal nic nie było o najsłynniejszej Kyprydzie, Wenerze? Otóż trochę było – zwłaszcza w kontekście bogactw na wyspie występujących, które, jak wiadomo miłości sprzyjają.
Ruda jak miedź cypryjska ziemia
    Z miłością związane są – także etymologicznie – choroby weneryczne, te same, które jednej ze stolic Unii E***pejskiej, Strasburgowi mianowicie, dały atrakcję turystyczną w postaci tak zwanej Małej Francji. Ale o tym na blogu - jak i o innych nieprzyjemnych rzeczachbyło (o przyjemnych też, pono i słowo wino ma pokrewne pochodzenie). Teraz Cypr.
Strasburska Mała Francja vel Mała Franca
    Wenera, Wenus, to oczywiście zajumana przez Rzymian grecka Afrodyta, bogini miłości, Miała ona narodzić się właśnie u wybrzeży wyspy, w sposób jak najbardziej magiczny. Oto bowiem rodzina pośród greckich bóstw nigdy nie cieszyła się przesadną estymą. Oto Uranos – Niebo, napłodził był z Gają – Ziemią Tytanów, z których najsilniejszy, Kronos, wziął był swojego ojca obalił i strącił z tronu w czeluści Tartaru. O tym wiedzą zapewne nawet absolwenci gimnazjów (a wiedzieć nie będą obecni uczniowie, okaleczani przez "nowoczesne" podstawy programowe, mające skutecznie odciąć kolejne pokolenia od korzeni kultury europejskiej). Niektórzy może nawet kojarzą, że Kronos zranił Uranosa sierpem. O tym, że zranienie to polegało na ucięciu kurze złotych jajec ojcu genitaliów słyszeli jednak nieliczni (swoją drogą polecam pozycję Mity greckie Roberta Gravesa, kiedyś zresztą na blogu wspominanego). A szkoda, bo to nadaje opowieści niemal współczesnej pikanterii. W każdym razie krew brocząca z ran lecącego ku wiecznemu tartarowemu przebytowi Uranosa nakapała do pobliskiego oceanu, zapładniając go. W efekcie z powstającej u wybrzeży Cypru morskiej piany narodziła się właśnie Afrodyta. Świat zawirował, rozległy się hymny pochwalne, a Botticelli mógł namalować swoje słynne dzieło, Narodziny Wenus, gdzie nienachalnej urody panna odziewana jest w zdobne szaty stojąc na muszli perłopława, niczym perła powstająca z cierpienia małża. Jak wygląda ów obraz wie każdy (a jak nie wie, niech sobie poszuka), na Cyprze jego fragmenty ozdabiają wiele pamiątek dla turystów. Podobnie jak i skała, przez miejscowych zwana Petra tou Romani, Skałą Rzymianina, a przez bedekery Skałą Afrodyty. Mająca być jakoby miejscem pojawienia się bogini. Rzeczywiście, Morze Śródziemne malowniczo rozbryzguje się o owe ostańce.
Skała Afrodyty
    Fakt, że proces narodzenia Afrodyty przebiegał jak przebiegał (krwawiące genitalia wchluptane do morza) mówi nam, że o prokreacji starożytni Grecy wiedzieli odrobinę więcej od tych jakże nowoczesnych Ludzi Alfabetu.
    I tak, będąc na Cyprze widziałem Afrodytę. Prawdziwą – taką, jaka ze Wschodu przybyła na wyspę i do Grecji. Nie było to jedyne bóstwo, które do Europy trafiło ze wschodnich rejonów Morza Śródziemnego. Przy okazji: Europa była fenicką księżniczką (siostrą Kadmosa, który nie dość, że przyniósł Grekom alfabet, to jeszcze zbudował akropol w siedmiobarmnych Tebach beockich; kiedyś takie rzeczy się działy, dziś już się nie dzieją), którą zdybał sam Zeus. Dopadł ją na Krecie, miejscu własnych narodzin. Także jeden z zeusowych synów, Dionizos, przybył w swym pijackim orszaku z Azji Mniejszej.
Jaskinia Dikte na Krecie, jedno z mitologicznych miejsc narodzin Zeusa
    Gdziem ową Afrodytę widział? W Starym Pafos. Docenione przez UNESCO stanowisko archeologiczne leży kilka kilometrów zaledwie od Skały Afrodyty. I kilkadziesiąt od Nowego Pafos (także wpisanego na listę UNESCO) – ta jedna z dawnych stolic wyspy zmieniała swoje położenie kilkakrotnie, i dziś też leży całkiem gdzie indziej. W każdym razie w Palepaphos (w wiosce Kuklia) zachowały się ruiny sanktuarium Afrodyty.
Ruiny sanktuarium Afrodyty
    To, co zostało pochodzi oczywiście z czasów rzymskich, ale miejsce było używane jeszcze przez kolonizujących wyspę Fenicjan i Greków (a może i miejscowych Eteocypryjczyków). Sama zaś bogini, czy też jej posąg, obecnie zamknięta jest w nieodległym średniowiecznym dworze Luzynianów (choć oczywiście obiekt rozbudowano za Turka) robiącym za muzeum.
Zamek Luzynianów
    A wygląda tak:
Afrodyta z Pafos
    Zgadza się, ten wcięty w boku bezkształtny głaz to właśnie Afrodyta. No, nie głaz, a betyl. Symbol bogini. Standardowa rzecz na Bliskim Wschodzie, gdzie plemiona semickie, z racji tabu, tak właśnie przedstawiały swe bóstwa.
Betyle w stolicy semickich Nabatejczyków, Petrze
    Niektóre z nich do dziś wzdrygają się przed personifikacją, wizerunkiem bóstwa. Inne z tych ludów, te tworzące cywilizację, jak Egipcjanie, szybko porzucili te wierzenia. Pozostałe skłoniło ku temu światło bijące z cywilizacji greckiej (i rzymskiej), i w takiej Petrze czy Kartaginie bóstwa dostają ludzkich kształtów. Tak też stało się z Asztarte, która trafiła na Cypr za pośrednictwem jej kanaanejskich, fenickich wyznawców. Tu wzięli ją w leasing równie politeistyczni Grecy, i jako Afrodytę wciągnęli do własnego panteonu. I uczłowieczyli ją.
Wenus Taurydzka - rzeźba z okresu hellenistycznego
    Najsłynniejszym wizerunkiem takiej Afrodyty jest oczywiście rzeźba (z czasów hellenistycznych) znaleziona na jednej z cykladzkich wysp – dziś eksponowana w paryskim Luwrze. Po tej niekształtnej Asztarte pozostały biblijne wzmianki o aszerach, jakie do Świątyni wstawiać kazał między innymi sam Salomon. Hebrajczycy, zatwardziali zwolennicy monolatrii (monoteizm wymyślili później), mocno zwalczali niezwykle żywotny kult owej bogini.
Źródło zwane Łaźniami Afrodyty w swej mroczniejszej odsłonie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Wyspa Afrodyty

     Seria wpisów o Cyprze , a niemal nic nie było o najsłynniejszej Kyprydzie, Wenerze? Otóż trochę było – zwłaszcza w kontekście bogact...