Tłumacz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francja. Pokaż wszystkie posty

17 lipca 2026

Blondel

    Mon Dieu! - jak zawołałby pewnie Ryszard Lwie Serce (po francusku, Planatageneci dopiero od Edwarda II Długonogiego vel Młota Na Szkotów, dwa pokolenia później, nauczyli się angielskiego) na wieść, że pisząc o literackich bohaterach związanych z raubritterem legendarnym królem nie wspomniałem o Blondelu z Nesle.
Literacki bohater wiązany z Ryszardem Lwie Serce
    Nie wspomniałem, bo zapomniałem, ale ów minstrel, zwany Blondelem od koloru włosów był postacią równie prawdziwą jak słynny Wilhelm Marshall, dorobkiewicz, wspaniały rycerz i ważna persona z czasów Henryka Plantageneta i jego rozwydrzonych dzieciaków (oprócz Ryszarda i Jana Bez Ziemi byli jeszcze Henryk Młody Król i Gotfryd; sroga ferajna). Dobra, trochę ubarwiam, historycy nie są pewni czy owym Blondelem był Jan I de Nesle, czy jego syn, także Jan, drugi tego imienia – obaj związani byli z Plantagenetami, obaj brali udział w krucjatach, i obaj byli trubadurami, czy tam truwerami – czyli autorami różnorakich pieśni, które to później trafiały do do repertuarów wędrownych pieśniarzy (swoją drogą ciekawe, czy naszego Anonima Gallem zwanego też by za truwera uważać można, w końcu pieśni pisał). No i raczej między bajki należy włożyć opowieść o odnalezieniu uwięzionego Ryszarda Lwie Serce przez rzeczonego Blondela za pomocą pieśni truwerskiej, znanej i królowi, i minstrelowi. Oto śpiewak wędrował od zamku do zamku, i wyśpiewywał ową piosenkę. A gdy ktoś mu nagle zza murów odpowiedział – był to niechybnie uwięziony król Ryszard. Dzięki temu wieści o nieszczęściu władcy spłynęły do starej, szczęśliwej Anglii, i dobrzy obywatele zrobili zrzutkę i wykupili umiłowanego króla. Bajka, jak mówiłem, choć faktycznie za pieniądze Anglików wykupiono utracjusza.
Jerozolima - cel każdego krzyżowca
Londyńska Tower - cel każdego Plantageneta
    W sumie nigdy nie spodziewałem się, że trafię w miejsce, gdzie więziony był król Ryszard, i gdzie właśnie odnaleźć miał go Blondel z Nesle. Mianowicie do niewielkiego naddunajskiego miasteczka Dürnstein, nad którym górują pozostałości zamku, w którym Leopold V Babenberg (zwany Pełnym Cnót, der Tugendhafte - pseudonim prawie tak dobry jak Lwie Serce Ryszarda), pan Austrii, trzymał angielskiego monarchę (kiedy już przekazał go cesarzowi Ryszard trafił do Ochsenfurt, tak, że w sumie pewności co do Dürnsteinu nie ma, ale nie mówicie tego miejscowym: Löwenherze i Blondele lampią się na turystę z co drugiego szyldu).
Zamek Dürnstein
    Nie wiem, czy Dolina Wachau, w sercu której leży Dürnstein, była wtedy równie malownicza (a zasiedlona jest od dawien dawna, jedna z sąsiednich wiosek to Willendorf, ta od słynnej neolitycznej figurki Wenus), ale dziś to prawdziwy cymes – i pewnie dlatego odwiedzałem ją już kilka razy.
Miasteczko Dürnstein
    W czasach Ryszarda Lwie Serce Krems, stolica regionu, była dla austriackich władców ważniejsza niźli Wiedeń. Do dziś zresztą ma swoje miejsce w sercach smakoszy – miasto dało bowiem nazwę jednemu z gatunków kapusty – gorczycy kremskiej (odmiana gorczycy białej, Sinapis alba - ech ci botanicy systematycy) z której to wytwarza się musztardę kremską. Co to ma wspólnego z Lwim Sercem? Zapewne sam władca mógł znać smak musztardy – pierwszy przepis na papkę z ziaren gorczycy i octu podaje już Pliniusz Starszy w swojej Historii naturalnej. Co prawda wzmianki o słynnej musztardzie z Dijon są trochę późniejsze, ale w Italii i Francji musztarda była wytwarzana przez całe Średniowiecze, choć raczej jako marynata do mięs czy przyprawa, nie wynaleziono bowiem jeszcze ohydnych parówek których smak trzeba maskować właśnie musztardą. Senfem, jak by powiedziano w obszarze niemieckojęzycznym (stąd i zynf na naszym Śląsku; na Wschodzie ów sos zwie się gorczica, ale nie wiem czy ta nazwa jest i u nas używana – w końcu słowiańska jest).
Lokalne opactwo
    No teraz będzie gadał o musztardzie – pomyśli sobie W. Sz. Czytelnik – a Dolina Wachau taka piękna. Zgadza się, piękna, polecam, barok, winnice z grüner veltinerem, morele, królicze bobki...
Słodycze z Doliny Wachau
    Cóż, skoro przy Florencji mogłem skupić się na cudownych flaczkach zamiast na nudnej włoskiej kuchni sztuce, to tu mogę co nieco o musztardzie, prawda? Zwłaszcza, że wytwarzana jest z nasion kilku gatunków roślin z rodzaju kapusta. Tak, tak, gorczyca to nic innego jak Bassica sp., kapusta. Czy wspomniana kremska, czy sarepska B. juncea (Sarepa to wioska, dziś dzielnica Wołgogradu, przecież to właśnie tam, gdy miasto zwało się Stalingradem, toczyły się krwawe walki w czasie II wojny światowej; o ile mniej krwawe byłyby konflikty, gdyby zamiast o Lebensraum walczono o smak musztardy – ja osobiście od sarepskiej bardziej wolę słodką bawarską). Kapustą jest też przecież cudownie oleisty rzepak B. napus. Albo rzepa B. rapa – archetypowe warzywo, którym w formie podgniłej obrzucano, przynajmniej w filmach, średniowiecznych skazańców; kultywarem rzepy jest kapusta pekińska. A ile form ma kapusta liściasta B. oleracea? Głowiasta, brokuł, kalafior, brukselka, jarmuż...
Kapuściane pole
    Piękne. Jeden z moich ulubionych rodzajów roślin. Drugim jest Allium sp., czosnek (czyli też cebula albo por, albo wiele innych cudnych smakołyków). Ale to innym razem. Na razie niech W. Sz. Czytelnik przetrawi rewelacje o kapuście. A co do Ryszarda Lwie Serce i Doliny Wachau, to chyba wypadałoby wyjaśnić skąd się tu wziął jako braniec księcia Leopolda V Cnótpełnego. Ale to w następnym wpisie, bo to grubsza sprawa. Zaczyna się ona w Ziemi Świętej, gdzie Ryszard i Leopold przybywają z wojskami III krucjaty (po odbiciu z rąk Bizancjum Cypru). Do samej Jerozolimy, jak wszyscy wiemy, krzyżowcy nie docierają, sam Ryszard robi bardachę, zapada na zdrowiu, a egipski sułtan Saladyn, słynny muzułmański przeciwnik krzyżowców, przysyła Plantagenetowi, by szybciej do sprawności doszedł pełne witamin owoce z rodzaju Prunus – czyli śliwa. Mogły to być brzoskwinie (P. perscia) albo morele (P. armenica) – oba gatunki pochodzą z Dalekiego Wschodu, na Bliski trafiły już w Starożytności, do Europy (także do mojego ogrodu) dużo później. Fabularnie bardziej mi pasuje, żeby al-Malik an-Nasir Salah ad-Dunja wa-ad-Din Abu al-Muzaffar Jusuf ibn Ajjub ibn Szazi al-Kurdi (oryginalne miano Józefa a.ka Saladyna) przysłał morele, bo te na potęgę dziś uprawiane są w Wachau (po niemiecku morela to Aprocot, ale w miejscowym dialekcie Marille), a zużywane nie tylko na smaczne likiery, ale i – zgodnie z najlepszymi kulinarnymi tradycjami, znanymi także u nas – jako dodatek do mięs. Można też zjeść na surowo.
Morela. Albo brzoskwinia.

6 marca 2026

Gotycki meczet

    Pośród licznych – nie tylko antycznych – zabytków Cypru było kilka, które podczas niedługiej, trochę ponad tydzień, wizyty zobaczyć chciałem koniecznie. Pech chciał, że niektóre z nich leżały po tureckiej stronie podzielonej wyspy, a wynajętym po greckiej stronie strach trochę było tam wjeżdżać. Nie, nie dlatego, że było tam niebezpiecznie, albo że kierowcy jeździli z większą swadą niż pełni angielskiej flegmy Cypryjczycy południowi. Po prostu ubezpieczenie nie obejmowało terenów Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Do wykupywania osobnej polisy u Turka jakoś nie miałem głowy – ani chęci ni czasu – a na jeżdżenie tak centralnie, na Jana, byłem trochę za stary (o ile możliwy był w ogóle wjazd na północ bez ubezpieczenia – nie mam pewności). Tak więc odpuściłem słynną Famagustę (teraz zwaną Gazimagusą) z jej ufortyfikowanym starym miastem (na cześć szekspirowskiego bohatera, tunezyjskiego najemnika na weneckiej służbie i zarządcy wyspy z ramienia Najjaśniejszej Republiki Świętego Marka część fortyfikacji zwie się zamkiem Otella) i opuszczonym kurortem Varosia i zadowolić musiałem się Nikozją – czyli Lefkosią/Lefkosą – z, jakżeby inaczej, ufortyfikowaną przez Wenecjan starówką. Oba miasta zdobiły też średniowieczne gotyckie katedry. W Famaguście była to świątynia pod wezwaniem świętego Mikołaja, gdzie koronowano wygnanych królów Jerozolimy. W Nikozji, w katedrze pw Świętej Zofii ten sam człowiek zostawał władcą powstałego także w wyniku krucjat Królestwa Cypru.
Dawna katedra
    Swoją drogą w powstaniu tegoż wyspiarskiego państwa maczali palce Ryszard Lwie Serce i templariusze, ale to opowieść na inny raz – pewnie już niedługo. W każdym razie tron zajął francuski ród Lusignanów, pokonany dopiero co w Ziemi Świętej.
Zamek krzyżowców w Kolossi
    Nic w sumie dziwnego, że potężne katedry zbudowano w stylu gotyku francuskiego. Ot, taki przyczółek cywilizacji zachodniej na azjatyckiej wyspie.
Typowa francuska katedra - tu paryska Notre-Dame przed spaleniem
    Bo tam, gdzie dotarł gotyk, tam była Europa.
Opactwo westminsterskie w Londynie
Czarny kościół w siedmiogrodzkim Braszowie
    Niekoniecznie musiały to być kościoły, czy katedry. Ziemia Święta – ale i Cypr – upstrzone są przecież ruinami licznych zamków, z syryjskim Krak de Chevaliers na czele (czy jest on stricte gotycki, to by trzeba historyka sztuki - albo architektury - pytać).
Zamek cesarski w Syrakuzach
Staronowa synagoga w Pradze
Gotycka studnia w katalońskim Blanes
    A sama katedra? Jest tak gotycka, jak to tylko możliwe.
Katedra św Zofii w pełnej krasie
    A i dookoła zachowało się nieco innych budynków z epoki – taki, wypisz wymaluj, zakątek gotycki w Wilnie. Tyle, że starszy o kilkaset lat.
Gotycki dom w Nikozji
    Dziwne wrażenie ten wspaniały gotyk sprawia w zestawieniu z osmańskimi gwarnymi uliczkami, pełnymi sklepików, restauracji i orientalnego kolorytu.
Katedralny minaret i gwarna turecka uliczka
    Minarety dobudowane do świątyni dopełniają tego wrażenia. Jest dziś bowiem czcigodna katedra meczetem, od imienia zdobywcy Cypru Selima (zwanego Pijakiem, syn Sulejmana Wspaniałego wyspę zdobył na Wenecjanach, choć trzeba przyznać, że traktował swe sułtańskie obowiązki z pewną taką dezynwolturą, w końcu życie stracił gdy pijany poślizgnął się w łaźni goniąc jakąś konkubinę i rozbił sobie głowę o kamienny podest) Selimiye Cami – Meczetem Selima, jak w Edirne normalnie. Katedra w Famaguście zwie się dziś meczetem Lali Paszy, więc zawsze można było trafić gorzej.
Katedra w Królewcu też trafiła gorzej - dziś to sala koncertowa
    Wraz z upadkiem Cypru w drugiej połowie XVI wieku katedra straciła też cały wystrój malarsko-rzeźbiarski. W stambulskiej Hagia Sophia Mehmet Zdobywca kazał ukryć i zachować wspaniałe bizantyjskie mozaiki, tu łacińskie rzeźby i malunki zostały zniszczone. Wystarczy przyjrzeć się pustemu marmurowemu portalowi wejściowemu.
Gotycki portal katedry
    Albo ascetycznemu wnętrzu (i tak, wiem, u nas gotyckie kościoły też często potraciły średniowieczny wystrój – odpowiadały za to liczne wojny, zastąpił je barok, który na Cypr dotrzeć niemal nie zdołał).
Gotycki warowny kościół na Warmii z barokowymi przybudówkami - konkatedra we Fromborku
    Tylko gdzieniegdzie zachowały się marne resztki bogatego wystroju – w końcu była to katedra koronacyjna władców całej wyspy (a Cypr przez te tysiące lat historii nieczęsto był zjednoczony, dziś zresztą też podzielony jest na trzy części, oprócz wspomnianej greckiej i tureckiej są jeszcze dwie brytyjskie bazy wojskowe, de iure części Zjednoczonego Królestwa).
Dawne wnętrza katedry - pewnie zakrystia
    Przebudowa dystyngowanej katedry na meczet wiązała się z jeszcze jedną sprawą. Oto bowiem tradycyjnie (przedsoborowo) kościół jest orientowany (nie, nie napiszę orientowany na wschód, bo byłby to pleonazm). Znaczy: prezbiterium skierowane jest na wschód, mniej więcej w stronę Jerozolimy (od orientowania budowli odstępowano rzadko – przykładem kościoła odwrotnie orientowanego, tj skierowanego na zachód, jest kościół NMP na poznańskim Ostrowie Tumskim). Meczety także są kierunkowane – pierwotnie Mahomet nakazał kierować je na Jerozolimę, ale kiedy zajął Mekkę i sanktuarium Czarnego Kamienia właśnie Ka'abę uczynił omphalosem muzułmańskiego świata. I od tamtej pory każdy meczet ma mirhab, niszę wskazującą kierunek modlitwy ku Mekce. Osmanowie zajmując katedrę musieli więc wyznaczyć nową oś budowli. A że solidnej gotyckiej konstrukcji ruszyć się nie dało wygląda to nieco dziwnie. Oto bowiem mirhab zbudowany jest – zgodnie z kierunkiem nieco bardziej na południe – tak jakby po skosie. I temu nowemu układowi podporządkowany jest nowy, islamski wystrój wnętrza. Nie wiem czy udało mi się to dobrze opisać, chodzi o to, że fizyczne i duchowe ukierunkowanie budowli tworzą pewien dysonans (to żem wyjaśnił). Gryzie to trochę poczucie geometrii. Kąsa, właściwie.
Orientowana nawa i islamskie skosy
    W każdym razie – genialne miejsce, nawet mimo tego obecnego anturażu. Polecam.

21 listopada 2025

Filary świata

    W poprzednim wpisie zapowiedziałem, że ten ma być o tym jak to współczesny Świat został w dużej mierze stworzony przez Polaków. Cóż, chciałbym się skupić na rzeczach mniej oczywistych, więc nie będzie nic o Mikołaju Koperniku (ów urodzony w Toruniu poddany polskiego króla pochodził z niemieckiego mieszczaństwa które to nad Wisłę przybyło z czeskiego w dużej mierze ówcześnie Dolnego Śląska, więc dla Niemców to Niemiec, dla Czechów zaś Czech; nie dajmy się ogłupić, gdy było trzeba ten prawdziwy polihistor prał Krzyżaka ile wlezie) czy Witelonie Ślązaku (to jego prace były podstawą do prac Newtona o optyce; stworzyły też podwaliny nauki o perspektywie, tej obsesji renesansowych artystów). Może i powinno, ale to ja jestem Autorem i demokratycznie tak zadecydowałem.
Konkatedra we Fromborku - miejsce pracy i spoczynku Kopernika
    O Chopinie też nie będzie – mimo iż latoś rozgrywany był kolejny już Międzynarodowy Konkurs Chopinowski – bo mimo talentu nie odcisnął on wielkiego piętna na współczesności. Zresztą o panu Kompozytorze na blogu już było, jakieś dwa konkursy temu, AD 2020 (którego to roku kultura i sztuka przegrała z paniką koronawirusową).
Koncert pod pomnikiem Chopina
    Innych worldwide artystów chyba nie mamy – a przynajmniej ja nie kojarzę – choć rzeźby Mitoraja można spotkać na stanowisku archeologicznym w Pompejach (taki ten centaur bez prącia), a Chrystusa w Rio (i pomnik Reformacji w Genewie, na którym mamy Joachima Łaskiego) wyrzeźbił polskiego pochodzenia Paul Landowski.

Genewski Pomnik Reformacji
    Sportowcy – owszem – tworzą wizerunek kraju, ale cywilizacji nie zbudują. Choć miło się słyszy, że wszędzie znają Lewandowskiego. Albo – w ostateczności – Świątek. O Bońku i Kubicy powoli się zapomina.
Stadion Narodowy w Warszawie
    O Janie Pawle II też nie będzie, bo to zbyt oczywiste. Choć duchowego wpływu na światową historię nie można pomijać (na Kościół wpływ ten był chyba trochę słabszy, a efektem jego są te różne pachamamy).
Nie wszystkie pomniki naszego papieża chwytają za serce.
   O wycieraczce samochodowej i wykrywaczy min wiedzą wszyscy.
    Niewiele jednak osób wie, że wygląd wielu ludzi na całym Świecie (w mojej opinii jest to oczywiście wygląd nieestetyczny, umożliwiający promocję brzydoty – a przecież naturalnym dążeniem Człowieka jest marsz w stronę Piękna) to efekt inwencji prostego chłopaka z Sieradza, Antoniego Cierplikowskiego. Tak, wiem, o tym Dalim fryzjerstwa na blogu już było, ale zawsze warto się chwalić (choć – vide poprzedni nawias – w sumie nie powinniśmy być dumni).
Antoine w czasach zarazy na sieradzkim rynku
    Obcięcie długich, panieńskich włosów (jakby nie było, III-rzędowej cechy płciowej; tradycyjnie mężatki nie nosiły ponętnych fryzur czy innych warkoczy – właśnie by być mniej atrakcyjnymi dla postronnych samców; znacznie utrudniało to zdrady i rozpad rodziny) to właśnie dzieło Antoine'a. Podobnie jak farbowanie włosów na małpie kolory (artysta trenował wytrzymałość farb i kolorów na swoim psie – dzisiejsi "ekoaktywiści", tłumnie korzystający z pomysłu Mistrza i farbujący pecynę na owe chemiczne barwy pewnie podnieśliby kwik) – które dziś jest znakiem rozpoznawczym różnych Ludzi Alfabetu czy osób zaburzonych psychicznie (zabawne, w przyrodzie toksyczne zwierzęta też się oznaczają jaskrawą barwą). Tak zwana rewolucja seksualna z radością wykorzystała patenty Cierplikowskiego. Swoją drogą miał też swój wkład w popularyzację kosmetyków, ale ta dziedzina twórczości najsłynniejszego fryzjera wszech czasów została zbyta przez hippisów milczeniem.
Współczesna wioska hippisów, na szczęście w Australii.
    Na przełomie lat 50. i 60. XX wieku Ludzkość weszła w erę lotów kosmicznych. W ZSRS ojcem sukcesu sputników (i, prawdopodobnie, Gagarina) był Korolew i anonimowi niemieccy konstruktorzy, w USA zaś zasłużony nazista Werner von Braun, główny konstruktor rakiety V2, pramatki wszystkich rakiet kosmicznych, zaczynającej jako Wunderwaffe. Niewielu jednak wie, że koncepcję napędu rakietowego (i wodoru jako najlepszego paliwa) opracował mieszkający w ówczesnej Rosji (początek XX wieku, Polski nie ma, są tylko Polacy) Konstantyn Ciołkowski. A orbity wyliczył Ari Szternfeld – żydowskiego pochodzenia Polak z Sieradza.
Pamiątka po nalotach z II wojny światowej gdzieś w Londynie
    Pod koniec lat 40. XX wieku Ludzkość wkroczyła w erę atomową. Wszyscy znamy Oppenheimera (możliwe, że sowieckiego agenta), ale tego, że bombę termojądrową konstruował lwowski matematyk Stanisław Ulam to już niekoniecznie (ogólnie do matematyków mamy spore szczęście, inny Lwowianin, Stefan Banach to chyba najwybitniejszy umysł w tej dziedzinie, któremu Turing mógłby czyścić buty najwyżej (ale nie mógł - w czasie wojny Banach by przeżyć pracował jako karmiciel wszy, dostał tyfusu i zaraz po zdobyciu miasta przez komunistów zmarł); swoją drogą to nie Turing – także geniusz – złamał Enigmę, zrobili to nasi, tym razem poznańscy, matematycy; o tym też się nie wie na Świecie). Jak już przy atomie i radioaktywności mówimy, to Maria Skłodowska na Zachodzie zwana jest po mężu, Curie. Ich córka też dostała Nagrodę Nobla, tak przy okazji. To, że nie mamy w Polsce elektrowni atomowej i takiejż broni jest chichotem losu (i sąsiednich państw).

Polskie rudy uranowe
    Ale chyba najważniejszy wkład Polaków we współczesny Świat (no dobra, zniszczenie planety za pomocą bomb termojądrowych to nie w kij pierdział) to rozwój komputerów. Oczywiście działo się to na Zachodzie – w okupowanej przez Sowietów Polsce rozwój i odkrycia były nie możliwe (pytanie, kto okupuje nas dzisiaj, skoro zwija się na potęgę projekty badawcze i wstrzymuje dofinansowania, vide najnowsza sprawa radioteleskopu w Toruniu; co do astronomii to Aleksander Wolszczan odkrył pierwsze planety spoza Układu Słonecznego). I nie mówię tu o twórcy Apple Steve Wozniaku, bo choć ma polskie korzenie to naciąganym by było branie go za Polaka (Białorusini, Litwini czy Ukraińcy na potęgę kradną bohaterów innym narodom – głównie nam – więc my tak nie róbmy). Ale już taki założyciel Commodore (C64 to najpopularniejszy komputer wszech czasów) a potem właściciel Atari (Atari ST) to przecież żaden Jack Tramiel, tylko łódzki Żyd Jacek (Icek) Trzmiel. Nigdy o swoim pochodzeniu nie zapomniał – dzięki temu w Pewexach pojawiły się atarynki. Ja akurat miałem ZX Spectrum jako pierwszy komputer.
    Chwalmy się, bo nikt za nas tego nie zrobi.

A propos działalności Polaków za granicą (materiał na inne wpisy) - twórca peruwiańskich nauk technicznych.

19 września 2025

U Karola, dziadka Europy

    Był lutowy mroczny – nie dlatego, że akurat byłem w Niemczech, tylko po prostu: gęste chmury ograniczały dostęp Słońca – poranek, może niezbyt śnieżny, za to równie mało mroźny. Choć absolutnie nie było ciepło – wiatr i zwyczajna w krajach klimatu kontynantelnego morskiego wilgoć mocno dawała się we znaki. Ponura zima nad Dolnym Renem nie brała jeńców – i mam nadzieję, że bywa czasami inna, choć nie postawiłbym na to wielkich pieniędzy. Rzymianie, którzy założyli tu swoje miasto (Aquisgranum, na cześć celtyckiego Granusa, utożsamianego z Apollinem czy Asklepiosem) w takie dni zapewne gromadzili się przy termalnych wodach będących do dziś bogactwem tego miasta.
Resztki Aquisgranum
    Ja na termalne zabawy nie miałem czasu – musiałem dostać się do nieodległego Maastricht, miasta równie wiekowego co Akwizgran – Aachen – Aken – Aix-en-Chapelle, i równie, mimo wesołych karnawałowych dekoracji, ponurego w tych dniach. Wracałem z Teneryfy (stąd i szok termiczny), i tak zaplanowałem podróż, by oprócz przesiadki w Niderlandach zajrzeć właśnie do dawanej stolicy Imperium Karolingów.

Grasshaus z XIII wieku, acz na karolińskich fundamentach na akwizgrańskiej starówce
Karnawałowe Maastricht
    A było na co popatrzeć – wszak na swoją główną siedzibę miejsce to wybrał nie kto inny jak Karol Wielki.
Carolus Magnus
    Fakt, niewiele z pałacowego założenia Imperatora zostało – ale Pfalzkapelle, Kaplica Pałacowa, cud architektury, swego czasu największa kamienna konstrukcja na północ od Alp i grobowiec cesarza – dalej stoi.

Katedra w Akwizgranie zawierająca Pfalzkapelle
    Budynek wzorowany był podobno na późnorzymskim kościele San Vitale w Rawennie, ostatniej stolicy zachodniorzymskiej. Karol Wielki świadomie chciał nawiązać do czasów rzymskich, i odbudować Zachodnie Cesarstwo w opozycji do Bizancjum. Dwieście lat później ten sam plan powzięli Ottonowie, Wielki i Rudy).

Kościół św Witalisa w Rawennie
    Kaplica okazała się trwalsza niż ogromne Karolowe władztwo, rozciągające się od Hiszpanii po Węgry (choć oczywiście obu tych tworów technicznie jeszcze nie było).
Girona w pirenejskich marchiach chroniących od Zachodu Imperium Karolingów
Stolica panońskiego Księstwa Błatneńskiego, karolińskiego lennika
    Nie ma co ukrywać, że zabytków z czasów karolińskich nie zachowało się zbyt wiele – 1200 lat wojen od czasu do czasu tylko przerywanych pokojem zrobiło swoje – stąd taka moja ogromna chęć zobaczenia owej kaplicy, będącej dziś częścią akwizgrańskiej katedry.
Lindenhof w Zurychu, miejsce po karolińskim pałacu
    Rzecz jednak nie była łatwa – wspominałem, był lutowy poranek, zaraz musiałem wsiadać w PKS (czy tam w niemieckie PKP) na lotnisko w Maastricht – katedra była zamknięta. Otworzyć wrota miała za kilka godzin, kiedy już będę czekał na samolot do Polski (kraju, gdzie macki Karolingów nie sięgnęły). Podszedłem jednak do głównego wejścia – romańskiego, czyli nieco młodszego od kaplicy (prezbiterium katedry to typowy gotyk). Patrzę: drzwi uchylone. No to wchodzę cichutko do środka. Nikogo... A nie! Jednak ktoś jest w środku. Dostrzegł mnie. To jeden z członków obsługi tego zacnego miejsca. Zakrystianin, powiedzmy.
    - Jeszcze zamknięte – stwierdza oczywistość.
    - Wiem – przyznaję ze skruchą – ale zaraz mam samolot, i później nie będę mógł zobaczyć – robię słodkie oczka Kota ze Shreka, zapewne niezbyt mi się to udaje, ale zakrystianin po chwili przemyśleń kiwa głową.
    - Proszę wejść, ale na chwilkę tylko. W końcu jest zamknięte.
    - Oczywiście.
    Nie byłem wewnątrz długo – ale za to sam. Mogłem w spokoju pokontemplować nie tylko relikwiarz ze szczątkami świętego (tak, Karola Wielkiego kanonizowano; uczynił to po prawdzie antypapież, więc jest z tym trochę przepychanek, ale otoczony jest lokalnym kultem; czci się go zresztą nie tylko tam, o czym za chwilę) ale i wspaniały tron cesarski (trochę późniejszy niż Karol), wspaniały kandelabr cesarza Fryderyka czy bizantyjskie w swej formie zdobienia. Cudna sprawa – pomijając ładunek historyczny to za sam kształt katedry należał jej się wpis na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Wnętrze Pfalzkapelle
Grób Karola Wielkiego
    Ciągnące się od Danii po Rzym imperium niewiele przeżyło swojego twórcę. Na szczęście dla cesarza przeżył go tylko jeden pretendent, syn Ludwik, ale już wnuków było trzech – i ci wzięli się za łby, o czym zdaje się wspominałem już przy okazji wpisu o Strasburgu.
Strasburg - miejsce Przysięgi Strasburskiej młodszych wnuków Karola
Europarlament w Brukseli
    I Brukseli – wszak pierwotne państwa Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej mentalnie odwoływali się właśnie do jedności Europy w czasach pierwszych Karolingów (szkoda tylko, że nas, nijak z tą historią niepowiązanych, na siłę chcą wtłaczać we wspólną narrację; Europa ukształtowała się jako kontynent wielu tradycji, nie jest jednorodna).
Prawosławny monastyr w podlaskim Supraślu
    Dziedzictwo Karola Wielkiego – dziś oczywiste – przez kilkaset lat wcale nie było aż tak widoczne. Dopiero XIX wiek (i XX) jakby na nowo odkrywa tę postać. Charlemagne staje się ojcem narodu w Republice i Cesarstwie Francuskim – w opozycji do Ancient Regime. Karl der Gross pojawia się u niemieckich romantyków jako źródło niemieckości Europy – a od artystów poprzez filozofów przechodzi ta koncepcja na niemieckojęzycznych polityków (warto dodać, że najsłynniejszy z nich, działający w pierwszej połowie XX wieku, też był malarzem-akwarelistą). Żeby było zabawniej sam Karol nie był ani Niemcem ani Francuzem. Ale przecież nie o fakty chodzi w polityce historycznej. Nam też ostatnio na potęgę bohaterów kradną nowe państwa Europy Wschodniej, a my w sumie nic z tym nie robimy. Smutne.
Niszczejące polskie dziedzictwo na Wschodzie

Najchętniej czytane

Bunkry

     Skoro poprzedni wpis zakończyłem opowiastką o pubie i historii , a tych pierwszych, jak wcześniej wspomniałem w okolicy nie ma za wiel...