I oto stałem – po raz kolejny przed
tym największym z wielkich kościołów Konstantynopola – przed
Hagia Sophia.
Nie był to ani najstarszy tego typu gmach, ani
jedyny pod wezwaniem Mądrości Bożej. Był za to największy – i
znów – podobnie jak Mała Hagia Sophia – był meczetem. Zgadza
się, w Stambule jest druga Hagia Sophia, równie starożytna jak
bohaterka mojego wpisu. Rzadko kiedy jest jednak
odwiedzana.
Częściej turyści zaglądają do Hagia Irene,
Kościoła Bożego Pokoju. Leży on na terenie sułtańskiego pałacu
Topkapi, nigdy nie był meczetem (więc i nie ma muzułmańskich
przybudówek, jak obie Hagie Sophie), niestety wewnątrz jest dziś
bardzo ubogi. I tak jednak spotkał go lepszy los niż Kościół
Wszystkich Świętych. Z cesarskiego mauzoleum pozostało dziś
zaledwie kilka porfirowych (cesarz nie tylko w purpurze się rodził,
ale i umierał – a taki kolor ma ten kamień) sarkofagów oraz
nieliczne ruiny w okolicach sułtańskiego meczetu Mehmeta
Zdobywcy,
Sam Mehmet, kiedy wkroczył do Hagii Sophii miał –
według legendy – zakazać zniszczenia kościoła. Owszem,
przekształcono go na meczet, ale wspaniałe bizantyjskie mozaiki
przykryto zaledwie warstwą tynku – chroniąc je przed islamskimi
radykałami. Sam wkraczając do Hagia Sophia (ponownie meczetu) byłem oniemiały wspaniałością budowli.
O historycznym
ciężarze miejsca nie wspominając nawet.
Obecnie sprawa wygląda
tak, że abym znów mógł wkroczyć do olbrzymiej nawy muszę się
zbisurmanić – czyli przejść na islam. Od kilku lat parter
budowli – meczetu – jest bowiem zamknięty dla giaurów. Do tego muzułmanie nie-Turcy mogą wchodzić tam tylko w porze modlitwy. Wstęp tam
nadal jest też darmowy (pomijając obostrzenia narodowo-religijne).
Wszyscy inni mogą wejść tylko na piętro – świeżo
odremontowane – za to płatne. Zdaje się, że ponad 20 euro. I na
to piętro właśnie chciałem się dostać.
Skracając opowieść
(a raczej przenosząc ją na następny wpis) wcale to takie łatwe
nie było. Nie wystarczyło mieć biletu i odpowiedniego ubioru
(wszak to nadal meczet), ale udało się. Zanurzyłem się w mrok
tunelu, następnie po licznych schodach począłem wdrapywać się na
piętro. Balkony Hagii Sophii są naprawdę wysoko. Ciekawe ilu
cesarzy, patriarchów czy notabli wcześniej pokonywało tę klatkę
schodową? Może setki, może żaden. Kroczyłem w milczeniu. I nie,
nie czułem się jak tytułowy wandal. Ani Wandal – choć może
jakiś się tu zaplątał, wszak Justynian Wielki odpowiadał i za
budowę Hagia Sophia i za likwidację wandalskiego królestwa w
północnej Afryce (a od Wandalów Mistrz Kadłubek ród Polaków
wywodzi, c'nie Turbosłowianie). No dobra, trochę czułem się jak
barbarzyńca. Zwłaszcza gdy wkroczyłem na balkony, pokryte
wspaniałymi mozaikami sprzed setek – żeby nie powiedzieć: całego
tysiąca – lat.
Wandalem pewnie nie czuł się też ów
niewidomy wenecki doża, Henryk Dandolo. Tak, ten, który patrząc
ino interesu Najjaśniejszej Republiki Świętego Marka zmusił
krzyżowców do zdobycia Konstantynopola. Na pomysł grabieży wpadli
pewnie sami, trzeba było Wenecjan spłacić w końcu, a zachodnie
rycerstwo z zasady groszem nie śmierdziało. Cóż, Grecy i
Łacinnicy od dawna robili sobie wzajemne masakry, nihil novi sub
sole. Doża Dandolo spoczął w grobowcu na balkonie Kościoła
Mądrości Bożej.
Ale to właśnie ów wandal ciągnął mnie na
balkony Hagii Sophii. I to wandal z tych najbardziej wandalskich –
mianowicie Norman, przedstawiciel Gwardii Wareskiej. Otóż 1000 lat temu cesarze bizantyjscy chcąc wyplatać się z (tu użyję kalki
myślowej i znanego na Zachodzie uogólnienia o Romajach, Grekach z
Bizancjum) sieci bizantyjskich intryg i skrytobójstw poczęli
otaczać się całkowicie niegrecką strażą przyboczną złożoną
z – znów kolokwializm – Wikingów. Najczęściej byli to
Waregowie podróżujący ze Szwecji przez Ruś, ale trafiali się też
Dunowie czy Norwegowie. Harald Haardraade, poległy w 1066 roku król
Norwegii (pomagał wprowadzić Bezpryma na tron w Gnieźnie) czy
przedstawiciel dynastii z Wessexu Edgar II Aetheling, też pracowali jako
najemnicy dla cesarza. Teoretycznie była to dość niewymagająca
dla wojownika robota, ale kiedy cesarz zasiadał w swojej loży na
balkonie w Hagia Sophia w czasie wielogodzinnego nabożeństwa...
Biedny poganin musiał nudzić się jak mops. I wygrawerował na
balustradzie – wtedy mającej już jakieś pół tysiąca lat –
swoje imię. Reszta napisu do naszych czasów się nie zachowała.
Piękna sprawa. Warto było wydać te dukaty by zobaczyć ten akt
wandalizmu. Zresztą, żeby to był to ktoś sławny, a to jakiś
zwykły Halfdan zabijaka, zbijający bąki na służbie. Bardzo
polecam (dlatego zamiast autografu owego Warega wrzucam zdjęcie
wandalizmu popełnionego przez kogoś bardziej znanego – i dużo
później; wikińskie graffiti zobaczcie sami,
organoleptycznie).
Nie wiem też, czy dla człowieka z Europy
jest na Świecie budynek bardziej godny zobaczenia (oczywiście
znajdą się malkontenci, że tam tłok, że wszyscy to oglądają,
to ja nie – a niech wam wprowadzą komunizm, kochani, za takie
gadanie). Dla przedstawicieli kultury islamu zresztą też – to
Hagia Sophia była wzorem dla meczetów i innych muzułmańskich
budowli (Tadź Mahal nie wzięło się znikąd). Wystarczy porównać
dzieła Sinana z położonym niedaleko Kościoła Mądrości Bożej
jednym z pierwszych osmańskich meczetów, wzniesionym tuż po
zajęciu miasta. Kolosalna różnica.
Tak więc żeglować do
Bizancjum i wchodzić do Hagii Sophii – choć, jak zaraz opowiem,
wcale nie jest to proste. I nie chodzi o to, że może nie być
biletów (najlepiej zamówić on-line, krócej się w kolejce stoi).
| Kościół Mądrości Bożej |
| Mała Hagia Sophia z czasów Justyniana Wielkiego |
| Wnętrza dawnego kościoła |
![]() |
| Kościół Pokoju Bożego |
![]() |
| Wnętrze Hagia Irene |
| Nawa Kościoła Mądrości Bożej |
![]() |
| Omphalos czyli pępek świata - miejsce koronacji cesarzy bizantyjskich |
![]() |
| Nawa Hagii Sophii współcześnie |
![]() |
| Rekonstrukcja dawnego wyglądu kościoła |
| Droga na balkony Kościoła Mądrości Bożej |
![]() |
| Cuda Kościoła Mądrości Bożej |
| Grób zdradzieckiego doży |
![]() |
| Lord Byron też był wandalem - autograf z piwnic zamku Chillon |
![]() |
| Osmańska architektura sprzed fascynacji Kościołem Mądrości Bożej |
| Najważniejsze dzieło Sinana, wzorowane na Hagia Sophia |








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz