Przez Adrianopol (dziś Edirne, kiedyś Adrianopoli czy Odrin; cesarz Hadrian ufundował swoje Hadrianopolis na miejscu dawniejszego Orestias, założonego wedle legendy przez Orestesa) biegnie dziś najdogodniejsza trasa lądowa
z Europy do Azji. Do Stambułu można co prawda dojechać innymi
drogami (wszystkie przecież prowadzą do Rzymu – także tego
Nowego), ale kto by tam chciał przedzierać się przez Rodopy. A tu:
Nizina Tracka, płaska jak nastolatka. A na niej olbrzymie przejście
graniczne, pełne ciężarówek – chyba jedno z największych na
Świecie.
A tuż za nim, w niewielkiej kotlinie rzeczone miasto
(circa 140 000 mieszkańców), stolica tureckiej Tracji i w XX wieku kość
niezgody między Grecją, Turcją a Bułgarią. W pierwszej połowie
zeszłego przechodziło z rąk do rąk ładnych kilka razy. Ot,
Bałkany w pełnej krasie.
Po rzymskiej (przypominam, że
Cesarstwo Bizantyjskie też było rzymskie, Cesarstwo Romajów, choć
oczywiście greckojęzyczne) obecności nie zostało w Edirne wiele,
niewielka prawosławna mniejszość oraz ruiny dawnego Adrianopola –
w samiuśkim centrum miasta.
Nie te ruiny jednak sprowadzają tu
turystów (a co za tym idzie i mnie). Ale zanim o wpisanym na
Światową Listę Dziedzictwa Ludzkości UNESCO clou Edirne to taka
mała, zabawna anegdotka. Polonicum takie – i wcale nie chodzi o
to, że w jakimś osmańskim hanie zatrzymywali się posłowie
Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Obojga Narodów (znanej tu jako
Lehistan, nie mylić z Wielką Lechią) do Wielkiej Porty
Ottomańskiej. Nie. Ta facecja (może bardziej tragiczna niż
zabawna jednak, ale co napisałem musi pozostać) tyczy się
Gotów.
Po tym jak ci wschodni Germanie opuścili przytulne siedziby nadwiślańskiej Gothiskandzy w końcu dotarli do rubieży
Imperium Romanum. To właśnie miało się podzielić na Wschodnie i
Zachodnie, miało sporo różnych problemów, więc przyjęło
gockich barbarzyńców jako sprzymierzeńców. Pozwalając im
chociażby osiedlić się na czymś zwanym później Bałkanami.
Sąsiedztwo było trudne (nie jest to istotne dla owej anegdotki), aż
w drugiej połowie IV wieku doszło do buntu (prawdopodobnie
sprowokowanego przez Rzymian) Gotów (Wizygotów) pod przywództwem
Fritigerna (imię znaczy Miłującego Pokój). W efekcie tego cesarz
wschodniorzymski Walens przerwał swoje boje w Azji i zorganizował
armię antygocką (posiłki od Gracjana, bratanka i cesarza
zachodniorzymskiego nie dotarły) i pod założonym przez Hadriana
Adrianopolem na początku sierpnia 378 starł się z gocką koalicją.
I zginął, choć ciała nie znaleziono.
No fajnie, ale gdzie tu – poza pomorskim epizodem w dziejach Gotów – polonicum? Cóż, trzeba przenieść się w czasie o jakieś 1600 lat w Bieszczady. Tam, w dość ekskluzywnych warunkach, internowany był pewien płatny delator, którego los i służby specjalne postawiły na czele antykomunistycznych rozruchów w PRL. Wszyscy wiemy o kogo chodzi. Nie wszyscy jednak pamiętają, że pewnego razu do owego człowieka przybył jego brat. Zapis pijackiej (i dość wulgarnej) tzw. rozmowy braci zachował się, i w czasie niej nasz bohater miano swojego rodu wywodził właśnie od cesarza Walensa. Twierdził on, że po porażce rodzina cesarska (historycy zwą ją dynastią walentyniańską) rozpierzchła się po Świecie, a jedna z gałęzi trafiła na Wschód, i z tego rodu miał nasz bohater pochodzić. W takich oto warunkach wykuwał się mit założycielski III RP, i tylko szkoda, że koncepcji tej nie włączyli w ideę Wielkiej Lechii żadni Turbosłowianie. Naprawdę, jest mi niezwykle smutno z tego powodu, to taki samograj.
Ad rem. Tak jak nad Warszawą góruje dziś
PKiN, tak nad Adrianopolem wpisany na listę UNESCO (pisałem, że
Prącie Stalina też tam się znaleźć powinno) olbrzymi meczet
Selimiye – Meczet Selima Pijaka.
Nie pamiętam, czy o Selimie
II, synu Sulejmana Wspaniałego wspominałem, to szybciutko: nie bez
przyczyny dostał pseudonim Pijak (czy tam Opój). Lubił sobie
chlapnąć, a umarł gdy goniąc konkubinę w łaźni poślizgnął
się i wyrżnął głową w jakiś kamienny podest.
Selim II
postanowił swój wielki sułtański meczet wybudować nie w
Konstantiniyyie, Konstantynopolu, a w Edirne. Do dziś nie wiadomo
dlaczego. Może nie lubił Stambułu, może nie było tam już
miejsca, a może chciał wrócić do europejskich korzeni dynastii –
wszak to właśnie Adrianopol został pierwszą na kontynencie
siedzibą Osmanów (poprzednią była małoazjatycka Bursa). W Edirne
też powstały potężne zakłady odlewnicze, w których stworzono
olbrzymie działa (słynna Basilica chociażby, prababka Kolubryny, tylko większa) użyte przez Mehmeta Zdobywcę do przełamania
potężnych fortyfikacji Konstantynopola (ostatecznie miasto upadło
z trochę innych powodów, ale turecka artyleria była naprawdę
potężna; takich dział chyba nawet Babinicz by nie
wysadził).
Planując swój sułtański meczet miał Selim II
wielkie szczęście – odziedziczył po ojcu (oprócz świetnie
prosperującego imperium) Sinana. Najwspanialszego architekta złotego
wieku Osmanów. Z pochodzenia był prawdopodobnie Grekiem Pontyjskim
z Cezarei Kapadockiej o imieniu Józef, ale przeszedł na islam i Świat zna go właśnie
jako Mimara Sinana Hodżę. Z tych setek budowli w całym Imperium Ottomańskim
zapewne część – dla nadania im prestiżu – jest mu tylko
przypisywana, ale faktem jest, że na kilkaset następnych lat
zdefiniował definicję architektury islamskiej w Turcji. A Selimiye Camil
sam uznał za swoje największe dzieło.
Tworząc meczet Sinan
dokonał jeszcze jednej niesamowitej rzeczy: pokonał konstruktorów
Hagia Sophia. Kopuła Selimiye nie jest co prawda większa od tej
Kościoła Mądrości Bożej, ale jest wyższa. Oprócz meczety w
skład kompleksu weszły także dwie medresy – szkoły prawa,
cywilnego i koranicznego. Potem dobudowano też bazar, który miał
zarabiać na utrzymanie Selimiye.
Od siebie powiem, że kompleks
rzeczywiście robi wrażenie. Czy jest piękniejszy od innych
sułtańskich meczetów, Mehmeta Zdobywcy, Sulejmana czy Błękitnego
Meczetu Ahmeda? Myślę, że tak, choć przyznam się, że nigdy nie
zobaczyłem go w całości wewnątrz. Oto bowiem od kilku lat trwa
bardzo zresztą potrzebny remont (ostatnio wzięli się i za
miejscowy bazar). Za każdym razem coś. Całe szczęście zakończyła
się już restauracja wnętrz Hagii Sophii – ostatnio jak byłem
wzięli się za dobudowane do kościoła minarety. I właśnie do tej
świątyni zmierzam na blogu już od kilku wpisów. I chyba w
następnym już dotrę. Zanim to się stanie, to jeszcze zauważę
jedną sprawę: mimo swojego geniuszu Sinan tworzył swe dzieła w
cieniu Hagii Sophii. I to od tej budowli zależna jest cała osmańska
architektura. Jak wpływowy jest to budynek, skoro powstał półtora
tysiąca lat temu, a nadal promieniuje?
![]() |
| Tracja współcześnie - dolina Maricy |
| Gwarne ulice Edirne - i pomnik otomańskich artylerzystów |
| Resztki Adrianopola |
![]() |
| Gockie kręgi w pomorskich Odrach |
No fajnie, ale gdzie tu – poza pomorskim epizodem w dziejach Gotów – polonicum? Cóż, trzeba przenieść się w czasie o jakieś 1600 lat w Bieszczady. Tam, w dość ekskluzywnych warunkach, internowany był pewien płatny delator, którego los i służby specjalne postawiły na czele antykomunistycznych rozruchów w PRL. Wszyscy wiemy o kogo chodzi. Nie wszyscy jednak pamiętają, że pewnego razu do owego człowieka przybył jego brat. Zapis pijackiej (i dość wulgarnej) tzw. rozmowy braci zachował się, i w czasie niej nasz bohater miano swojego rodu wywodził właśnie od cesarza Walensa. Twierdził on, że po porażce rodzina cesarska (historycy zwą ją dynastią walentyniańską) rozpierzchła się po Świecie, a jedna z gałęzi trafiła na Wschód, i z tego rodu miał nasz bohater pochodzić. W takich oto warunkach wykuwał się mit założycielski III RP, i tylko szkoda, że koncepcji tej nie włączyli w ideę Wielkiej Lechii żadni Turbosłowianie. Naprawdę, jest mi niezwykle smutno z tego powodu, to taki samograj.
![]() |
| Gocki kamień |
| Meczet Selima - minarety i elewacja dziś już odnowione |
| Kamienny podest w jednym z hamamów - czy tam hammamów - powstałym jakoś rok po haniebnym zgonie Selma Pijaka |
| Upadek Konstantynopola - czy raczej zdobycie, odmalowane na stambulskiej Panoramie 1453 |
![]() |
| Sinan i jego dzieło |
| Mirhab w Meczecie Selima - oraz ślady notorycznych remontów |
| Nawa Kościoła Mądrości Bożej |
![]() |
| Pierwszy osmański meczet w Stambule |
| Kościół Mądrości Bożej |





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz