Tłumacz

16 czerwca 2023

Bałkańscy kosmici cz. 1

    Teoretycy Starożytnej Astronautyki będą zawiedzeni, ale ani w megalitycznym obserwatorium Kokino, ani w tajemniczych pieczarach Cocev Kamena nie znalazłem śladów kosmitów. Mimo to na Bałkanach – a zwłaszcza w byłej Jugosławii – naprawdę można natknąć się na rzeczy kosmiczne, choć całkiem ziemskiej prowiniencji. Odpowiadają za to miejscowe komunistyczne reżymy – czy to Tity, czy Żiżkowa. Oto bowiem każda dyktatura pragnie wznosić gigantyczne konstrukcje mające sławić dyktatorskie dokonania (didaskalia: współczesny gigantyzm w Skopje nie świadczy o dyktaturze – raczej o leczeniu kompleksów i szukaniu możliwości defraudacji dużych sum pieniędzy).
Nowe centrum Skopje
    Także u nas, podczas sowieckiej okupacji, wznoszono przecież symbole socjalistycznej dyktatury – wystarczy wspomnieć tylko o Pałacu Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina w Warszawie.
Przykład okupacyjnego socrealizmu w Polsce
    Swoją drogą jestem przeciwnikiem wyburzenia tego ohydnego gmachu. Ba, uważam, że należy wciągnąć go na Listę Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – jako przykład socrealistycznej architektury w okupowanych przez Związek Sowiecki państwach Europy środkowo-wschodniej (tak, jak i niemiecki obóz w Auschwitz-Birkenau jest symbolem działań III Rzeszy). Ale wracając do sedna – wszędzie wznoszono gmachy użyteczności publicznej pełne przepychu – albo chociaż charakterystycznych dla socrealizmu (wymyślonego w Związku Sowieckim, powstałym na gruzach kultury czerpiącej jeszcze z Bizancjum) mozaik.
Socrealistyczna mozaika
    Józef Broz – Tito – Chorwat i jugosłowiański nacjonalista, także wprowadza dyktaturę, a wraz z nią i budownictwo monumentalne. Rozłam sowiecko-jugosłowiański (według Golicyna rzekomy, mający dezinformować Zachód) sprawia, że także miejscowa architektura monumentalna idzie własną drogą – drogą jugosłowiańskiego brutalizmu. Ten styl w modernizmie (Autor mówi modernizmowi stanowcze ha-tfu!) powstał po Drugiej Wojnie Światowej w Wielkiej Brytanii miał być ekspresyjny, jakiś taki kubistyczny i surowo eksponować miał materiał budowlany. W Polsce najlepszym przykładem jest katowicka Superjednostka (taki duży blok na przeciw Spodka), a kiedyś był Dworzec PKP tamże, ale budując galerię handlową rozebrano go i odbudowano – jest więc równie prawdziwy jak dobrobyt w komunizmie.
Katowicka Superjednostka - widok na Spodek
    W każdym razie cała była Jugosławia usiana jest brutalistycznymi budynkami – które tu przyjmują nierzadko kosmiczne kształty.
Pomnik gdzieś w chorwackich górach
    Jako, że akurat są o Macedonii Północnej – to skupię się na brutalizmie w tej byłej republice, zwłaszcza że tragiczne trzęsienie ziemi w Skopje sprawiło, że miasto to stało się polem do działania dla modernistycznych architektów. Zresztą mój pierwszy kontakt z tym stylem miał miejsce właśnie w macedońskiej stolicy. Pierwszy raz zjawiłem się w Skopje na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku – przylecieliśmy samolotem z koleżanką na kilka dni zobaczyć to nieznane państwo. Dlaczego tam? Przypominam, że wtedy w Polsce żyło się jeszcze źle i ubogo (no, nie tak jak w latach 90-tych XX wieku, kiedy nastąpiła zapaść gospodarcza, nie), a akurat trafiliśmy na bardzo tanie loty. Do tego na miejscu też było tanio, a żeby jeszcze bardziej nie nadwyrężać budżetu zdecydowaliśmy się poruszać transportem publicznym. W ówczesnej Macedonii kolej nie była przesadnie nowoczesna i rozwinięta (w obecnej Macedonii Północnej jest w sumie podobnie), niemniej zdecydowaliśmy się przejechać ze Skopje do Bitoli (to główna linia kolejowa w kraju). Jako, że stary dworzec kolejowy, zniszczony w 1962 przerobiono na muzeum, udaliśmy się na nowy – wybudowany właśnie w stylu brutalistycznym. Wyglądał jak statek Pi i Sigma, kosmitów z Matplanety (dla Czytelników międzynarodowych: jak "Red Dwarf", czyli serialowy "Czerwony Karzeł").
Nowy dworzec kolejowy
    Również skopjiski uniwersytet jest przykładem brutalizmu – znajduje się o rzut kamieniem od przeuroczej miejscowej starówki, postosmańskiej czarsziji (oraz, co za tym idzie, i przerośniętym nowym centrum miasta).
Uniwersytet - Skopje modernistyczne
Czarszija - Skopje zabytkowe
Plac Macedonia - Skopje przeinwestowane
    I tak się akurat złożyło, że w Majówkę AD 2023 po kilkunastu latach znowu byłem prywatnie w Macedonii, już Północnej – tym razem i czasu było więcej, i nie musieliśmy polegać na transporcie publicznym, więc jednym z celów wyprawy zostało najdziwniejsze chyba w okolicy dzieło jugosłowiańskiego brutalizmu – słynne Makedonium. Cóż to takiego, i gdzie się znajduje – to oczywiście w drugiej części wpisu. Na razie napiszę jeszcze, że w Skopje udało się znaleźć niewielki hotelik właśnie w budownictwie brutalistycznym – choć oczywiście nie w samym centrum miasta.
Brutalistyczne bloki
    Skoro już mieliśmy samochód (pisałem, że mimo niewielkiej mocy i gabarytów dzielnie spisywał się macedońskich górach – a i Makedonium na nizinie nie leżało) nie stanowiło to problemu. Warto zaznaczyć, że dziś Macedonia jest normalnym krajem europejskim (niemniej oczywiście ma jeszcze dużo wolności, jakże prześladowanej w Unii E***pejskiej) – choć trzeba powiedzieć, że po upadku komunizmu i rozpadzie Jugosławii rozwinęła się dużo słabiej do Polski – a przecież raj Tity był od naszego czerwonego baraku dużo, dużo bogatszy i rozwinięty.
    Na zakończenie tej części jeszcze kosmiczna stacja benzynowa z Ochrydy, tuż na skraju Parku Narodowego Galiczica.
Stacja benzynowa w Ochrydzie

12 czerwca 2023

Megalityczna Macedonia cz. 4

    Jak wspominałemjechaliśmy korzystając z GPS-a, który, owszem, Cocev Kamen wskazał bezbłędnie, ale drogi doń może już niekoniecznie. W każdym razie miejsce okazało się potężną skałą wznoszącą się wysoko pośród pól.
Cocev Kamen
    Głupio było jednak iść komuś w szkodę (może zresztą któreś z pól należało do Boszka i jego żony), więc w końcu udało się wytyczyć trasę. Może już poza asfaltem, i przez strumyk, i mocno pod górę, ale nasze miejskie autko z wypożyczalni dało radę. Nawet w niezbyt głębokim strumyku trochę się umyło (na chwilę, ale zawsze). Dzień byl gorący, przynajmniej dla mnie: było prawie 20 stopni (majówka AD 2023 w Polsce była odrobinę chłodniejsza; zawsze kłody pod nogi Teoretykom Globalnego Ocieplenia) – kilka dni później było już 30, więc trochę nas spiekło – a kiedy wysiedliśmy dosłownie powalił nas intensywny zapach łanów koniczyny. U nas już coraz rzadziej można delektować się taką wonią, ot, większa chemizacja rolnictwa i likwidacja wiejskich łąk na których ekstensywnie gospodarze wypasali krowy (niechże ta Macedonia nie wchodzi do Unii E***pejskiej).
    Ale pozostawmy te oflaktoryczne wrażenia – trzeba było zdobyć ów Cocev Kamen. Nie było to trudne: wystarczyło pokonać niewielką dolinkę i oto stanęliśmy u wrót tajemniczego sanktuarium.
Cała skała okazała się być powycinana przez człowieka. Przechodząc przez wąskie przejście natknęliśmy się na coś, co mogło robić za prehistoryczne zawiasy.
Wejście do sanktuarium
    Wszędzie też było pełno wyciosanych w kamieniu schodków (dobra, były to także – oprócz typowych stopni - zwykłe wgłębienia, ale umożliwiające w miarę wygodne, przynajmniej dla szczupłych starożytnych, poruszanie się po całej skale).
Prehistoryczne drabiny
    Trafiliśmy w końcu na coś co mogło być głównym ołtarzem.
Możliwe, że ołtarz
    I niech mnie kule biją, ale wyglądał on niezwykle podobnie do kamiennych ołtarzu znajdujących się w Machu Picchu. Najsłynniejszy z nich nosi miano Intihuantany – Kamienia do Którego Przywiązane Jest Słońce.
Intihuantana z Machu Picchu
    Czy był to tylko przypadek, związany z takim samym materiałem budowlanym, takimi samymi obserwacjami astronomicznymi i podobnymi ludzkimi pomysłami (oraz takimi samymi rękoma) czy może dawni mieszkańcy Bałkanów mieli jakieś konotacje z andyjskimi góralami? A może – jak twierdzą Teoretycy Starożytnej Astronautyki – ktoś inny nauczył Ludzkość tworzyć takie struktury? Nie wiem, ale korzystając z brzytwy Ockhama i znajomości ludzkiej biologii obstawiam pierwszą z opcji.
    Niemniej podle ołtarza znajdowało się coś wyglądające jak kamienny tron (jedna z innych nazw tej wysokiej na 481 metrów góry to właśnie Tron; inna to Peszta) – analogiczny widziałem (i na nim zasiadałem) widziałem właśnie w Peru, nieopodal Cuzco. To też mógł być przypadek.
Kamienny tron na Cocev Kamen (foto: M. Grabowska)
    Zwłaszcza, że dokładniejsze oględziny utwierdziły mnie w przekonaniu, że wcale nie musiało to być siedzisko władcy czy głównego kosmity kapłana, a miejsce składania ofiar.
Tron niedaleko Cuzco (foto: J. Hylares)
    Sam Cocev Kamen był do tego pełen jaskiń – możliwe, że naturalnych, ale gros z nich nosiło ślady kamieniarskiej obróbki. Pono znajdują się w nich także malowidła – ale akurat ich nie znaleźliśmy.
    A wszystko to w słońcu, wietrze i oszałamiającym zapachu koniczyny. Może zresztą to sprawiło, że Cocev Kamen zrobił na mnie większe wrażenie niż megalityczne obserwatorium Kokino. A może nie, może zwyczajnie jest bardziej imponujący, choć nie ma takich wspaniałych astronomicznych konotacji (choć możliwe, że tu też obserwowano ruchy ciał niebieskich, bo czemu nie) jak sanktuarium z wczesnej epoki brązu, które Macedończycy chcą wpisać na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Alternatywna teoria to taka, że informacji o tym stanowisku praktycznie nie ma w polskim internecie, więc, podobnie jak przy prekolumbijskim królestwie Huarco w Cerro Azul mogę poczuć się odkrywcą, albo chociaż popularyzatorem.
Zaginione królestwo Huarco
    Kiedy powstały struktury wycięte w wulkanicznych skałach Cocev Kamena? Jak wspominałem, nie da się tego wydatować. Jedno, co stwierdzili archeolodzy to obecność człowieka od czasów paleolitu, przez młodszą epokę kamienia po erę brązu – a to dość długi okres czasu, kilka tysięcy lat. Podobnie owe nieznalezione przeze mnie malowidła – stwierdzono jedynie, że mogą być oryginalne, podobne zaś znaleziono w innych rejonach Śródziemiomorza – w pobliskiej Bułgarii i we Włoszech.
    Najciekawsze dla mnie jest jednak podobieństwo tych struktur do andyjskich. Dla mnie to dowód na to, że wszyscy ludzie są do siebie podobni – wszak pochodzimy od bardzo nielicznej grupy Homo sapiens (kiedyś trafiła nas jakaś katastrofa, i przeżyło nas niewielu; w ewolucjonizmie nazywa się to efektem szyjki od butelki, bottle-neck) i jesteśmy blisko spokrewnieni. Dla zwolenników teorii dyfuzjonizmu kulturowego może to świadczyć o prehistorycznych kontaktach między kontynentami (chapeau bas dla Thora Heyerdala), a dla entuzjastów Paleoastronautyki... No, tu może to być wszystko.
Bardzo zdziwieni Teoretycy Starożytnej Astronautyki (foto: J. Repetto)
    Może to właśnie jakieś kosmiczne inspiracje sprawiły jednak, że w Macedonii (a szerzej: w Jugosławii, albo i nawet na całych Bałkanach) w XX wieku powstawała architektura, której nie powstydziłby się ani George Lucas, ani projektanci statku Pi i Sigmy, przybyszów z Matplanety.
Jugosłowiański brutalizm

9 czerwca 2023

Megalityczna Macedonia cz. 3

    Jakieś dwa, może trzy tygodnie przed majówkowym wyjazdem AD 2023 do Macedonii Północnej (w końcu prywatnie – tak to zazwyczaj pracowniczo, czyli Ochryda i Skopje; na własną rękę byłem tam ostatnio jakieś 10 lat temu, może lepiej) przebywałem w Chorwacji i oglądałem podziemną bazę lotniczą (obiekt wart osobnego wpisu).
    - Jedziesz do Macedonii? Skoro chcesz zobaczyć obserwatorium w Kokino, zobacz też Cocev Kamen – doradził współzwiedzacz – Powinien ci się spodobać.
    - A co tam jest?
    - Zobaczysz.
    Zaznaczyłem punkt na mapie – i po przylocie ruszyłem zobaczyć to tajemnicze miejsce. Okazało się, że nie jedyne, bo po drodze kryło się jeszcze kilka innych ciekawych punktów, skrycie liczyłem, że także związanych ze Starożytnymi Astronautami. Albo chociaż z prehistorycznymi megalitami.
Widok na Cocev Kamen
    W Kratowie – malowniczo, bo w wąwozie rzeczki Kriwej, położonym miasteczku słynnym z osmańskich mostów – ich nie spotkałem.
Panorama Kratowa
    Okazało się jednak, że ma ono inne atrakcje – ot chociażby najstarsze sosny w Macedonii. Żeby było zabawniej, zasadzone przez saskich osadników. Niemców sprowadzono tutaj w czasach osmańskich jako specjalistów od górnictwa, myślę więc, że gdzieś w okolicach miasta kryją się czekające na spenetrowanie dawne kopalnie. Znalazłem nawet coś na kształt jaskini – lub wejścia – było jednak zabezpieczone kratą, więc w tamtym momencie nie dało się wejść do środka.
Kratowskie sosny
    Kilka, może kilkanaście kilometrów od Kratowa znajdowała się kolejna atrakcja: Kameni Kukli, co można przetłumaczyć jako Kamienne Lalki, choć gdzieniegdzie można spotkać się z opisem Skamieniałe Wesele. Miejsce okazało się grupą kamiennych ostańców o ciekawych kształtach – wulkanicznej proweniencji.
Kameni Kukli
    W Polsce – w Sudetach chociażby – sporo mamy takich ostańców (Śląskie Kamienie na przykład, albo Głazy Krasnoludków), ale nie w takiej ilości. I podobnie jak nasze macedońskie ostańce mają pochodzenie wulkaniczne: są to pozostałości dawnych kominów wulkanicznych. Zastygła magma okazała się dużo twardsza od otaczających skał: one zwietrzały, ona została.
Głazy Krasnoludków na Dolnym Śląsku
    Nietypowe kształty ostańców i ludzka cecha zwana apofenią (jest to znajdowanie w naturalnych kształtach jakichś wizerunków: ludzkich, zwierzęcych, boskich, paleoastronautycznych) sprawiły, że miejsce to nabawiło się legendy – oto miejscowy chłopak bałamucił na raz dwie panny. Jedna żyła w dolinie, druga w górach. Obu obiecał ślub – i zapewne z oboma by się związał, gdyby nie to, że źle dograł kolejność. Oto najpierw chciał wejść w stadło małżeńskie z panną z doliny. Niestety, weselny hałas dotarł i na szczyty gór zwabiając drugą z narzeczonych. Ta widząc, że jej absztyfikant właśnie wchodzi w ślimaka z inną panną młodą przeklęła wszystkich weselników krzycząc coś o kamiennym sercu chłopaka. A że miała magiczną moc, to wszyscy obecni zamienili się w kamienie. Cóż, kiedyś to były czasy, a teraz to czasów nie ma.
Skamieniali goście weselni
    W każdym razie na miejscu obok przepięknych formacji skalnych znajduje się niewielkie centrum informacyjne – i czynna kasa biletowa. Nie ma natomiast Starożytnych Kosmitów, więc wypada dalej ruszyć w stronę tajemniczego miejsca zwanego Cocev Kamen.
    Zjechaliśmy więc z wygodnych szlaków i zagłębiliśmy się w interior. Jak wspominałem, wypożyczone auto było raczej miejskie, ale dzielnie spisywało się na wąskich i krętych – a nieraz i szutrowych – górskich dróżkach. Znaki drogowe zdarzały się coraz rzadziej – więc i o tablicach informujących o atrakcjach turystycznych tym bardziej nie mogło być mowy. Musieliśmy więc jechać po GPS-ie: mapy Macedonii są dość trudno dostępne, a i niezbyt jakieś takie aktualne i dokładne. W każdym razie po drodze mieliśmy coś, co podpisane było jako Golemo Gradiszte. Po drodze – póki jeszcze były ludzkie sadyby – zasięgnęliśmy języka, i rzeczywiście udało się znaleźć niezwykle malownicze wzgórze. Jeżeli coś tam było trzeba było jeszcze znaleźć drogę na skalisty szczyt.
    Tu małe didaskalia: choć nazwa miejsca brzmiała bardzo kosmicznie (albo magicznie, wszak golema stworzył wedle legendy jeden z praskich rabinów) to znaczyła po prostu "duży gród"; golemo piwo w Macedonii to duże piwo. Mimo to nie wiedzieliśmy dokładnie co to może być.
    A i spytać się nie było kogo – choć akurat uśmiechnęło się do nas szczęście. Oto u stóp skały spotkaliśmy miejscowego rolnika z żoną. Boszko, bo tak miał na imię stateczny gospodarz, akurat kończył prace polowe i podjechał do niewielkiej cerkwi.
    - To nowa cerkiew – Macedończyk od razu zaciągnął nas do środka – Zbudowaliśmy ją kilka lat temu, a te tu obraz – wskazał ikonę przedstawiającą Zaśnięcie NMP – ufundowałem ja z żoną. Cerkiew jest nowa, ale tu obok są fundamenty starego bizantyjskiego kościoła.
    Faktycznie, po drugiej stronie drogi były antyczne fundamenty, wedle naszego cicerone z V wieku po Chrystusie. Nas jednak bardziej urzekło to, że cerkiew była zamknięta tylko na haczyk. Każdy mógł do niej wejść. Podobnie jak i do pobliskiego budynku – w którym był stół, kanapa, piecyk i kredens, z którego Boszko od razu chciał wyciągnąć rakiję i coca-colę. Ot, typowa macedońska gościnność. Dodajmy, że chatka też była otwarta
Niewielka cerkiew pw Zaśnięcia NMP
    - Trochę tu bałagan – usprawiedliwiał się – ale wczoraj było święto, i ludzie tu biwakowali. A co do Golemo Gradiszte, to tu jest ścieżka, o. Zaraz przed mostem. Dwieście metrów i jesteście. Często przyjeżdżają tam archeolodzy, kopią, znajdują różne rzeczy i zapisują w mądrych książkach.
Pan Boszko i pani Boszkowa
    Podziękowaliśmy Boszkowi za rady i gościnę – w zamian za co poprosił, żeby zrobić mu zdjęcie – i ruszyliśmy w stronę, jak się domyślaliśmy, stanowiska archeologicznego.
Golemo Gradiszte
    Cóż – wyglądało na typowe ruiny z czasów Imperium Rzymskiego, choć oczywiście ruiny mogły być trochę starsze, grecko-macedońskie, albo młodsze, bizantyjskie – albo, jak stwierdzili archeolodzy, z czasów Justyniana, więc takie ani starożytne, ani średniowieczne. Co ciekawe do dziś nie wiadomo jak się oryginalnie to, będące rówieśnikiem stambulskiej Hagii Sophii czy Irene, miejsce nazywało.
Kościół św. Ireny w Konstantynopolu
    Starożytnych Kosmitów ani neolitycznych megalitów nie stwierdziliśmy – warto jednak dodać, że antyczne ruiny, choć ogrodzone siatką, były totalnie otwarte dla, zapewne nielicznych, odwiedzających. Zresztą nawet w Skopje – gdy tylko ktoś zejdzie z utartych ścieżek – łatwo znaleźć grecki teatr czy rzymski akwedukt.
Rzymski akwedukt w Skopje
    Tymczasem do Cocev Kamena (Coceva Kamena?) zostało nam zaledwie kilka kilometrów – choć jak miało się okazać także bezdrożami.

5 czerwca 2023

Megalityczna Macedonia cz. 2

    Tatikew Kamen wznosi się w północno-wschodniej Macedonii (no, Macedonii Północnej) na wysokość 1013 metrów ponad poziomem morza, zaś jego szczyt to grupa stromych skałek.
Tatikev Kamen
    Okolica jest dość odludna (najbliższe wioski zamieszkałe są przez Serbów; to tak w ramach ciekawostki) – i przez wieki odwiedzana była chyba tylko przez miejscowych pasterzy. Na początku XXI wieku trafili tu także archeolodzy – i znaleźli na szczycie konstrukcje ludzką ręką uczynione (zaraz po archeologach trafili tam Teoretycy Starożytnej Astronautyki, i stwierdzili całkiem coś przeciwnego). Były to mianowicie kamienne platformy służące – pamiętajmy, że to archeolodzy, więc wszystko pod to podciągają – celom kultowym.
Kultowa platforma obserwacyjna albo ołtarz
    Rozpoczęto prace, znaleziono sporo artefaktów, i stwierdzono, że miejsce to było użytkowane od około 1800 roku BC – czyli ma prawie 4000 lat. W tym czasie na Bałkanach zaczynała się już wczesna Epoka Brązu – u nas zaś dogorywała megalityczna kultura pucharów lejkowatych, wiecie, ta od kopców kujawskich i najstarszego wizerunku koła; nasi tkwili jeszcze w Młodszej Epoce Kamienia, ale pojawiały się i tam importy ze Śródziemnomorza – choćby miedziany nożyk.
Artefakt z kujawskich grobowców
    Biorąc pod uwagę datowanie znalezionych artefaktów stanowisko to było młodsze o jakieś półtora tysiąca lat od Adama z Gowrłewa. Znaczy, nie mógł on tam składać ofiar. Chociaż...
Adam z Gowrlewa
    Wspominałem już o tym kilkukrotnie – i na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w stanie określić kiedy owe kamienne konstrukcje powstały. Jest to woda na młyn dla Teoretyków Starożytnej Astronautyki. Zwłaszcza, że...
    Ale stopniujmy napięcie.
    Dojechaliśmy w końcu pod szczyt Tatikewa Kamena (czy jak to się odmienia), i spojrzeliśmy w górę. Nasz cel znajdował się jakieś 500 metrów dalej – i sporo wyżej. Na początek jednak czekała nas spora niespodzianka: miejsce było, no, może nie oblegane, ale odwiedzane przez turystów. Zresztą po drodze często pojawiały się znaki nakierowujące na atrakcję, co poza miastami nie jest regułą w Północnej Macedonii. A skoro ktoś tam przyjeżdża to natknęliśmy się na taką oto tablicę z cennikiem:
Cennik
    Może nie wszyscy znają pochodzący z Macedonii fonetyczny słowiański alfabet zwany trochę niepoprawnie cyrylicą, więc streszczam: bilet do Kokino dla dorosłych kosztuje 60 denarów, dla dzieci 30, a dla obcokrajowców – pięć. Ale oczywiście euro. Podpowiem, że jedno ojro stoi mniej więcej po 60 macedońskich denarów... Cóż, spotykałem się wielokrotnie z inną, wyższą, ceną dla "Białego" – głównie w Dzikich Krajach Ameryki Południowej, Bliskiego Wschodu czy Afryki. I – choć spotkałem takie głosy – nie uważam tego za jakiś rasizm (choć jest to jakiś rodzaj dyskryminacji). Ot, to normalne: bardziej dba się o swoich – a jeśli ktoś przyjeżdża z wizytą, to zapewne z jakiegoś bogatszego miejsca, więc go stać. Wolność. Niestety Północna Macedonia ubiega się o członkostwo, o czym wspominałem, w Unii E***pejskiej. Jeśli – czego im nie życzę – wejdą do tej przeżartej korupcją instytucji to ta jakże piękna bałkańska wolność się bardzo boleśnie skończyć.
    Czy jednak zapłaciliśmy te 5 euro, czy korzystając ze szczątkowej znajomości języków południowosłowiańskich udało się podszyć pod miejscowego? Otóż... Nie było nikogo, kto by bilety sprzedawał lub sprawdzał. Może była to kwestia bałkańskości, może zarzucenia pomysłu z wejściówkami, a może było święto – nie wiem. Kilka dni później, kiedy przejeżdżaliśmy przez malowniczą przełęcz Lipova (prawie 1600 metrów n.p.m) położoną w Parku Narodowym Galiczica także nikt nas nie gonił – a już następnego dnia na drodze stały rogatki pobierające opłatę wjazdową w te przepiękne góry.
Przełęcz Lipova w Galiczicy
    Ale wróćmy te 600 metrów niżej – na Tatikew Kamen. Stanowisko archeologiczne wzięli pod lupę także inni naukowcy – i wtedy wybuchła bomba, ściągająca w te rejony tłumy Zwolenników Teorii Paleoastronautów. Otóż okazało się, że antropogeniczne (albo wykonane przez kosmitów) platformy usytuowane są astronomicznie – znaczy zgodnie ruchem Słońca (wiecie, te różne ekwinokcja i solstycja) i Księżyca (można było obserwować 19-letni cykl wschodów i zachodów naszego naturalnego satelity). Oto – orzekli po chwili szoku archeolodzy – władca tej społeczności zasiadał na swym kamiennym tronie, zaś z pomiędzy postrzępionych skał tego megalitycznego obserwatorium padały nań promienie zachodzącego Słońca. Miało to budować mistyczną więź między królem a naszą gwiazdą.
Szczerby służące obserwacjom astronomicznym
    Mogło tak być – ale jako ciekawostkę mogę podać, że mityczne początki dynastii Argeadów (której najsłynniejszym i jednym z ostatnich przedstawicieli był Aleksander Wielki) także związane są z promieniami słonecznymi – stąd i znany symbol solarny z Werginy (po macedońsku ta dawna stolica Ajgaj nazywa się Kutlesz), będący też na pierwszej fladze niepodległej Macedonii. Trudno uwierzyć w ciągłość kulturową twórców obserwatorium Kokino i antycznych Macedończyków, ale z drugiej strony... W końcu cywilizacja minojska z Krety zostawiła mityczny ślad w greckiej kulturze. Tu mogło być podobnie: to właśnie Słońce miało wybrać Perdikkasa I, protoplastę dynastii, na władcę.
Starożytne obserwatorium
    Co zaś się tyczy samego miejsca – zaskoczyło mnie (Mnie nie – wtrąciła towarzyszka podróży – W ogóle nie zakładałam co zobaczę): liczyłem na położony na wzgórzu – bo ja wiem – jakiś henge, kamienny krąg, a dostałem pełnowymiarowy skalny szczyt. I kiedy już wspiąłem się, ryzykując zwichnięcie nogi, na samą górę, obejrzałem platformy kultowe, trony, szczerbinki na Słońce....
Panorama Kokino
    Teoretycy Starożytnej Astronautyki nie zwrócili chyba jeszcze na to uwagi: kształt Kokino jest – przy pewnej dozie wyobraźni i zamiłowaniu do apofenii (ale przecież o to chodzi w zabawie w Paleoastronautów) – bardzo podobny do słynnego inkaskiego miasta, Patallaqty, szerzej znanego jako Machu Picchu.
Panorama Machu Picchu (lama dla odwrócenia uwagi)
    Jak mówią Zwolennicy Starożytnych Kosmitów: nie ma przypadków, są tylko znaki. Zwłaszcza, że chwilę przed przylotem do Macedonii dowiedziałem się o jeszcze jednym antycznym miejscem, dużo mniej znanym. Choć dużo bardziej zagadkowym.
Cocev Kamen

2 czerwca 2023

Megalityczna Macedonia cz. 1

    Cóż, może i historia słowiańskiej Macedonii zaczyna się chwilę przed inwazją koczowniczych Bułgarów na Bałkany (no, jakieś 200 lat wcześniej – Słowianie razem z Awarami oblegali nawet Konstantynopol; jak pisałem – nie zdobyli), ale ziemie te zamieszkałe są od tak dawna, że zwróciły uwagę nie tylko miłośników archeologii, ale i Teoretyków Starożytnej Astronautyki.
    Żeby się o tym przekonać – to znaczy, jeśli jest się miłośnikiem archeologii, zwolenników Teorii Paleoastronautyków przekonywać nie trzeba, oni wiedzą, że i tak rząd wszystko zatuszował – należy będąc w północnomacedońskiej stolicy, Skopju, udać się do, nie wymyślę tu prochu, miejscowego muzeum. Znajduje się ono całkiem niedaleko gargantuicznego posągu Jeźdźca na Koniu (jak chcą Grecy) czy też Aleksandra Wielkiego (jak wolą mówić Macedończycy) oraz memoratywnego gmachu poświęconego świętej Teresie z Kalkuty.
Pomnik Jeźdźca na koniu aka Aleksandra Wielkiego
    Samo muzeum – zdaje się, że wstęp jest darmowy – znajduje się w dawnym budynku dworca kolejowego. Tego, który – mniej więcej w połowie – przetrwał tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi z początku lat 60-tych ubiegłego wieku.
Stary dworzec kolejowy
    Nic dziwnego, że spora część ekspozycji w zabezpieczonej w formie trwałej ruiny hali dworcowej poświęcona jest temu tragicznemu wydarzeniu – oraz odbudowie miasta przy międzynarodowej współpracy. Jeden z karawanserajów rekonstruowali polscy architekci, Londyn podarował piętrowe miejskie czerwone autobusy (od kilku lat po Skopje krążą ich chińskie podróbki), NRD-owska garkuchnia stanowi element wystawy.
Garkuchnia z czasów trzęsienia
    Dużo bardziej wyjątkowe są eksponaty – może niezbyt liczne – znajdujące się w dworcowych piwnicach. A zwłaszcza jeden z nich, pochodzący sprzed kilku tysięcy lat niekompletny posążek nagiego chłopca, nazwany przez archeologów Adamem z Gowrłewa.
Adam z Gowrłewa - to co zeń zostało
    Może nie wygląda imponująco, ma też zaledwie kilka centymetrów wysokości (i 5,5 tysięcy lat; to epoka, kiedy na terytorium dzisiejszej Polski kwitła neolityczna kultura pucharów lejkowych, a jej przedstawiciele oprócz stosowania koła wznosili olbrzymie megalityczne grobowce zwane dziś żalkami, czy też kopcami, kujawskimi) – i jest jedną z zaledwie kilku znanych na świecie męskich przedstawień z tamtego okresu. Bo jeśli chodzi o tak zwane prehistoryczne Wenus, figurki hojnie obdarzonych przez naturę kobiet, to jest ich w Europie znanych legion, jeszcze zresztą z czasów paleolitu, czyli sprzed wynalezienia rolnictwa. Jedna z nich sąsiaduje zresztą z antycznym Adasiem.
Macedoński neolit
    Zresztą na innych kontynentach też przeważają figuralne przedstawienia kobiet. Są one – te, które widziałem w Ameryce czy na Wyspach Kanaryjskich - nieco młodsze od tych europejskich, wszak w tamtych rejonach neolit rozpoczął się deczko później.
Sztuka Guanczów z Teneryfy
    Najstarszą figurkę widziałem oczywiście na Malcie. Znaleziono ją oczywiście w sąsiedztwie słynnych megalitycznych świątyń sprzed ładnych kilku tysięcy lat.
Maltańska bogini
    Ogromna dysproporcja ilości przedstawień męskich i żeńskich może być potwierdzeniem teorii matriarchalnej Starej Europy autorstwa pani Gimbautas, może też świadczyć, że zanim nastał ten słynny opresyjny patriarchat (oczywiście, nigdy nie zdefiniowany przez współczesnych krzykaczy ulicznych i feministki) wszędzie występowały rolnicze społeczeństwa matriarchalne – choć na przykład w przebadanych polskich grobowcach Kapeelów na Kujawach więcej jest pochówków męskich; możliwe, że gimbautasowy matriarchat zaczął się wraz z Epoką Brązu. Może też być dowodem na to, że narodziny zawsze były czymś ważnym i cudownym (co w poprzednim nawiasie wspomnianym jakoś nie może przejść przez gardło). No, albo jest to po prostu przedwieczna erotyka, podobnie jak dzisiaj kierowana do heteroseksualnych mężczyzn (a tych jest w populacji znacząco więcej – co również owym wspomnianym powyżej nie chce wejść do głowy – niż homoseksualnych; kobiety jakoś w mniejszym stopniu z tak prostolinijnej erotyki korzystają, widać nie są takimi wzrokowcami).
Polskie megality, rówieśnicy Adama z Gowrlewa
    Teoretycy Starożytnej Astronautyki przybywając na Bałkany, jeśli nie skierują się do bośniackiego Visoko (tam stoją te słynne góry w kształcie piramid), to udadzą się kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od Skopje, do megalitycznego (i neolitycznego – jak się zdawało) obserwatorium w Kokino. Udałem się tam też i ja.
    Ze Skopje dojazd trwa nieco ponad godzinę – najpierw w stronę serbskiej granicy do Kumanowa (można jechać opłotkami, ale jest też bardzo tania choć niezbyt nowoczesna autostrada; opłotkami bardziej malowniczo), następnie w stronę Bułgarii, na wschód, aż wreszcie trzeba wjechać w góry – bowiem stanowisko archeologiczne Kokino leży na wzniesieniu Tatikew Kamen na wysokości ponad 1000 metrów (dokładniej 1013 m n.p.m.). Niewielki wynajęty samochodzik (marki oczywiście nie podam – ale przepisów drogowych to łamać się nim nie dało za bardzo; za to bardzo mało palił, choć w Macedonii benzyna i tak jest taniutka, tańsza nawet niż u nas w dobie kryzysu) w końcu jednak wtoczył się ponad granicę lasu. Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy na szczyt góry.
Kokino

Najchętniej czytane

Bunkry

     Skoro poprzedni wpis zakończyłem opowiastką o pubie i historii , a tych pierwszych, jak wcześniej wspomniałem w okolicy nie ma za wiel...