Jak wspominałem w poprzednim wpisie,
dzięki światłym decyzjom rządzących utknąłem w krokodylu Dundee (trzeba
czytać Dan-dii-i, z akcentem na drugie d), reklamującym się jako
najbardziej słoneczne miasto Szkocji. Logotypem miejscowości jest słoneczko,
coś jak u nas w Mielnie. Tylko nad Morzem Północnym. Nie no, żartuję,
całkiem udatne piaszczyste plaże Dundee miało troszkę dalej od
centrum, chociażby w Broughty Ferry, satelickim miasteczku słynącemu z niewielkiego zamku.
![]() |
| Zamek Broughty Ferry, broniący dostępu do piaszczystych plaż estuarium rzeki Tay |
Właśnie. Szkocja usiana jest wręcz
zamkami (w samym Dundee są trzy) – przez wieki był to bowiem
niezwykle dziki kraj, i taka kamienna forteca lepiej się w
stosunkach międzysąsiedzkich sprawdzała niż nasze nawet obronne
(wiecie, takie z alkierzami umożliwiającymi skuteczniejsze
prowadzenie ognia) dworki. Albo u nas ludzie bardziej
cywilizowani.
![]() |
| Breamer - jeden z licznych szkockich zamków |
Tu powinienem zażartować, że Szkoci to naprawdę
dzielny lud, jako, że chodzą w kieckach bez majtek w kraju, gdzie
osty i pokrzywy dorastają do metra wysokości, ale ponieważ nie
staram się o angaż do Familiady to nie zażartuję. Tym bardziej,
że słynny kilt to angielski wynalazek, a oset ów – jakby nie
było narodowy kwiat Szkocji (vide Order Ostu, najważniejsze chyba
szkockie odznaczenie) – po naszemu zwie się popłochem. Ależ
psikuśnicy z tych naszych botaników-systematyków.
![]() |
| Szkocki oset czyli popłoch - w tle Jezioro Ness |
Samo Dundee
okazało się typowym brytyjskim miastem. Znaczy się było niezbyt
urodziwym ośrodkiem z główną ulicą, wzniesionym z szarego
kamienia. Prawie cała Szkocja jest taka, z wyjątkiem pasa ciągnącego się od Arbroath na wschodzie po Glasgow na zachodzie. W
tym rejonie występuje bowiem Old Red Sandstone, taki czerwono-brązowy, ceglasty, piaskowiec, więc i miejscowości są tej barwy.
![]() |
| Próby tynkowania szarego kamienia w centrum Dundee |
Nad centrum
(szkoda mi zużywać określenia stare miasto) góruje Old Steeple,
średniowieczna wieża, pozostałość po takimż gotyckim kościele (ten dobudowany jest neogotycki).
Dziś tą najwyższą w Szkocji zabytkową dzwonnicę otacza
galeria handlowa, dla upijającej się w niej młodzieży spełniająca
rolę świątyni. Jak ktoś się interesuje lekkoatletyką, to pewnie
zaświeciła mu się lampka na słowo steeplechase – tak zwie się
przecież bieg na 3000 metrów z przeszkodami (w tym i słynnym rowem
z wodą). Chodziło tu o to, że pierwotnie zawodnicy mieli dobiec do
górującej na horyzoncie wieży (steeple), po drodze przeskakując
płoty czy kanały melioracyjne (a kto pierwszy na rowie z wodą, ten pierwszy na mecie, jak mawia Konfucjusz Babiarz Przemysław). Tak, ten cały miejski parkour nie
jest niczym nowym.
![]() |
| Ye Old Steeple |
Jest też wspaniałe estuarium rzeki Tay, Firth of Tay, z
przerzuconym nad nim cudem XIX-wiecznej techniki, żelaznym mostem
kolejowym (nie tak ładnym jak w Edynburgu może, tym wpisanym na listę
UNESCO, ale chyba dłuższym) oraz pamięć po czasach, gdy miasto
było centrum przemysłu. Nie tylko zresztą stoczniowego czy
rybackiego. W czasach rewolucji industrialnej Dundee znane było jako
miasto trzech J. Przynajmniej po angielsku, nasz wspaniały, nie tak
prymitywny język trochę inaczej traktuje te słowa: jam, juta,
journalist. Oto było Dundee centrum produkcji jutowych sznurów czy
tam worków, wczesnego rozwoju dziennikarstwa oraz miejscem powstania
pomarańczowej marmolady (nie, to nie miś Paddington z Peru ją
wynalazł). Dzisiaj została jakaś lokalna gazeta, muzeum juty i
konfitura w sklepie.
![]() |
| Górująca nad Dundee platforma wiertnicza - znak, że przemysł stoczniowy jeszcze całkiem nie obumarł w Szkocji, a miasto dalej jest nieco uprzemysłowione |
Oraz słynny HMS Discovery, na którym
pływał – jesteśmy w Szkocji – niejaki Robert F. Scott. Człowiek,
którego pokonała Antarktyda i Roald Amudsen (oprócz Discovery w porcie
stoi jeszcze HMS Unicorn, najstarszy na Świecie zachowany drewniany
okręt bojowy). Sporo przez to pingwinów w mieście. Rzeźb, znaczy
się.
![]() |
| HMS Discovery i |
Samo Dundee jest – mimo dość nowoczesnej tkanki
miejskiej – osadą dość starą (ma nawet kamienny krąg, ciut starszy i niewiele bardziej imponujący od tego opisywanego przeze mnie w Poddąbiu). Nad miastem góruje Dundee Law,
spore wzgórze z resztkami grodziska jeszcze z epoki żelaza. We
wczesnym średniowieczu należała do Królestwa Angus, jednego z
celtycko-piktyjskich państewek z których powstała Szkocja zjednoczona przez Kennetha MacAlpina.
Wygaśnięcie starszej linii dynastii przypadło na czasy Macbetha (Mac Bethada),
młodszej zaś poskutkowało imponującymi zmaganiami nad panowaniem
w kraju, niezwykle sugestywnie, choć może nie do końca zgodnie z
prawdą oddanymi w Bravehearcie Mela Gibsona.
![]() |
| Widok z Dundee Law na wody Firth of Tay i kolejowy Taybridge |
W trakcie owych wojen z
przełomu XIII i XIV wieku walki toczono także w Dundee (efektem
tego było zniszczenie głównego zamku miasta, została po nim tylko katedra św. Pawła i ulica Castle Street, przy której zdarzyło mi się pomieszkiwać; te istniejące trzy
wspomniane zamki to prywatne rezydencje raczej z czasów
nowożytnych). Finalnie zwycięstwo odniósł Robert Bruce, zwany
Braveheart, a Szkoci – według samych Szkotów – stworzyli
nowoczesny europejski naród. Ale to inna historia, musiałbym udać
się do malowniczego Arbroath (może kiedyś) na północ od Dundee.
A to nie po drodze. Nie mogąc zapomnieć, że dążę tu do
opowieści o tym, jak w czasie podróży przydały mi się studia
hydrobiologiczne wyjeżdżam ze Szkocji do Polski. Wbrew pozorom
wcale nie miałem łatwo – Wielka Brytania nigdy nie była w
strefie Schengen (Polska wtedy też zresztą), a w związku z tym, że
złamał mi się dowód osobisty lot samolotem odpadał. W autokarach
nie czepiali się tak, więc wsiadłem w szkocki pekaes (właścicielem
był późniejszy założyciel Polskiego Busa) i ruszyłem – z
przystankami – do Polski. Trasa zajęła kilka dni, po drodze
bowiem trochę zwiedzałem, i przyniosła wiele dodatkowych atrakcji,
jak awarię pojazdu, gadatliwą współpasażerkę ze schizofrenią
czy agresywnych Cyganów. Ot, uroki komunikacji zbiorowej.
![]() |
| Nie ukrywam, że lubię to zdjęcie szkockich pustaci - uspokaja po wspomnieniach z podróży zbiorkomem |









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz