Tłumacz

13 lutego 2026

Polska w Azji

    Polacy odwiedzają Stambuł od setek lat. Kiedyś w celach handlowych (w czasach sowieckiej okupacji po złoto i skóry, w czasach I Rzeczypospolitej jako niewolnicy z Dzikich Pól sprzedawani na sułtański dwór przez żydowskich kupców) i politycznych (walczyliśmy ze sobą od XV wieku przecież, Władysław Warneńczyk może tego nie lubić, Jan III Sobieski wręcz przeciwnie), dziś raczej turystycznie – by poznać delikatny koloryt Orientu i blisko dwa tysiące lat historii miasta.
Punkt dowodzenia Murada II w czasie potrzeby warneńskiej - technicznie tracki kurhan
    Z racji naszych kontaktów oba imperia, i Rzeczpospolita, i Wysoka Porta, nieco się do siebie upodobniały, zwłaszcza w dziedzinie nazwijmy ją militarną. O tym wschodnim dziedzictwie Polski nie mówcie tylko tenkrajowcom i uniopejczyków, oddających bałbochwalczą cześć Unii E***pejskiej, spadkobierczyni myśli Karola Marksa Wielkiego (który na naszych ziemiach w porównaniu z Kościołem Katolickim i walkami na Wschodzie praktycznie nie odcisnął żadnego piętna).
Turecki żołnierz, a prawie jak nasz
    W dawnej stolicy Osmanów polonicum jest zresztą dużo więcej. Od planu zdjęciowego jednego z odcinków Stawki większej niż życie po miejsce śmierci pewnego prostego chłopaka z Zaosia koło Nowogródka, który został był Wieszczem Narodowym.
Zaosie koło Nowogródka - rekonstrukcja dworu Mickiewiczów
    Ewenementem jest też położona na dzisiejszych azjatyckich przedmieściach Stambułu wioska Polonezköy. Nazwa ta znaczy dosłownie Polska Wieś – nie bez przyczyny. Powstała jako Adampol (na cześć założyciela, Adama Czartoryskiego), który za zgodą sułtana w roku 1841 zakupił rękami Michała Czajkowskiego w tych małoazjatyckich górach odrobinę ziemi i osadził tu grupę polskich kolonistów. Miał to być taki substytut Polski w czasach gdy ta opuszczała mapy, a zgodnie z wolą zaborców miała także zniknąć z ludzkiej pamięci. Jak wiemy, nie udało się to (przynajmniej w dużej mierze), ale to inna historia. Na razie wracamy do Azji, gdzie książę Czartoryski zakłada katolicką enklawę w muzułmańskim imperium (pierwszą chatę księża lazaryci wyświęcają w marcu Roku Pańskiego 1842). I enklawa to przetrwała do dziś.
Polska ziemia w Azji
    Nie będę ukrywał, że zawsze wzrusza mnie wizyta w takich miejscach. Na Cmentarzu Orląt Lwowskich (obecnie pod wrażą okupacją) za każdym razem wzruszenie ściska mi krtań i odejmuje mowę.
Orlęta Lwowskie na Łyczakowie
    W innych miejscach zazwyczaj czuję dumę z bycia Polakiem.
Nagrobek - państwowo ufundowany - twórcy peruwiańskich uczelni technicznych na Cmentarzu Centralnym w Limie
    W Polonezköy mam pół na pół. Ale cudownym uczuciem jest spotkanie tu na ulicach ludzi płynnie mówiących po polsku. Żadne tam bełkotliwe zawodzenie a la Dżoana Krupa i jej slyperskeczyn. Piękna polska mowa wyrosła w tureckojęzycznym otoczeniu. Miejscowi mówią o sobie Turcy polskiego pochodzenia (nasi podlascy Tatarzy przedstawiają się jako Polacy o tatarskich korzeniach; żyją w obcym środowisku dużo dłużej, stracili więc swój język) ale nadal utrzymują serdeczny kontakt z pierwszą ojczyzną. Spotkana kiedyś stateczna niewiasta z rodziny Hyży (jeden z rodów pierwszych osadników) z dumą pochwaliła się studiującą w Polsce córką. Spora część mieszkańców wioski nadal wyznaje katolicyzm, w czym pomaga niewielki kościółek (bardziej imponujący niźli tamtejszy meczet). Sama rodzina Hyży doczekała się także niewielkiego muzeum, znanego jako Dom Cioci Zosi. Ta typowa polska wiejska chata jest obowiązkowym punktem wizyt polskich turystów. Pokazuje historię osadnictwa, oraz stanowi izbę pamięci. Na jednej ścianie wiszą też twórcy nowożytnej Polski i Turcji – Marszałek Piłsudski i Mustafa Kemal Pasza czyli Atatürk. I tak, wiem, że Józef Piłsudski był tylko jednym z twórców Niepodległej, ale został twarzą marki. Nie deprecjonujmy tego. Swoją drogą brat Marszałka ocalił przed zagładą i zapomnieniem naród japońskich Ajnów. Ale do rzeczy – dom należący od Zofii Hyży przez wiele lat stał w niezwykle zapuszczonym ogrodzie. Nie da się ukryć, że wyglądało to tak średnio. Oto jednak w zeszłym roku wszystkie te chynchy wykarczowano i wygląda na to, że w końcu wzięto się na poważnie za to miejsce. Dziś chałupę widać z głównej drogi biegnącej przez wieś.
Skryty domek i chynchy
Muzeum Cioci Zosi po karczunku (widok z 2025)
    Jest to o tyle istotne, że miejscowi dziś nie żyją już – jak na początku – z uprawy roli, a raczej z turystyki. Polonezköy leży bowiem w parku narodowym, do tego ma egzotyczną dla Turków architekturę – po prostu stało się dla mieszkańców Stambułu kurortem. Ba, wieś swego czasu odwiedził sam Mustafa Kemal Atatürk. Podobno twórca Republiki Turcji był pod wrażeniem pracowitości mieszkańców (cóż, nie chcę wyjść na jakiegoś sami-wiecie-kogo, ale dookoła żyją dość leniwi Południowcy) i z dumą zawyrokował, że chciałby, aby wszyscy mieszkańcy Turcji tacy byli, a Polonezköy należy brać za przykład. Zabrzmiało to jak świadectwo jakości dla tureckich nacjonalistów. No, może trochę żartuję, ale tu na domach oprócz tureckich czerwonych flag z półksiężycem i białą gwiazdą wiszą także nasze Biało-Czerwone, i nikt nie robi z tego problemu. Słowo Atatürka jest prawem, na to wygląda.
Kawiarnia "Gospoda" - należąca do rodziny Hyży
Atatürk
    W każdym razie warto – będąc w Stambule – pojechać do Polonezköy. Tam widać naprawdę jak Polska może być ważna (ku zgryzocie wielokrotnie już przywoływanych na blogu ojkofobów). Najważniejsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Polska w Azji

     Polacy odwiedzają Stambuł od setek lat. Kiedyś w celach handlowych (w czasach sowieckiej okupacji po złoto i skóry, w czasach I Rzeczy...