Tłumacz

15 maja 2026

Makrozoobentos

    Obiecałem trzy wpisy temu wyjaśnić W. Sz. Czytelnikowi czym jest makrozoobentos, i cóż, słowa dotrzymam, gdyż, jak kiedyś już na blogu wspominałem, nie nadaję się na polityka. Znaczy: dotrzymuję słowa. Mało tego: zdradzę, że wiedza o makrozoobentosie bywa niezwykle przydatna w życiu. Ta zdobyta w trakcie kilku lat nauki przydała mi się bowiem w czasie moich podróży cały jeden raz, na dodatek w krainie, w której ów makrozoobentos został obiektem moich studiów. Kariery zawodowej nie.
Ner - siedziba makrozoobentosu i przez kilkadziesiąt lat jedna z najbardziej zanieczyszczonych rzek w tej części Europy
    Oto bowiem makrozoobentos to nic innego jak zespół organizmów zwierzęcych (z greki zoion to zwierz) związanych z dnem zbiorników (z greki benthos to głębia). Organizmy to nie byle jakie, bo bezkręgowe, ale z tych większych (ponownie z greki makros to duży) – znaczy takich, których nie trzeba obserwować pod (tu kolejne słowo z języka Hellenów) mikroskopem. Mało wyjaśniające? Dobra, inaczej: makrozoobentos to robale co to żyją w stawie na dnie i na roślinach wodnych. Przykłady: kojarzona z Wiedźmina żyrytwa, znane wędkarzom ochotki i pływak żółtobrzeżek. Czyli głównie owady (czasem tylko li w swoim larwalnym stadium, jak ważki czy chruściki). Z tymi na blogu spotykaliśmy się kilkukrotnie, choć raczej – acz nie zawsze – jako obiekty kulinarne.
Kulinarna odsłona owadów
    W przeciwieństwie do ssaków – które, jak wiadomo, wszystkie są jadalne dla człowieka – owady en masse jadalne nie są, ba, niektóre wręcz silnie trujące, jak na przykład będąca chrząszczem z urodzenia hiszpańska mucha. W każdym razie to gros słodkowodnego makrozoobentosu (morskim się bowiem nieprzesadnie zajmowałem, choć kikutnice, o łacińskiej nazwie Pantopoda, skradły moje serce), oprócz nich obecne są różnego rodzaju małże, skorupiaki czy inne skąposzczety. O tych grupach na blogu było dużo rzadziej, ale też w sumie głównie kulinarnie.
Morskie bezkręgowce
    Czyli sprawa wyjaśniona, raz dotrzymać to jak dwa razy obiecać (czy jakoś tak). Teraz zaś opowieść o tym, w jaki sposób się owa wiedza o wodnych robalach przydała mi w czasie podróży. Wyprawy nie byle jakiej, bo wzdłuż wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO rzymskich fortyfikacji na Wyspach Brytyjskich, a konkretniej leżącym w północnej Anglii Wale Hadriana – o którym zresztą wspominałem też na blogu (oprócz tegoż muru UNESCO doceniło też dużo mniej imponujący Wał Antoninusa w Szkocji oraz leżące dziś w Niemczech Limes Retyckie; tak, limes, znaczące granice, to nie tylko dziedzina matematyki).
Wał Hadriana
    Ale – za co zganiliby mnie antyczni literaturoznawcy chwalący Homera za to, że Iliadę zaczyna w najlepszym z możliwych miejsc, a nie ab ovo, od jaja jakie złożyła Leda – zacznę od początku.
Moment, w którym ważka przestaje być elementem makrozoobentosu
    A początek ów ma miejsce właśnie w Anglii, w której makrozoobentos poczęto używać do oznaczania stanu jakości wody w zbiornikach wodnych. Konkretniej zaś w środkowoangielskiej rzece Trent (nad nią leży słynne Nottingham). Stworzono skalę – Indeks Rzeki Trent (TBI) – według której na podstawie występujących tam bezkręgowców oceniano czystość wody. Są bowiem zwierzęta, które mogą żyć w wodach zanieczyszczonych – ochotki i skąposzczety – i takie, które żyją ino w czystych. Tak, na pewno każdy pomyślał o rakach, ale najpopularniejszy dzisiaj rak w Polsce, pręgowany vel amerykański, chwast, znosi spore zanieczyszczenia. Ocena jakości wody na podstawie tych zwierzaków jest lepsza od zwykłego badania fizykochemicznego akwenu – zwierzak żyje jakiś czas w wodzie, a jak bada się tylko zanieczyszczenia szwagier zrzucający do rzeki zanieczyszczenia może zostać ostrzeżony i przestać zatruwać. Woda będzie wtedy czysta, ale nic nie będzie w niej żyło. U nas ten sposób badania mógł wejść w życie dopiero po tak zwanym upadku komuny. A konkretniej kiedy zobowiązaliśmy się przyjąć międzynarodową Ramową Dyrektywę Wodną. Sęk w tym, że wdrażaniem tego projektu zajęli się politycy. A ci skiepścili sprawę, i ktoś znający indeks BMWP-PL (dostosowany do polskich warunków doskonalszy od tego trentowego sposób oceny jakości wody na podstawie makrozoobentosu) okazał się całkowicie niepotrzebny. Ruszyłem więc zarabiać na Zachód, do Dundee, początkowo tymczasowo, ale nie wiadomo było jak się sytuacja rozwinie.
Dundee
    Na szczęście okazało się, że życie na obczyźnie nie jest dla mnie. Pomijam fakt, że w przeciwieństwie do biednej wtedy Polski bogata Szkocja (ojczyzna Makbeta – to postać historyczna, król, nie tylko szekspirowski wymysł) okazała się syfiasta, ale lubię przebywać i komunikować się z ludźmi którzy myślą podobnie do mnie. Albo chociaż w tym samym systemie językowym. I nic mnie tak nie irytuje jak głupota. A lower classes pośród których się z racji pracy obracałem (brytyjskie społeczeństwo jest niezwykle rozwarstwione) byli... No, byli pozbawionymi jakichkolwiek wyższych ambicji prymitywami o zerowej wiedzy o Świecie. Ważne było tylko po pracy się nażreć, napić, w weekend pójść na mecz. I nic więcej (a napić się też nie było łatwo, w Szkocji obowiązywała prohibicja, w sklepach alkohol tylko do 22, w knajpach do północy). Straszne. Idealne, wykastrowane społeczeństwo. Nic dziwnego, że dziś Brytyjczycy są w odwrocie u siebie w kraju.
Brytyjski pub - ostatnia ostoja wielkobrytyjskości
    I już W. Sz. Czytelnik się domyśla – zamiast od razu opisać sytuację, gdy te makrozoobentosowe studia mi się przydały, to machnę poemat dygresyjny epistołę na kilka wpisów. O Wielkiej Brytanii, wszak dawno już nic o niej nie było.
    Ale dotrę w końcu do clou, mogę obiecać.
Dla wojownika droga jest celem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Makrozoobentos

     Obiecałem trzy wpisy temu wyjaśnić W. Sz. Czytelnikowi czym jest makrozoobentos, i cóż, słowa dotrzymam, gdyż, jak kiedyś już na blogu...