Obiecałem trzy wpisy temu wyjaśnić
W. Sz. Czytelnikowi czym jest makrozoobentos, i cóż, słowa
dotrzymam, gdyż, jak kiedyś już na blogu wspominałem, nie nadaję
się na polityka. Znaczy: dotrzymuję słowa. Mało tego: zdradzę,
że wiedza o makrozoobentosie bywa niezwykle przydatna w życiu. Ta
zdobyta w trakcie kilku lat nauki przydała mi się bowiem w czasie
moich podróży cały jeden raz, na dodatek w krainie, w której ów
makrozoobentos został obiektem moich studiów. Kariery zawodowej
nie.
![]() |
| Ner - siedziba makrozoobentosu i przez kilkadziesiąt lat jedna z najbardziej zanieczyszczonych rzek w tej części Europy |
Oto bowiem makrozoobentos to nic innego jak zespół
organizmów zwierzęcych (z greki zoion to zwierz) związanych z dnem
zbiorników (z greki benthos to głębia). Organizmy to nie byle
jakie, bo bezkręgowe, ale z tych większych (ponownie z greki makros
to duży) – znaczy takich, których nie trzeba obserwować pod (tu
kolejne słowo z języka Hellenów) mikroskopem. Mało wyjaśniające?
Dobra, inaczej: makrozoobentos to robale co to żyją w stawie na
dnie i na roślinach wodnych. Przykłady: kojarzona z Wiedźmina żyrytwa,
znane wędkarzom ochotki i pływak żółtobrzeżek. Czyli głównie
owady (czasem tylko li w swoim larwalnym stadium, jak ważki czy
chruściki). Z tymi na blogu spotykaliśmy się kilkukrotnie, choć
raczej – acz nie zawsze – jako obiekty kulinarne.
![]() |
| Kulinarna odsłona owadów |
W
przeciwieństwie do ssaków – które, jak wiadomo, wszystkie są
jadalne dla człowieka – owady en masse jadalne nie są, ba,
niektóre wręcz silnie trujące, jak na przykład będąca
chrząszczem z urodzenia hiszpańska mucha. W każdym razie to gros
słodkowodnego makrozoobentosu (morskim się bowiem nieprzesadnie
zajmowałem, choć kikutnice, o łacińskiej nazwie Pantopoda,
skradły moje serce), oprócz nich obecne są różnego rodzaju małże,
skorupiaki czy inne skąposzczety. O tych grupach na blogu było dużo
rzadziej, ale też w sumie głównie kulinarnie.
![]() |
| Morskie bezkręgowce |
Czyli sprawa wyjaśniona,
raz dotrzymać to jak dwa razy obiecać (czy jakoś tak). Teraz zaś
opowieść o tym, w jaki sposób się owa wiedza o wodnych robalach
przydała mi w czasie podróży. Wyprawy nie byle jakiej, bo wzdłuż
wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO
rzymskich fortyfikacji na Wyspach Brytyjskich, a konkretniej leżącym
w północnej Anglii Wale Hadriana – o którym zresztą wspominałem
też na blogu (oprócz tegoż muru UNESCO doceniło też dużo mniej
imponujący Wał Antoninusa w Szkocji oraz leżące dziś w Niemczech
Limes Retyckie; tak, limes, znaczące granice, to nie tylko dziedzina
matematyki).
![]() |
| Wał Hadriana |
Ale – za co zganiliby mnie antyczni
literaturoznawcy chwalący Homera za to, że Iliadę zaczyna w
najlepszym z możliwych miejsc, a nie ab ovo, od jaja jakie złożyła
Leda – zacznę od początku.
| Moment, w którym ważka przestaje być elementem makrozoobentosu |
A początek ów ma miejsce właśnie
w Anglii, w której makrozoobentos poczęto używać do oznaczania
stanu jakości wody w zbiornikach wodnych. Konkretniej zaś w środkowoangielskiej rzece Trent (nad nią leży słynne Nottingham). Stworzono skalę – Indeks Rzeki
Trent (TBI) – według której na podstawie występujących tam
bezkręgowców oceniano czystość wody. Są bowiem zwierzęta, które
mogą żyć w wodach zanieczyszczonych – ochotki i skąposzczety –
i takie, które żyją ino w czystych. Tak, na pewno każdy pomyślał
o rakach, ale najpopularniejszy dzisiaj rak w Polsce, pręgowany vel
amerykański, chwast, znosi spore zanieczyszczenia. Ocena jakości
wody na podstawie tych zwierzaków jest lepsza od zwykłego badania
fizykochemicznego akwenu – zwierzak żyje jakiś czas w wodzie, a
jak bada się tylko zanieczyszczenia szwagier zrzucający do rzeki
zanieczyszczenia może zostać ostrzeżony i przestać zatruwać.
Woda będzie wtedy czysta, ale nic nie będzie w niej żyło. U nas
ten sposób badania mógł wejść w życie dopiero po tak zwanym
upadku komuny. A konkretniej kiedy zobowiązaliśmy się przyjąć
międzynarodową Ramową Dyrektywę Wodną. Sęk w tym, że
wdrażaniem tego projektu zajęli się politycy. A ci skiepścili
sprawę, i ktoś znający indeks BMWP-PL (dostosowany do polskich
warunków doskonalszy od tego trentowego sposób oceny jakości wody
na podstawie makrozoobentosu) okazał się całkowicie niepotrzebny.
Ruszyłem więc zarabiać na Zachód, do Dundee, początkowo
tymczasowo, ale nie wiadomo było jak się sytuacja rozwinie.
![]() |
| Dundee |
Na
szczęście okazało się, że życie na obczyźnie nie jest dla
mnie. Pomijam fakt, że w przeciwieństwie do biednej wtedy Polski
bogata Szkocja (ojczyzna Makbeta – to postać historyczna, król,
nie tylko szekspirowski wymysł) okazała się syfiasta, ale lubię
przebywać i komunikować się z ludźmi którzy myślą podobnie do
mnie. Albo chociaż w tym samym systemie językowym. I nic mnie tak
nie irytuje jak głupota. A lower classes pośród których się z
racji pracy obracałem (brytyjskie społeczeństwo jest niezwykle
rozwarstwione) byli... No, byli pozbawionymi jakichkolwiek wyższych
ambicji prymitywami o zerowej wiedzy o Świecie. Ważne było tylko
po pracy się nażreć, napić, w weekend pójść na mecz. I nic
więcej (a napić się też nie było łatwo, w Szkocji obowiązywała
prohibicja, w sklepach alkohol tylko do 22, w knajpach do północy).
Straszne. Idealne, wykastrowane społeczeństwo. Nic dziwnego, że
dziś Brytyjczycy są w odwrocie u siebie w kraju.
![]() |
| Brytyjski pub - ostatnia ostoja wielkobrytyjskości |
I już W. Sz.
Czytelnik się domyśla – zamiast od razu opisać sytuację, gdy te
makrozoobentosowe studia mi się przydały, to machnę poemat
dygresyjny epistołę na kilka wpisów. O Wielkiej Brytanii, wszak
dawno już nic o niej nie było.
Ale dotrę w końcu do clou, mogę
obiecać.
![]() |
| Dla wojownika droga jest celem |







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz