Tłumacz

29 maja 2026

Edinbra is a krejt taun

    Następnym przystankiem po wyruszeniu z Dundee miał być Edynburg, ninie stolica Szkocji. Przyznam się szczerze, że to akurat takie miasto w Wielkiej Brytanii, które lubię odwiedzać. Przede wszystkim dla tego, że ma starówkę. Stare i Nowe Miasto wpisane zostały na Listę Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, choć są zupełnie inne. Najlepiej Edynburg odwiedzać w sierpniu – wtedy w centrum tętni tam życie (a poza centrum... a poza centrum to obejrzyjcie sobie Trainspotting, albo przeczytajcie; swoją drogą oryginalna książka została napisana po szkocku), odbywa się multum różnych festiwali.
Royal Mile w czasie sierpniowych festiwali
Royal Mile gdy festiwali brak
    Akurat gdy wracałem nie było sierpnia. Co oznaczało, że Edynburg stawał się nieco sennym, acz nadal całkiem ładnym miasteczkiem. Usiadłem więc sobie na ławeczce, zdaje się, że niedaleko pomnika sir Waltera Scotta (to inny Scott niż ten odkrywca z Dundee; ten był pisarzem, twórcą Ivenhoe'a) – w przyszłości miała niedaleko powstać statua upamiętniająca Niedźwiedzia Wojtka – i tak se siedziałem. Gdy wtem! W pole widzenia weszły dwie – bo ja wiem – jedenastolatki. Był biały dzień, nieco słoneczne popołudnie, a dziewczynki były kompletnie pijane. Może wśród zachodnich społeczeństw i celebrytów jest to coś normalnego, ale mnie napełniło szokiem, zażenowaniem i odrazą (a było to jakieś naście, raczej nie dziesiąt, lat temu; nadal mnie to zresztą owymi uczuciami napełnia). Jedno z dzieci podeszło do mnie i coś zabełkotało – wypity alkohol nie pomagał, ale mówiła ze szkockim akcentem (na przykład Edinbra is a krejt tałn miast Edynboł is a głej tałEdinburgh is a great town). Przyznam się szczerze, że nie wiedziałem jak zareagować. Całe szczęście na horyzoncie pojawił się radiowóz. Na widok policjantów dziewczynki jęły uciekać. Jedna wybrała losowy kierunek i przydzowniła w pobliski słup, druga, ta gadająca, z wielką butlą coli w ręce zrobiła dwa kroki, nogi jej się rozjechały i upadła.
    - Znasz je? - zapytał policjant zbierając nieco wyrywające się dzieci.
    - Nie – odparłem zgodnie z prawdą, acz z pewną nutką niepokoju; wiadomo co to sobie wymyślą tacy szkoccy stróże prawa?
    W tym czasie drugi policjant podniósł butelkę z colą, otworzył, powąchał, i wylał zapewne oktanową substancję za pobliskie ogrodzenie. Po chwili dziewczynki siedziały w samochodzie, a ja zostałem na ławeczce sam z myślami o upadku zachodniej cywilizacji. Przechodzące obok hinduskie dzieci były trzeźwe.
Monument Sir Waltera Scotta i edynburskie planty
    Może zresztą przemawia przeze mnie zaścianek, może po prostu nie nadążam za trendami? Dawno nie byłem u nas w stolicy, może pod Prąciem Stalina dziś też takie rzeczy się dzieją, i dogoniliśmy Zachód? Ale chyba nie, na Sylwestra u nas ciągle płoną fajerwerki a nie samochody. Nie ważne zresztą, wróćmy do tego Edynburga. W języku gaelickim – szkockim celtyckim – to Dun Edin, Gród Edwina (książka Trainspotting napisana została po szkocku germańsku; ów dialekt różni się od angielskiego bardziej niż serbski od chorwackiego, ot, polityka językowa). Miasto leży na terenie Lothian, kolejnego z piktyjsko-celtyckich królestw z wczesnego średniowiecza – to wyjaśnia czemu jeden z czołowych klubów piłkarskich nazywa się Hearts of Midlothian (druga edynburska drużyna to Hibernians – na cześć przybyszów z katolickiej Irlandii; protestancko-katolickie walki między kibicami w Edynburgu nie są tak znane jak między Rangers i Celtic w Glasgow, acz uznawane za bardziej krwawe). Związki z Celtami – głównie historyczne – pozostają jednak dość silne. Charakterystyczne pochyłe wzgórze górujące nad miastem zwie się Arthur's Seat, Krzesło Artura. Tak, chodzi o tego legendarnego króla, który miał stąd spoglądać na jakąś batalię czy na to, na co legendarni władcy spoglądają. Postać ta wiązana jest najczęściej z południem Brytanii, ale jest też koncepcja, że cała arturiańska epopeja dzieje się na północy, w Szkocji, gdzie Brytowie z Ait Clud (Strathclyde, kolejne z przedszkockich królestw, ze stolicą w Dunbarton koło Glasgow) również walczyli z anglosaskimi najeźdźcami (w tej teorii Artur jest jednym z celtyckich królów). Generalnie wczesne Średniowiecze w Szkocji to cała karuzela wojen, najazdów i interesujących postaci, wielka szkoda, że wżeniony w wschodnich Piktów Kenneth MacAlpin z Dalriady (zachodnie królestwo założone przez pochodzących z Irlandii Szkotów) zjednoczył całe to towarzystwo. A. Właśnie. W jednej z jaskiń w wulkanicznym masywie Arthur's Seat znaleziono w XIX wieku tajemniczy cmentarz karłów (znaczy, 17 niewielkich trumienek z drewnianymi figurkami). Hobbici, Krasnoludowie i Teoretycy Starożytnej Astronautyki nie wzięli się znikąd.
Arthur's Seat i szkocka pogoda
    Arthur's Seat i leżące obok Sailsbury Crags to nie jedyne pozostałości po prehistorycznych wulkanach w Edynburgu. Calton Hill z kopią ateńskiego Partenonu (oryginalne fragmenty znajdują się w Londynie) to dawna wulkaniczna wychodnia, a samo Stare Miasto z ową Royal Mile leży na pochylonym przez lądolód wulkanicznym kominie.
Calton Hill i replika Partenonu
    Royal Mile – główna ulica miasta, coś jak Piotrkowska w Łodzi – ma, nomen omen, długość mili. Ciągnie się od edynburskiego zamku (dziś przechowywane są tam zwrócone przez Anglików szkockie insygnia królewskie) po ruiny opactwa Holyrood, do którego przylega tak samo zwący się pałac, rezydencja władców Szkocji (dziś jest nim Niemiec o imieniu Karol). Całkiem niedawno vis-a-vis pałacu, na fali szkockiego independyzmu wybudowano ohydnej urody modernistyczny gmach szkockiego parlamentu. Przeprowadzono nawet referendum niepodległościowe, ale minimalną większością Szkoci opowiedzieli się za pozostaniem w Zjednoczonym Królestwie. Było to jednak przed tak zwanym Brexitem, a dziś rząd centralny jakoś nie kwapi się przeprowadzać następnego plebiscytu. Co ciekawe, w przeciwieństwie do Katalonii, za referendum niepodległościowe nikt nie poszedł siedzieć.
Zamek w Edynburgu - jeden koniec Royal Mile
Katedra św Idziego przy Royal Mile
Dom Johna Knoxa, szkockiego Kalwina
Parlament podle Pałacu Holyrood - drugi koniec Royal Mile
    Swoją drogą szkoccy lojaliści jakoś swojej szkockości się nie wstydzą, i z zapałem pałaszują haggisa przepijając go whisky. Ten nadziewany kaszą i podrobami barani żołądek – uboższy krewny naszej bezkrwistej kaszanki (z krwią mają tu black pudding, ale szału nie ma) – to niewielki jaśniejszy punkt w gwiazdozbiorze smutnej brytyjskiej kuchni – brytyjskiej, bo Anglicy twierdzą, że haggis to ich wynalazek; whisky pochodzi z Irlandii, gdzie jest nieco smaczniejsza. Nie wali tak torfem i trociną; w Szkocji są trzy destylarnie robiące lowlands whisky – zamiast torfu używa się tam węgla kamiennego – i to chociaż trochę nadaje się do picia.
Destylarnia Glenkinchie - produkująca lowlandy
    Kiedyś w Edynburgu był lokal serwujący haggisa jako fast-food i nie ukrywam, że pomysł ten wspaniale przypadł mi do gustu. Kilka lat później usiłowałem go odnaleźć, ale okazało się, że upadł. Przegrał z jakimiś tandoori czy innymi masalami (swoją drogą kurczak tikka masala powstał w... Glasgow). Koniec świata.
Koniec Świata i Autor, mniej więcej w połowie Royal Mile (foto: P. Strzelczyk)
    Tak zwie się pub na Royal Mile, w miejscu gdzie kończyły się mury miejskie, mniej więcej w połowie traktu. W szczęśliwych czasach przed bramą miejską odbywały się publiczne egzekucje, więc dla wychodzącego skazańca rzeczywiście kończył się świat. Choć to oczywiście przenośnia, prawdziwy Koniec Świata znajduje się nieopodal Kalisza. Więc i ja ruszam w dalszą drogę do Polski, wszak muszę udowodnić W. Sz. Czytelnikowi, że w podróży przydał mi się makrozoobentos.
Prawdziwy Koniec Świata

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Edinbra is a krejt taun

     Następnym przystankiem po wyruszeniu z Dundee miał być Edynburg, ninie stolica Szkocji. Przyznam się szczerze, że to akurat takie mias...