Tłumacz

19 czerwca 2026

Autostopem do Vindolandy

    Jest kilka zasad ułatwiających podróżowanie autostopem. Na przykład należy wyglądać przyjacielsko, schludnie, uśmiechnięto, jednym słowem – wzbudzać zaufanie. Z wielkim tobołem na plecach, sporą liczbą mil w nogach, typowym polskim uśmiechem na twarzy i oczami zdradzającymi brak snu od grubo ponad doby dreptając w stronę ruin rzymskiego miasta Vindolandy nie spełniałem żadnego z powyższych warunków. Niemniej starałem się tak czy siak – może bez wielkiej swady - okazję złapać.
Typowy pogodny autostopowicz
    Imperatyw narracyjny podpowiada, że mimo obiektywnych przeciwności losu udało się, i ktoś się w końcu zatrzymał. Była to stateczna Brytyjka w średnim wieku w czymś, co dziś nazwalibyśmy SUV-em.
    - Dokąd? - zapytała.
    - Do Vindolandy – odparłem.
    - Tam nie jadę, ale mogę podwieźć się kilka mil w tamtą stronę.
    - Super.
    Wsiadłem, rozpoczęliśmy konwersację, jak to się mówi, small-talk (po polsku chyba będzie to "pogaduszki"). Średni w tym jestem, ale kpem jest ten, któren się nie stara.
    - Jestem hydrobiologiem – odparłem zapytany o zawód wyuczony.
    - O, ja też – ucieszyła się niewiasta.
    - Od makrozoobentosu – dodałem.
    - Ja też! Kocham wodne owady! - różnych zboczeńców można spotkać podróżując okazjami, fascynacja bezkręgowcami z zamulonego bajora jest wśród nich naprawdę niegroźna.
    - Tak – odparłem, całkiem zaskoczony – Świetne są. Choćby takie – i tu przydała się wiedza nabyta na studiach – Plecoptera.
    - Plecoptera? Moje ulubione!
Trudno mówić o moich ulubionych owadach, ale termity mają całkiem ciekawy posmak
    Plecoptera to oczywiście widelnice – starożytna i dość prymitywna grupa owadów (rząd, konkretnie); jak zowią się one po angielsku nie miałem pojęcia, na szczęście łacina nadal jest choć w części międzynarodowym językiem nauki, Reformacja nie zepsuła tego do końca. Czemu akurat one przyszły mi na myśl nie wiem, dużo bardziej fascynują mnie Trichoptera, chruściki, których larwy pro maior pars budują domki niczym kraby-pustelniki (czasem domki budują też poczwarki, a czasem nie budują, tylko przędą podwodne sieci jakich nie powstydziłby się pająk topik; w sieci te łowią zdobycz) a imago wygląda jak nocny motyl z długimi czułkami. Albo ważki, Odonata. Albo te zajadłe meszki, Simuliidae, które jako dorosłe gryzą do krwi, a jako larwy są czymś na kształt filtratorów, bliskie krewne równie znienawidzonych Culicidae, komarów, i niegroźnych Chironomidae, ochotek (wszystko to Diptera, muchówki). A tu widelnice. Podobnie jak jętki, Ephemeroptera, mają przeobrażenie niezupełne i stadium nimfy. Może dlatego o nich wypaliłem, że to duże owady? I lubią czyste wody, a ja pracowałem nad rzeką Ner – przez kilkadziesiąt lat odbiornikiem ścieków z aglomeracji łódzkiej (jeszcze w latach osiemdziesiątych przekraczając most w Lutomiersku trzeba było zamykać okno w aucie żeby nie podusić się od smrodu rzeki; w maluchu, muszę stwierdzić, niewiele to dawało, tak był szczelny) i spotykałem głównie ochotki i skąposzczety (Chironomidae i Oligocheta). Jak się jakaś błotniarka (ślimak – Lymnaea sp.) albo ośliczka (skorupiak - Asellus sp.) trafiły byłem szczęśliwy jakby Boże Narodzenie przyszło wcześniej.
Tymczasem Boże Narodzenie wcześniej:
    Pogadaliśmy jeszcze chwilę – o owadach wodnych – i dotarliśmy do skrzyżowania, na którym miałem wysiąść.
    - Wiesz co? - stwierdziła moja dobrodziejka, pani hydrobiolog (nie jakaś hydrobiolożka, nie obdzierajmy zawodów z estymy; zresztą wtedy jeszcze nie było hydrobiolożek, to była końcówka czasów gdy mężczyźni byli męscy a kobiety kobiece, nie to co teraz) – Fajnie się gada, podrzucę się do Vindolandy. To tylko kilka mil.
    I niech mi ktoś teraz powie, że nauka o makrozoobentosie nie przydaje się w podróży. Ha! Dobrze, malkontent powie, że dzięki kilku latom studiów zyskałem kilkanaście kilometrów, ale co tam. Tym bardziej, że po przybyciu na miejsce zostałem jeszcze poinformowany gdzie jest kasa biletowa, skąd odjeżdżają busy w stronę Carlisle i Newcastle, i tak dalej. Super sprawa, dziękuję wam, widelnice.
Vindolanda
    A sama Vindolanda? Wspaniała sprawa. Dobra, na pierwszy rzut oka wygląda jak typowe rzymskie pozostałości – a jako, że Rzymianie wszędzie budowali tak samo, to wszystkie są identyczne. Albo niezwykle podobne, i kto jedne zobaczył, widział wszystkie.
Łaźnie Vindolandy
Rzymskie forum na Cyprze
Późnoantyczny kościół nad Morzem Czerwonym w Jordanii
Rzymskie miasto w Konstancy
Rzymska willa w Katalonii
    Technicznie tacy psuje zabawy mają trochę racji. Ale z drugiej strony każde z takich miejsc ma swoją historię – tu w Vindolandzie trwała ona tylko jakieś 350-400 lat, i była tylko rzymska. No, może z jakimś ino niewielkim miejscowym sznytem. Ale taki Londyn powstał na wcześniejszych celtyckich oppidiach, York w Średniowieczu został wikińską twierdzą, a tu – tylko Imperium Romanum. A kiedy archeolodzy dorwali się do miejscowych latryn i wysypisk śmieci... Archeolog, trzeba bowiem to jasno powiedzieć, zajmuje się nie tylko rabunkiem grobowców (choć właśnie przez to każdy chciał zostać Indianą Jonesem). Dużo ciekawsze jest babranie się w antycznych śmieciach i odchodach. Poznajemy wtedy nie tylko dietę dawnych mieszkańców, ale i inne aspekty codziennego życia. W Vindolandzie wydarzyły się do tego dwa procesy – pierwszy to wspomniana pustać osadnicza. Druga to kwaśna, torfowa gleba (obie mogą być ze sobą powiązane). Dzięki temu zachowało się tu cała masa materiału organicznego. Jakieś buty z epoki, stroje, pierdoły – i korespondencja. To najzabawniejsza część. Oto bowiem zesłani na odległą imperialną placówkę żołnierze – i ich rodziny – może i mieszkają w rzymskim mieście (razem z Brytami), ale ewidentnie brakuje im śródziemnomorskiego słońca. Narzekają więc na typową brytyjską pogodę (a trzeba powiedzieć, że wtedy w Europie mamy tak zwane rzymskie optimum klimatyczne, niektórym nigdy się nie dogodzi), czy ohydne miejscowe wino (dziś chyba w Brytanii winorośl nie jest uprawiana, nie jestem pewien; rzeczywiście, lepiej tam smakuje cydr czy inne piwo albo ale).
    - Kochani rodzice, przyślijcie bukłaczka.
    Piękna sprawa.
Uroczy zakątek rekonstrukcyjny w Vindolandzie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Autostopem do Vindolandy

     Jest kilka zasad ułatwiających podróżowanie autostopem. Na przykład należy wyglądać przyjacielsko, schludnie, uśmiechnięto, jednym słow...