Pomiędzy Newcastle a Carlisle
(Njukastl i Ka'ajl – po co używać tylu liter, skoro ich się nie
czyta? Takie rzeczy pozwalają tylko docenić geniusz świętego
Cyryla, Konstantyna z chrztu, twórcy fonetycznej głagolicy)
rozciągał się, co W. Sz. Czytelnik już wie, Wał Hadriana, czyli
rzymskie limes w najdoskonalszej formie.
![]() |
| Panorama Wału Hadriana |
W. Sz. Czytelnik wie
też, że od kilku wpisów podążam ku miejscu, w którym udowodnię,
że studia dzięki którym mogłem zostać ekspertem od
makrozoobentosu były niezwykle potrzebne. I miejscem tym są okolice właśnie Wału Hadriana,
więc epopeja niedługo się skończy. Ale jeszcze chwilka. Bo Wał
Hadriana warty jest szerszej o nim opowieści. Albo – co bardzo
polecam – odwiedzenia. I spaceru przez kilkadziesiąt kilometrów
od Morza Północnego po Irlandzkie. Albo w drugą stronę. Szlak, jak
to na Wyspach Brytyjskich, oznaczony jest nieźle, choć czasem
trzeba pokonywać płotki i murki oddzielające poszczególne
pastwiska.
![]() |
| Szlak turystyczny |
Same umocnienia powstały na rozkaz Hadriana, jednego z
Pięciu Dobrych Cesarzy (w rzeczywistości było ich trochę więcej,
nie wszyscy się też jakoś dobrze zasłużyli), jednego z
najwybitniejszych władców w historii całego Imperium Romanum – w
piku owego świetności. Chodziło tu nie tyle o odgrodzenie ziem
opanowanych przez Rzym od dzikiej Kaledonii (którą Rzymianie pod
dowództwem Agricoli podbili, popatrzyli, i z braku perspektyw bogactw
zostawili) zamieszkałej przez Brytów i Piktów co o unormowanie
stosunków międzynarodowych. Stąd oprócz milecastle (czyli wież
milowych) czy fortów w których stacjonowali legioniści w
fortyfikacjach były też bramy (o jednej z najdziwniejszych już
kiedyś na blogu wspominałem). Wzdłuż muru powstało też
prawdziwe rzymskie miasto – ośrodek handlowy dla barbarzyńców
zza Muru.
![]() |
| Jedna z bram Wału Hadriana |
Napisałem Mur z wielkiej litery, i od razu
przypominała mi się powieść fantasy Niela Gaimana Gwiezdny Pył,
gdzie Mur jest jedną z osi fabularnych (w ekranizacji –
sympatycznej, acz od książki słabszej – De Niro biega w kiecce,
ale wbrew pozorom to jedna z lepszych jego późnych ról) – tak,
Wał Hadriana trafił do popkultury. I do Hollywood – o jednej z
ekranizacji legendy Króla Artura pisałem przy okazji odkryć
archeologicznych w okolicach Bydgoszczy.
![]() |
| Typowy rzymski wisior |
Wkrótce Rzymianie
przesunęli swoje władztwo trochę na północ, gdzie między Edynburgiem a Glasgow Antoninus Pius (inny z Dobrych Cesarzy – jego
panowanie było tak spokojne, że właściwie niewiele o nim wiadomo)
wybudował kolejną linię limes. Mniej imponująca nie zachowała
się w całości, ale jej resztki też wpisano na Listę Dziedzictwa
Ludzkości UNESCO. Wkrótce jednak wrócono na silne fortyfikacje
pierwotnego Wału, i aż do połowy V wieku po Chrystusie, gdy
legiony na dobre opuściły Brytanię, mur spełniał swoją rolę. A
potem, mówiąc kolokwialnie, zarósł. Trochę go rozebrano, trochę
zburzono, ale w dużej mierze okolice pozostały bezludne – co
niezwykle cieszy archeologów: mogą sobie kopać i nie muszą
niczego przy okazji wyburzać.
![]() |
| Efekty prac archeologicznych w Vindolandzie |
Swoją przygodę z Wałem
Hadriana zacząłem właśnie od stanowiska archeologicznego –
dawnego rzymskiego fortu Vercovicum, dziś zwanego Housesteads. Takich
ufortyfikowanych obozów było wzdłuż muru kilka, i kiedy jacyś
nielegalni emigranci Piktowie za bardzo zaczynali hałłakować podle
którejś z bram czy wież warownych z fortu dosyłano posiłki by
nauczyć barbarzyńców moresu. Głównie za pomocą pilum i
gladiusa, acz rzymscy inżynierowie stosowali całe masy maszyn
balistycznych, wobec których mieszkańcy Kaledonii byli mniej więcej
– raczej więcej – bezradni. Trzeba przyznać, że taki system
ochrony granic do dziś się sprawdza – pytaniem otwartym pozostaje
dlaczego Unia E***pejska zakazuje stosowania tegoż.
![]() |
| Pozostałości fortu Housesteads |
Po
obejrzeniu fortu poprawiłem ciężki plecak i radośnie ruszyłem
wzdłuż Wału. Okazało się, że ta część Brytanii jest nieźle
pofałdowana (miejscowi twierdzą, że są to Góry Pennińskie; góry! -
zakrzyknę niczym Gimili opowiadający o Morii) – choć i tak
najtrudniejsze z wielkim plecakiem były ustawiane gdzieniegdzie
drabinki do pokonywania wspominanych już płotów i murków.
![]() |
| Mury, murki, góry, lasy |
Owce
nie były takie groźne, acz dużo bardziej liczne niż ludzie.
Pastwiska pojawiły się tu później niż rzymskie limes, w I i II
wieku po Chrystusie w okolicy dominowały lasy, finalnie wytrzebione
w czasie rewolucji przemysłowej. Drzew pozostało niewiele – a
najsłynniejszym bez wątpienia jest ów klon jawor – sykamora, jak chcą Brytole –
nasadzona podle muru gdzieś z końcem XIX wieku, na której gałęziach
chronił się syn Małego Johna, a gdzie Robin z Locksley w
hollywoodzkim Księciu Złodziei pierwszy raz złoił skórę ludziom
szeryfa. To znaczy: był. Kilka lat temu (zdaje się AD 2023) dwójka ziomeczków, Kumbryjczyków (to ci z okolic Carlisle), bezprawnie drzewo ścięła, wywołując przy tym niemały – choć
raczej lokalny – skandal. Tak, że już nie zobaczycie.
![]() |
| Chlip! |
Spotkać
można za to kilka zamków czy wiosek – owszem, teren przez
kilkaset lat był pusty, ale nie bezludny.
![]() |
| Ruiny zamku Thirlwall i owce |
Jadąc do Carlisle –
bo nie całą drogę pokonałem na własnych stopach – minąłem
nawet jakieś opactwo. Jako, że byłem mocno zmęczony po
nieprzespanej w Newcastle nocy to nie pamiętam, czy było całe, czy
tradycyjnie, jak to na w Anglii, zniszczone przez Henryka VIII
(przechodząc na protestantyzm Tudorowi chodziło nie tylko o
możliwość ciurlania się, ale i przejęcie kościelnych majątków;
w Szkocji opactwa burzyli kalwiniści Johna Knoxa). Mógłbym
sprawdzić na mapie, ale byłoby to niesportowe – skoro
zapomniałem, trudno.
![]() |
| Dom Johna Knoxa w Edynburgu |
Nie będę też ukrywał, że
przemieszczając się wzdłuż Wału Hadriana koniecznie chciałem odwiedzić najbardziej na północ położone rzymskie
miasto. No, ruiny tegoż, czyli Vindolandę. Kursująca wzdłuż
fortyfikacji komunikacja publiczna – z której dwukrotnie
skorzystałem i tak – jakoś czasowo mi nie podpasowywała, więc
ruszyłem, coraz bardziej zmęczony, metodą palce-pięta. Po drodze
starając się złapać autostop.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz