 |
Grobowiec korytarzowy w Borkowicach
|
W każdym razie miejsce – mimo nawet
niezłych oznaczeń (po prostu: mimo oznaczeń) – jest niezbyt
znane. A, bo to trzeba wyjaśnić, chodzi o największy zachowany
kompleks grobowców z tamtego okresu (konkretnie kultura trzciniecka,
trwająca od 1700 do 1300 lat przed narodzeniem Chrystusa, dla niepoznaki zwana też kulturą ceramiki pasmowej) w Polsce
podle wioski Łubna-Jakusy (Łubna, choć nie wiem która jej część,
jest gniazdem rodowym Łubieńskich, dość ważnego rodu swego czasu
w Wielkopolsce). W opowieści o kopcach kujawskich
narzekałem nieco
na dojazd do niektórych stanowisk, tu jest w sumie podobnie. Pokonać
trzeba typową polną drogę, nie zawsze równą – po deszczu
błotnistą, w suszę mocno kurzącą. Zimą nie byłem, ale mniemam,
że nie bywa odśnieżana.
 |
Droga na Niżu Polskim - w zagajniku kurhany
|
Same zaś kurhany – porośnięte
niezbyt zadbanym lasem – są niczym więcej niż starożytnymi
tumulusami. Jakby człowiek nie zachęcał – nie wyglądają
imponująco. Niemniej oprócz połamanej ławeczki, kosza na śmieci
i tablicy informacyjnej aż prosi się wytyczyć po porastającym
cmentarzysko lasku jakąś ścieżkę. Nie wiem, drewnianą kładkę?
I tak, zdaję sobie sprawę, że to licha atrakcja, ale na Zachodzie
potrafią
gorsze (młodsze) rzeczy bardziej promować.
.jpg) |
Infrastruktura na stanowisku archeologicznym
|
Grodzisko
Peel Ring of
Lumphanan jest ogrodzone i zadbane, masa informacji, obrazki,
późne
rokokoko, to w
Małkowie podle
Warty leży w szczerym polu, nie ma
żadnej informacji co to (tu w Łubnej-Jakusach jest przynajmniej
tablica). Nie jest to li tylko kwestia niedoinwestowania polskiej
historii.
 |
Grodzisko koło Lumphanan
|
Kurhany w Łubnej-Jakusach są o tyle ciekawe, że
znalezione w nich artefakty (także
złoto) wskazują na to, że w
epoce brązu lokalsi z kultury trzcinieckiej mieli kontakty z ludami
odległej Kotliny Panońskiej (naukowcy by powiedzieli, że ze społecznościami kultury Otomani-Füzsabony). Swoją drogą z racji używania w
naszej części Europy ino drewna i ziemi do konstrukcji budowli na
powierzchni zachowały się zaledwie promile nieruchomych zabytków.
Reszta tkwi w ziemi (weźmy takie rondele – okrągłe konstrukcje
starsze jeszcze od
żalków kujawskich, mogące być genetycznym
przodkiem angielskich
henge, ze Stonehenge na czele – odkryto ich u
nas kilka, znaczy: śladów po nich; w Niemczech postawiono replikę,
my nie robimy – stety niestety – takich akcji). Albo i nie –
ile takich kurhanów rozorano (
żalków kujawskich było kilkaset,
zostało kilkanaście), ile pól popielicowych zniszczono? Już w
czasach Władysława Jagiełły – pisze Paweł Jasienica za Janem
Długoszem – odkryto pole, które garnki rodzi. Jako kuriozum
pokazywano to zagranicznym posłom. Król rozkazał nawet przebadać
miejsce, ale przyczyny z jakiej ziemia wydaje gliniane dzbany nie
odnaleziono. Dziś wiemy, że było to prehistoryczne cmentarzysko
popielnicowe, a owe garnki były pojemnikami na spopielone szczątki
ludzkie. Po wiekach mogły – i pewnie tak było – te urny służyć
do
kiszenia ogórków czy przechowywania ziarna.
.jpg) |
Kurhan w Łubnej-Jakusach
|
.jpg) |
| Także kurhan, ale inny, kilkaset metrów dalej, a w tle jeszcze jeden |
Ale nie trzeba
aż tak daleko zaglądać w przeszłość. Przecież druga połowa XX
wieku to prawdziwa
hekatomba drewnianych szlacheckich dworków.
Osłabione po rozbiorach i dwóch wojnach konstrukcje za okupacyjnej
władzy ludowej zwyczajnie zgniły i rozpadły się ze starości. Po
dworach murowanych zostały chociaż
sypiące się mury – po
drewnianych, najczęściej modrzewiowych – nie.
 |
Pozostałości murowanego dworu w Brodni
|
Przejechałem
się ostatnio – odwiedzając kurhany w Łubnej-Jakusach – po
okolicy. Plusem jest, że murowane dworki i pałacyki odzyskują
powoli drugie życie.
 |
Dwór Kobierzyckich w Kobierzycku
|
Ba, nawet opisywany przeze mnie
dworek w Zadzimiu jest obecnie w remoncie (dopytywałem się znajomych, nie
wiedzieli jednak na co zostanie przeznaczony). To miłe.
 |
Dwór w Zadzimiu przed remontem
|
Inne
zabytki nie mają niestety tyle szczęścia.
 |
Pałac w Krąkowie - widok sprzed kilku(nastu) lat
|
Kurhany zaś w
Łubnej-Jakusach pozostały nierozorane. To naprawdę wielkie
szczęście. Nawet jeśli nie są zbyt imponującą atrakcją to
jadąc DK12 można na chwilę zboczyć, to tylko kilka minut w jedną
stronę. Ogólnie warto jest zbaczać ze szlaku żeby zobaczyć coś
nowego (nie dotyczy parków narodowych czy innych ścisłych
rezerwatów, tam jak wiadomo ze szlaku zbaczać nie wolno).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz