Tłumacz

16 października 2026

Włodarze i alkohol

    W poprzednim wpisie było o tym, że Amerykanie może i napadną, ale potem przeproszą. Oraz o promocji (znaczy, nie takiej sklepowej).
Amerykański czołg we francuskich barwach, onegdaj szturmujący Alzację
    Było też o Mikołaju Koperniku, ale zostawmy wielkiego polskiego astronoma w spokoju, ponieważ wkraczamy do Niemiec. A dla Niemców to jest Niemiec. Cóż, nie takie rzeczy przez wieki kradli i niszczyli.
Zniszczona przez Niemców warcka synagoga (foto. z arch. I. Ślipka)
    Choćby wspaniałą gotycką cerkiew w Supraślu, wysadzoną przez niemieckich żołnierzy bez najmniejszego powodu.
Rekonstrukcja supraskiej gotyckiej cerkwi obronnej
    Taki to naród poetów, artystów i romantyków. Właśnie ci ostatni na przełomie XVIII i XIX wieku odkryli pewne niewielkie miasteczko we Frankonii, dziś części Bawarii. Dawniej bogate, popadło w nędzę, więc zachowało nie tylko średniowieczny pierścień murów obronnych, ale i tkankę miejską. Rothenburg ob der Tauer.
Rynek w Rothenburgu nad Tauberem
    Cóż. Miasto naprawdę jest ładne, ale żeby robić z niego jakąś romantyczną perłę to trzeba być niemieckim dandysem upitym absyntem (czy czym tam się wtedy odurzano; może bardziej opium niż piołun?). Miasto nie ma nawet żadnej miłosnej legendy (jest o jakimś rajcy, który mocno poświęcał swe finanse pro bono publico, za co trafił do ciupy, gdzie nim go oczyszczono z zarzutów został otruty – nikogo, kto zna oryginalne niemieckie baśnie to nie szokuje; bracia Grimm mocno je odkrwawili). Weźmy takie Plötlein, najsłynniejszy widokówkowy landszaft urokliwej starówki. No szczerze, jakoś spektakularne nie jest.
Plötlein
    Mimo to miasto zostało rozpromowane na tyle, że w XIX i XX wieku tłumnie odwiedzali je zagraniczni turyści w ramach swoistego Grand Tour. A skoro w bedekerach pisano, że miastem należy być zauroczony – to turyści tacy być musieli. Może zresztą szczerze, jak pewien Amerykanin który odwiedził Rothenburg ob der Tauer w dwudziestoleciu międzywojennym. W porównaniu z nowymi i ohydnie wręcz utylitarnymi (nie chcę napisać brzydkimi) miastami Stanów Zjednoczonych Rothenburg jawić się musi jako prawdziwa perła.
Rothenburg od der Tauber
    Amerykanin ten w czasie II Wojny Światowej brał udział w inwazji na III Rzeszę – natarcie szło akurat na kierunku frankońskim. Czując sentyment do Rothenburga przekonał sztabowców by puścić zagony pancerne inną trasą. Miasto ocalało (kurczę, a naród poetów i artystów Niemcy zwiedzający Polskę przed wojną jakoś na to nie nalegali, wręcz przeciwnie, puszczali wojska przez miasto, nawet nie bronione niczym Wieluń; o sowietach nie wspominam, bo szkoda śliny).
Wieluńska gotycka fara pw Świętego Michała - stan po wizycie Niemców w 1939
    Nie pierwszy raz w swojej historii – poprzedni raz, w XVII wieku, nie był może związany z tak zwanym PR, ale był dużo bardziej spektakularny. Mało tego, uczy on nas, że dobrze jeśli miejscy włodarze lubią zaglądać do kieliszka (nie, nie jestem zwolennikiem samorządowców z ramienia tak zwanych ludowców). To znaczy – może niech nie zataczają się na sesjach rady czy innych uroczystościach, ale...
Leżajsk - und alles klar
    Ad rem. W Pradze Czesi wyrzucają na kupę kompostu paru ludzi przez okno, przez co w całej Europie (poza Rzeczpospolitą, Moskwą i Osmanami) wybucha krwawa wojna religijna, która do historii przejdzie jako Wojna Trzydziestoletnia. Jak to nie jest efekt motyla, to ja nie wiem co nim jest.
Złota Praga - miejsce wielu defenestracji, w tym i tej z 1618 roku
    Mniej więcej w połowie wojny pod mury Rothenburga – miasta podówczas protestanckiego – podchodzą wojska katolickie pod dowództwem hrabiego Johannesa de Tilly. Zwyczaje epoki wymagają, że zdobyte miasto zostanie spalone, zrabowane i zgwałcone, niekoniecznie w tej kolejności (stacjonujące na terenie Niemiec cesarskie wojska z Hiszpanii znacznie ubogaciły pulę genową Rzeszy – oto po Wojnie Trzydziestoletniej zaczęli pojawiać się Niemcy o czarnych włosach i równie ciemnych oczach, na początku XVII wieku rzadsi od raroga; obecne zmiany struktury etnicznej na tamtych terenach zachodzą bez wojny w tradycyjnym znaczeniu tego słowa). Rothenburskim mieszczanom taka perspektywa się nie do końca podoba, katolicy mają przewagę. Jako, że region słynie – do dziś – z produkcji czerwonego wina (to zabawne, połowa Frankonii delektuje się winami, druga na potęgę żłopie piwsko) wręczają hrabiemu de Tilly dzban trunku z prośbą o oszczędzenie miasta. Sagan mierzy niecałe 3,5 litra, więc całkiem zacny krater. Książę w przypływie dobrego nastroju mówi: ok. Oszczędzę miasto pod warunkiem – akurat słyszy kurant wybijający godzinę na ratuszowej wieży – że jakiś mieszkaniec Rothenburga ciurkiem wydoi owo naczynie w czasie trwania kurantu. Duszkiem 3,5 litra w siebie wlać może mieć trudność nawet najbardziej zaprawiony bej, czy tam inny łódzki bramin. Tu jednak zgłasza się były burmistrz miasta nazwiskiem Georg Nusch i ku zaskoczeniu wszystkich wlewa w siebie zawartość naczynia. Hrabia Tilly dotrzymuje słowa (co pokazuje, że nawet w takich okrutnych czasach honor miał swoją wagę), miasto ocalało (nie na długo, kilka lat później zrabują je Szwedzi, trenujący przed kradzieżami w czasie Potopu), były burmistrz zmarł (jeśli myślicie, że się rozpuknął po wydojeniu dzbana, to nie: odszedł wiele lat po incydencie, zapewne dalej garując tym razem w blasku sławy) a Meistertrunk trafił do legendy. Co godzinę na rynku pojawiają się postaci hrabiego de Tilly (który dzięki temu też trafił do lokalnego bestiariusza) i pijącego wino burmistrza. Taka atrakcja turystyczna.
Der Meistertrunk - hrabia Titlly i były burmistrz Nusch
    U mnie w mieście Burmistrz jest raczej nie pijący, a winnice w okolicy dopiero powstają, więc w razie ataku jesteśmy bezbronni. Moglibyśmy najwyżej podać najeźdźcy skrzynkę landrynkowych oranżad produkowanych na miejscu. Fakt, całkiem smaczny to napój, ale może mówię tak, bo jestem fanem oranżad.
Oranżada - choć nie z warckiego Unikatu - na turystycznym szlaku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Włodarze i alkohol

     W poprzednim wpisie było o tym, że Amerykanie może i napadną, ale potem przeproszą. Oraz o promocji (znaczy, nie takiej sklepowej). Am...