Tłumacz

25 września 2026

Góra Zyndrama

    Kolejny wpis jest w sumie o miejscu mniej więcej porównywalnym wiekowo z kurhanami w Łubnej-Jakusach (o których było przecież tydzień temu), ale by tam się dostać z centralnej Polski z trasy nie zbaczałem – trzeba było odbyć pełnoprawną, kilkugodzinną wyprawę.
Kurhany w Łubnej-Jakusach
    Chodzi o słynną – głównie wśród archeologów i Teoretyków Starożytnej Astronautyki – Górę Zyndrama, jedyny tej klasy znany obiekt z terenów dzisiejszej Polski. Czyli kamienny mur wprost z Epoki Brązu. W Śródziemnomorzu mówi się o takich mury cyklopowe (a o obwarowanych nimi grodziskach na wzgórzach akropole).
Mury cyklopowe Śródziemnomorza - Epoka Brązu w Knossos na Krecie
    Nasz nie jest tak imponujący, zresztą przez wieki łączony był przez miejscową ludność z postacią średniowiecznego rycerza Zyndrama z Maszkowic (herbu – nomen omen, o czym później – Słońce): miał być ów mur pozostałością po zamku możnowładcy. Służył też ów kamienny suchy (znaczy – bez zaprawy wznoszony) mur za rezerwuar materiałów budowlanych, co właściwie nie jest niczym niezwykłym. Kamienie z Góry Zyndrama posłużyć miały do konstrukcji kościoła parafialnego w pobliskim Łącku, miejscu ważnym na kulinarnej mapie kraju.
Kościół parafialny w Łącku, możliwe, że zawierający w swych murach fragmenty muru z Maszkowic
    Proboszcz łąckiej parafii miał – znów według podań, tak zbudowany jest cały świat przecież – w ramach pokuty kazać miejscowej młodzieży za grzeszki i grzechy sadzić śliwy i jabłonie. A że w górskiej kotlinie mikroklimat dla sadów okazał się idealny, drzewka rozwinęły się wspaniale, i galancie rok w rok obradzały owocami. Których przecież się nie przeje. Miejscowi, nauczeni darów Bożych nie marnować, przerabiali nadmiar owoców na bimber. I tak powstała łącka śliwowica, produkt regionalny, przez dziesiątki lat pędzona nielegalnie na pohybel państwowemu monopolowi spirytusowemu. Dziś już wolno (choć i tak jest masa obostrzeń – trudno powiedzieć czy to pozostałość po komunie, czy nadgorliwość nowej, e***pejskiej nomenklatury).
Łącka śliwowica in spe
    Ale zostawmy alkoholizm Autora lokalne trunki, tylko jedźmy z Łącka do Maszkowic – na Górę Zyndrama da się podjechać autem, choć jest wąsko i stromo. Na stanowisko archeologiczne na szczęście nie – trzeba się kawałek przejść po szczytowym plateau. Mija się niewielki pomnik, nieco usyfione miejsce na ognisko i wchodzi się na teren grodziska vel akropolu – dawnym wejściem północnym.
Góra Zyndrama
    Cyklopowy mur miał oryginalnie jakoś ćwierć kilometra, dziś zachowało się go nieco mniej, ale nie otaczał całej osady przybyszów z Południa. Archeolodzy bowiem przebadali już część stanowiska, i stwierdzili, że wioskę założyli goście z Panonii – wtedy jeszcze Panonią nie będącą – z kultury Otomani-Füzesabony. Domyślają się, że była to odległa placówka mająca kontrolować handel dalekobieżny z Północą. Chodziło pewnie o bursztyn, a może krzemień pasiasty. Wytwory ludu tej kultury znaleziono w kurhanach w Łubnej-Jakusach, ale także w Trzcinicy, słynnej Karpackiej Troi (jedna z faz konstrukcji tego grodziska ma być efektem pracy ludu Otomani-Füzesabony; śladu homeryckich pojedynków ani nolanowskich Negroidów nie stwierdzono).
Brama Północna
    Sam mur częściowo został zrekonstruowany, częściowo zaś tylko przez naukowców odkopany.
Pozostałości muru cyklopowego
    Najciekawszym punktem jest (ha, nie bez przyczyny wspominałem o Teoretykach Starożytnej Astronautyki) jest tak zwana Brama Wschodnia.
Brama Wschodnia
    Okazało się, że w sumie funkcjonowała ona tylko w najstarszej fazie istnienia osady, potem ją zamurowano (skoro mur suchy, bez zaprawy, to zastawiono kamieniami). Służyć też miała podobno nie do komunikacji, a obserwacjom astronomicznym. Konkretnie zaś wschodu Słońca. Zresztą niedaleko znaleziono różnego rodzaju artefakty, figurki, tradycyjnie przez archeologów klasyfikowane jako obiekty o znaczeniu kultowym.
Rekonstrukcja Bramy Wschodniej
    Zabawne, że Zyndram z Maszkowic – rodem z Niemiec, choć przecież rycerz polski, pod Grunwaldem walczył w pierwszej linii w chorągwi krakowskiej, na swym wiekopomnym obrazie umieścił do mistrz Jan Matejko – w herbie miał właśnie to ciało astralne. Nie ma przypadków, są znaki (między innymi tak wycyrklowałem, by wpis ukazał się na blogu w okolicach cyklicznego zjawiska astronomicznego jakim jest jesienne ekwinokcjum, w języku gminu znane jako równonoc; idzie jesień).
Zyndram z Maszkowic na robocie
    Po co górozyndramscy osadnicy zadali sobie tyle trudu by obserwować raz w roku – o ile mnie pamięć nie myli, w letnie solstycjum – wschód Słońca przez swoją furtkę? W sumie nie wiadomo – i raczej nigdy się tego nie dowiemy. Można ekstrapolować, że miało to jakiś związek z rzeczami eschatologicznymi, w końcu od tysięcy lat najsolidniejsze konstrukcje wznoszono ad maiorem gloria Dei.
Maszkowicki akropol
    A ruch ciał astralnych po niebie – i dziennym, i nocnym – interesował Ludzkość od zawsze, dopiero Galileusz popsuł przy pomocy lunety całą z obserwacji przyjemność, obdzierając ją z magicznej – boskiej – otoczki.
Zjawisko astronomiczne
    Czy natomiast na Górę Zyndrama warto się wybrać? Odpowiem tak: jazda przez całą Polskę do Maszkowic jest delikatnym przejawem fanatyzmu (ale czego się nie robi dla W. Sz. Czytelników, bułgarską Solnicatę też pro bono publico odwiedziłem, liczne przygody po drodze mając), ale jeśli się jest w okolicy (niekoniecznie li tylko by w Łącku kupić lokalny zajzajer) to warto. Jest to bowiem naprawdę ewenement jeśli chodzi o konstrukcje z Epoki Brązu na północ od Karpat. A w przesilenie letnie można sobie nawet poobserwować wschód Słońca przez zrekonstruowaną Bramę Wschodnią.
Prace archeologiczne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Góra Zyndrama

     Kolejny wpis jest w sumie o miejscu mniej więcej porównywalnym wiekowo z kurhanami w Łubnej-Jakusach (o których było przecież tydzień t...