Chodzi o słynną –
głównie wśród
archeologów i
Teoretyków Starożytnej Astronautyki – Górę Zyndrama, jedyny tej klasy znany obiekt z
terenów dzisiejszej
Polski. Czyli kamienny mur wprost z Epoki Brązu.
W Śródziemnomorzu mówi się o takich mury cyklopowe (a o obwarowanych nimi grodziskach na wzgórzach akropole).
 |
Mury cyklopowe Śródziemnomorza - Epoka Brązu w Knossos na Krecie
|
Nasz nie
jest tak imponujący, zresztą przez wieki łączony był przez
miejscową ludność z postacią średniowiecznego rycerza Zyndrama z
Maszkowic (herbu – nomen omen, o czym później – Słońce): miał
być ów mur pozostałością po zamku możnowładcy. Służył też
ów kamienny suchy (znaczy – bez zaprawy wznoszony) mur za
rezerwuar materiałów budowlanych, co właściwie nie jest niczym
niezwykłym. Kamienie z Góry Zyndrama posłużyć miały do
konstrukcji kościoła parafialnego w pobliskim Łącku, miejscu
ważnym na kulinarnej mapie kraju.
 |
Kościół parafialny w Łącku, możliwe, że zawierający w swych murach fragmenty muru z Maszkowic
|
Proboszcz łąckiej parafii
miał – znów według podań, tak zbudowany jest cały świat
przecież – w ramach pokuty kazać miejscowej młodzieży za
grzeszki i grzechy sadzić śliwy i
jabłonie. A że w górskiej
kotlinie mikroklimat dla sadów okazał się idealny, drzewka
rozwinęły się wspaniale, i galancie rok w rok obradzały owocami.
Których przecież się nie przeje. Miejscowi, nauczeni darów Bożych
nie marnować, przerabiali nadmiar owoców na
bimber. I tak powstała
łącka śliwowica, produkt regionalny, przez dziesiątki lat pędzona
nielegalnie na pohybel państwowemu monopolowi spirytusowemu. Dziś
już wolno (choć i tak jest masa obostrzeń – trudno powiedzieć
czy to pozostałość po komunie, czy nadgorliwość nowej,
e***pejskiej nomenklatury).
 |
Łącka śliwowica in spe
|
Ale zostawmy
alkoholizm Autora
lokalne trunki, tylko jedźmy z Łącka do Maszkowic – na Górę
Zyndrama da się podjechać autem, choć jest wąsko i stromo. Na
stanowisko archeologiczne na szczęście nie – trzeba się kawałek
przejść po szczytowym plateau. Mija się niewielki pomnik, nieco
usyfione miejsce na ognisko i wchodzi się na teren grodziska
vel akropolu –
dawnym wejściem północnym.
 |
Góra Zyndrama
|
Cyklopowy mur miał oryginalnie
jakoś ćwierć kilometra, dziś zachowało się go nieco mniej, ale
nie otaczał całej osady przybyszów z Południa. Archeolodzy bowiem
przebadali już część stanowiska, i stwierdzili, że wioskę
założyli goście z Panonii – wtedy jeszcze Panonią nie będącą
– z kultury Otomani-Füzesabony. Domyślają się, że była to odległa
placówka mająca kontrolować handel dalekobieżny z Północą.
Chodziło pewnie o
bursztyn, a może krzemień pasiasty. Wytwory ludu
tej kultury znaleziono w kurhanach w Łubnej-Jakusach, ale także w
Trzcinicy, słynnej Karpackiej Troi (jedna z faz konstrukcji tego
grodziska ma być efektem pracy ludu Otomani-Füzesabony; śladu homeryckich
pojedynków ani nolanowskich Negroidów nie stwierdzono).
 |
Brama Północna
|
Sam mur
częściowo został zrekonstruowany, częściowo zaś tylko przez
naukowców odkopany.
 |
Pozostałości muru cyklopowego
|
 |
Brama Wschodnia
|
Okazało się, że w sumie
funkcjonowała ona tylko w najstarszej fazie istnienia osady, potem
ją zamurowano (skoro mur suchy, bez zaprawy, to zastawiono kamieniami). Służyć
też miała podobno nie do komunikacji, a obserwacjom astronomicznym.
Konkretnie zaś wschodu Słońca. Zresztą niedaleko znaleziono różnego rodzaju artefakty, figurki, tradycyjnie przez
archeologów klasyfikowane jako obiekty o znaczeniu kultowym.
 |
Rekonstrukcja Bramy Wschodniej
|
Zabawne, że Zyndram z
Maszkowic – rodem z Niemiec, choć przecież rycerz polski,
pod
Grunwaldem walczył w pierwszej linii w chorągwi krakowskiej, na
swym wiekopomnym obrazie umieścił do mistrz Jan Matejko – w
herbie miał właśnie to ciało astralne. Nie ma przypadków, są
znaki (między innymi tak wycyrklowałem, by wpis ukazał się na
blogu w okolicach cyklicznego zjawiska astronomicznego jakim jest
jesienne ekwinokcjum, w języku gminu znane jako równonoc; idzie
jesień).
 |
Zyndram z Maszkowic na robocie
|
Po co górozyndramscy osadnicy zadali sobie tyle trudu
by obserwować raz w roku – o ile mnie pamięć nie myli, w letnie solstycjum – wschód Słońca
przez swoją furtkę? W sumie nie wiadomo – i raczej nigdy się
tego nie dowiemy. Można ekstrapolować, że miało to jakiś związek
z rzeczami eschatologicznymi, w końcu od tysięcy lat
najsolidniejsze konstrukcje wznoszono
ad maiorem gloria Dei.
 |
Maszkowicki akropol
|
A
ruch ciał astralnych po niebie – i dziennym, i nocnym –
interesował Ludzkość od zawsze, dopiero Galileusz popsuł przy
pomocy
lunety całą z obserwacji przyjemność,
obdzierając ją z
magicznej – boskiej – otoczki.
 |
Zjawisko astronomiczne
|
Czy natomiast na Górę
Zyndrama warto się wybrać? Odpowiem tak: jazda przez całą Polskę
do Maszkowic jest delikatnym przejawem fanatyzmu (ale czego się nie
robi dla W. Sz. Czytelników, bułgarską
Solnicatę też
pro bono publico odwiedziłem, liczne
przygody po drodze
mając), ale jeśli się jest w okolicy
(niekoniecznie li tylko by w Łącku kupić lokalny zajzajer) to
warto. Jest to bowiem naprawdę ewenement jeśli chodzi o konstrukcje
z Epoki Brązu na północ od Karpat. A w przesilenie letnie można
sobie nawet poobserwować wschód Słońca przez zrekonstruowaną
Bramę Wschodnią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz