Tłumacz

6 listopada 2026

Tum

    Jak wspomniałem w poprzednim wpisie (może nie dosłownie, bo jednak nie jest to świetlista gotycka konstrukcja, a solidna i zwarta – choć olbrzymia) perłą nad Bambergiem górującą jest wspaniała romańska katedra cesarska. Konstrukcje takie koncepcyjnie łączyły władzę duchowną i świecką, zapewniając dla obu tych filarów średniowiecznego społeczeństwa godne – i równoważne w sumie – miejsce.
Katedra w Bambergu
    Kto jednak nie chce – bądź nie może – odwiedzać niemieckojęzycznej ekumeny, a chciałby taką konstrukcję zobaczyć wcale nie musi za Odrę czy inną Nysę Łużycką jechać. Ot, przepiękna taka romańska konstrukcja (mniejsza co prawda od bamberskiego chramu, a i z czterech wież dwie ino takie pełnoprawne są) znajduje się w samym centrum współczesnej Polski. Dla niewtajemniczonych: chodzi o od niedawna znów miasto Piątek, w którym kartografowie czy inni geodeci chcą widzieć geograficzny (czy tam geometryczny) środek naszego kraju. Położony na piąteckim rynku pomnik co prawda nie znajduje się w tym miejscu (leży ono u chłopa na podpiątkowskim polu, ale gospodarz jakoś nie zgodził się na postawienie mu monumentu), ale jest to jakaś atrakcja. Mierniczy nie uwzględnili oczywiście ziem ukradzionych w czasie zdrady w Jałcie. Ale dość o Piątku (niedaleko jest też Sobota), chodzi wszak o wzorowany na cesarskich katedrach kościół – mianowicie o archikolegiatę w podłęczyckim Tumie.
Kolegiata w Tumie
    Samo słowo tum to przecież spolszczone Dom, po niemiecku oznaczające katedrę (z łaciny domus – po naszemu dom), acz kolegiata katedrą nigdy nie była. Ufundowana przez Salomeę z Bergu (druga żona Bolesława Krzywoustego – podobno jej konflikt z małżonką pasierba, Władysława Wygnańca, Agnieszką Babenberg - z tych Babenbergów z Austrii, co to ułapili Ryszarda Lwie Serce; stryjna Leopolda V - nie pomógł w załagodzeniu sporów początku okresu rozbicia dzielnicowego; ot, niemieckie baby się pobiły) na miejscu dawnego opactwa benedyktyńskiego z miejsca stała się jedną z najważniejszych polskich świątyń. Nie dość, że leżała – podobnie jak dziś – w centrum ziem piastowskich, to obok znajdował się potężny łęczycki gród, rozbudowywany w tamtym czasie przez juniorów na – przynajmniej kilkadziesiąt lat temu chodziły po narodzie takie koncepcje – główną swoją stolicę (senior siedział w Krakowie – formalnej stolicy Polski). Może stąd ta architektoniczna koncepcja dwuwładzy? Kto to wie (możliwe, że księżna Salomea, pani Księstwa Łęczyckiego, wiedziała, ale ta od ponad 800 lat już nie żyje).
Szwedzka Góra - łęczycki gród
    Finalnie sprawa się rypła (o ile w ogóle była rozważana), i jakiś czas potem Łęczyca przeniosła się na drugą stronę Bzury, gdzie powstało otoczone murami i okraszone zamkiem nowoczesne średniowieczne miasto, stolica Ziemi Łęczyckiej. Ale kolegiata przetrwała, i dalej była miejscem synodów – znaczy się zjazdów i konferencji – polskiego Kościoła Katolickiego. Podejmowano tam istotne z punktu widzenia chrześcijaństwa w naszym kraju decyzje, ale dla opowieści o kolegiacie w Tumie jest to w sumie nieistotne – kto chce, to sobie informacji poszuka.
Rynek w Łęczycy
    A szukając ich może znajdzie też odpowiedź jak to możliwe, że na tej naszej umęczonej najazdami ziemi zachował się tak znaczny romański zabytek (grodzisko – dziś zamienione w muzeum i ciutkę zrekonstruowane – zwie się Szwedzką Górą: widać podczas tego najtragiczniejszego pod względem strat najazdu na Rzeczpospolitą północni okupanci miejsce zajęli). Jak to możliwe, że – był to ważny kościół, nie jakieś zapomniane świątynko – nie zbarokizowano w okresie największej potęgi Rzplitej?
Polski barok
    Spokojnie. Oczywiście, że zbarokizowano. Ale w pewnym momencie zdebarokizowano. Odpowiedzialni za to byli – bo kto inny – Niemcy naziści nie wiadomo kto. Oto Wrzesień '39 w okolicy – jesteśmy, przypominam, nad Bzurą – to dwa tygodnie ostrych walk między germańskim najeźdźcą a naszą Armią Poznań (z dodatkiem Armii Pomorze). Potężna kolegiata do dziś jest dominantą nad rozlewiskami doliny Bzury (i nieodległego Neru, rzeki, jak wspominałem, nieco mi bliskiej) – w czasie walk wieże kościoła obsadzili niemieccy obserwatorzy kierujący ogniem wrażej artylerii. Nasi zdjęli to gniazdo dość dokładnie, a następne lata na pewno nie poprawiły stanu ruin. W 1947 pojawiła się nawet koncepcja rozebrania resztek murów. Na szczęście upadła – a świątynię postanowiono odbudować w jej pierwotnym stanie – wszak mimo złego stanu ścian coś tam się zachowało (przetrwały nawet malowidła). Nie jest to więc budowla sztuczna jak warszawskie Stare Miasto, niemniej nie można powiedzieć, że jest w stu procentach oryginalna.
Kopia zniszczonej przez Niemców Warszawy - wpisana na listę UNESCO
    Ale przetrwała. Archikolegiacie nie dali rady Niemcy czy komuniści (tylko w XX wieku – wcześniej Krzyżacy, Tatarzy, Litwini, Szwedzi i inni różnej maści awanturnicy), ani nawet Diabeł Boruta – lokalny mityczny złol. O którym chyba zrobię wpis; w końcu o diabołach z odległych krain na blogu było, a nie może być tak, że cudze chwalicie, a swego nie znacie.
El Tijo - zagraniczny diaboł
    Nie ukrywam, że Archikolegiata – i ów diabeł – to akurat dwie rzeczy, jakich Księstwo Sieradzkie może Księstwu Łęczyskiemu zazdrościć. O! Zanim więc będzie o Borucie (nie chodzi oczywiście o klub sportowy ze Zgierza, ani tak samo zwące się zagłady chemiczne zajmujące się barwieniem tkanin; w zależności od koloru produkcji takiej barwy płynęła woda w Bzurze – wszystkich pseudoekologów uspokajam, dziś już nie płynie, zakłady zostały zniszczone, podobnie jak cały przemysł tekstylny regionu) porównam sobie na blogu dwie sąsiednie stolice, najbardziej (a przynajmniej najdłużej takimi będących) polskich ziem.
Zamek w Sieradzu
Zamek w Łęczycy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najchętniej czytane

Tum

     Jak wspomniałem w poprzednim wpisie (może nie dosłownie, bo jednak nie jest to świetlista gotycka konstrukcja, a solidna i zwarta – ch...