Kto
jednak nie chce – bądź nie może – odwiedzać
niemieckojęzycznej ekumeny, a chciałby taką konstrukcję zobaczyć
wcale nie musi za Odrę czy inną Nysę Łużycką jechać. Ot, przepiękna taka
romańska konstrukcja (mniejsza co prawda od bamberskiego chramu, a i
z czterech wież dwie ino takie pełnoprawne są) znajduje się w
samym centrum współczesnej
Polski. Dla niewtajemniczonych: chodzi o
od niedawna znów miasto Piątek, w którym kartografowie czy inni
geodeci chcą widzieć geograficzny (czy tam geometryczny) środek
naszego kraju. Położony na piąteckim rynku pomnik co prawda nie
znajduje się w tym miejscu (leży ono u chłopa na podpiątkowskim
polu, ale gospodarz jakoś nie zgodził się na postawienie mu
monumentu), ale jest to jakaś atrakcja. Mierniczy nie uwzględnili
oczywiście ziem ukradzionych w czasie zdrady w Jałcie. Ale dość
o Piątku (niedaleko jest też Sobota), chodzi wszak o wzorowany na
cesarskich katedrach kościół – mianowicie o archikolegiatę w
podłęczyckim Tumie.
 |
Kolegiata w Tumie
|
Samo słowo tum to przecież spolszczone
Dom, po niemiecku oznaczające katedrę (z łaciny
domus – po
naszemu dom), acz kolegiata katedrą nigdy nie była. Ufundowana
przez Salomeę z Bergu (druga żona Bolesława Krzywoustego –
podobno jej konflikt z małżonką pasierba, Władysława Wygnańca,
Agnieszką Babenberg - z tych
Babenbergów z Austrii, co to
ułapili Ryszarda Lwie Serce; stryjna Leopolda V - nie pomógł w załagodzeniu sporów początku okresu
rozbicia dzielnicowego; ot, niemieckie baby się pobiły) na miejscu
dawnego opactwa benedyktyńskiego z miejsca stała się jedną z
najważniejszych polskich świątyń. Nie dość, że leżała –
podobnie jak dziś – w centrum ziem piastowskich, to obok znajdował
się potężny łęczycki gród, rozbudowywany w tamtym czasie przez
juniorów na – przynajmniej kilkadziesiąt lat temu chodziły po
narodzie takie koncepcje – główną swoją stolicę (senior
siedział w Krakowie – formalnej stolicy Polski). Może stąd ta
architektoniczna koncepcja dwuwładzy? Kto to wie (możliwe, że
księżna Salomea, pani Księstwa Łęczyckiego, wiedziała, ale ta
od ponad 800 lat już nie żyje).
 |
Szwedzka Góra - łęczycki gród
|
Finalnie sprawa się rypła (o
ile w ogóle była rozważana), i jakiś czas potem Łęczyca
przeniosła się na drugą stronę Bzury, gdzie powstało otoczone
murami i okraszone zamkiem nowoczesne średniowieczne miasto, stolica
Ziemi Łęczyckiej. Ale kolegiata przetrwała, i dalej była miejscem
synodów – znaczy się zjazdów i konferencji – polskiego
Kościoła Katolickiego. Podejmowano tam istotne z punktu widzenia
chrześcijaństwa w naszym kraju decyzje, ale dla opowieści o
kolegiacie w Tumie jest to w sumie nieistotne – kto chce, to sobie
informacji poszuka.
 |
Rynek w Łęczycy
|
A szukając ich może znajdzie też odpowiedź
jak to możliwe, że na tej naszej umęczonej najazdami ziemi
zachował się tak znaczny romański zabytek (grodzisko – dziś
zamienione w muzeum i ciutkę zrekonstruowane – zwie się Szwedzką
Górą: widać podczas tego najtragiczniejszego pod względem strat
najazdu na Rzeczpospolitą północni okupanci miejsce zajęli).
Jak to możliwe, że – był to ważny kościół, nie jakieś
zapomniane świątynko – nie zbarokizowano w okresie największej
potęgi Rzplitej?
 |
Polski barok
|
Spokojnie. Oczywiście, że zbarokizowano. Ale
w pewnym momencie zdebarokizowano. Odpowiedzialni za to byli – bo
kto inny –
Niemcy naziści nie wiadomo kto. Oto Wrzesień '39 w
okolicy – jesteśmy, przypominam, nad Bzurą – to dwa tygodnie
ostrych walk między germańskim najeźdźcą a naszą Armią Poznań
(z dodatkiem Armii Pomorze). Potężna kolegiata do dziś jest
dominantą nad rozlewiskami doliny Bzury (i nieodległego Neru,
rzeki, jak
wspominałem, nieco mi bliskiej) – w czasie walk wieże
kościoła obsadzili niemieccy obserwatorzy kierujący ogniem wrażej
artylerii. Nasi zdjęli to gniazdo dość dokładnie, a następne
lata na pewno nie poprawiły stanu ruin. W 1947 pojawiła się nawet
koncepcja
rozebrania resztek murów. Na szczęście upadła – a
świątynię postanowiono odbudować w jej pierwotnym stanie –
wszak mimo złego stanu ścian coś tam się zachowało (przetrwały
nawet malowidła). Nie jest to więc budowla sztuczna jak warszawskie
Stare Miasto, niemniej nie można powiedzieć, że jest w stu
procentach oryginalna.
 |
Kopia zniszczonej przez Niemców Warszawy - wpisana na listę UNESCO
|
Ale przetrwała. Archikolegiacie nie dali
rady Niemcy czy
komuniści (tylko w XX wieku – wcześniej Krzyżacy,
Tatarzy, Litwini, Szwedzi i inni różnej maści awanturnicy), ani
nawet Diabeł Boruta – lokalny mityczny złol. O którym chyba
zrobię wpis; w końcu o
diabołach z odległych krain
na blogu było,
a nie może być tak, że cudze chwalicie, a swego nie znacie.
Nie
ukrywam, że Archikolegiata – i ów diabeł – to akurat dwie
rzeczy, jakich
Księstwo Sieradzkie może Księstwu Łęczyskiemu
zazdrościć. O! Zanim więc będzie o Borucie (nie chodzi oczywiście
o klub sportowy ze
Zgierza, ani tak samo zwące się zagłady
chemiczne zajmujące się barwieniem tkanin; w zależności od koloru
produkcji takiej barwy płynęła woda w Bzurze – wszystkich
pseudoekologów uspokajam, dziś już nie płynie, zakłady zostały
zniszczone, podobnie jak cały przemysł tekstylny regionu) porównam
sobie na blogu dwie sąsiednie stolice, najbardziej (a przynajmniej
najdłużej takimi będących) polskich ziem.
 |
| Zamek w Łęczycy |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz