Trudno powiedzieć, czy obecnie wojen
jest więcej niż dawniej – na pewno w związku z globalizacją
dużo więcej i lepiej o nich słyszymy. Dobra, z tym "lepiej"
to kontrowersyjne było, rozwój mass-mediów powoduje, że szeroko
dostępna jest dezinformacja. Jak śpiewał Salon Niezależnych: świeże
groby zawsze wzruszą, niezależnie gdzie kopane; gdy porosną
wyjdzie na jaw kto szczuł i co było grane. A że pauperyzacja
umysłowa przestrzeni publicznej następuje w postępie geometrycznym
górę w ocenie biorą emocje, nie rozum. Stąd współczesne wojny
muszą ostygnąć, by można było stwierdzić kto judził, a kto
mordował. Z tym, że wtedy nie interesuje to już nikogo. Smutne.
| Bliskowschodnia pustynia |
W
każdym razie: wojen ci u nas dostatek. Ale o nich nie będę pisał,
nie jestem ekspertem od spraw bliskowschodnich (choć kiedyś tam te
okolice odwiedzałem, było o tym na blogu, także chyba o
konfliktach). O innym aspekcie bieżących wydarzeń chcę wspomnieć,
będącym pro maior pars konsekwencją wspomnianej przed chwilą
pauperyzacji umysłowej przestrzeni publicznej. Chodzi mianowicie o
tak zwanych celebrytów (co to w ogóle za słowo? Bycie znanym z
tego, że jest się znanym? Wieniawa, spełniający wszystkie warunki
tej profesji był poetą, żołnierzem i lekarzem, a nie
influencerem, o mores o tempora). Otóż te nie reprezentujące
wiele sobą persony za cel swoich wojaży obrały sobie Dubaj –
jeden z wyrosłych na ropie naftowej arabski emirat. Czemu to zrobili
– nie wiem. Aczkolwiek się domyślam. Oto tamtejsi szejkowie sporo
petrodolarów władowali w uczynienie z tego sztucznego, bo
zbudowanego na pustyni miasta celem dla influencerów. Podobno całkiem
sporo płacą za promocję. Ich sąsiedzi z innych emiratów także
mocno się promują – choćby Abu Zabi (albo Katar z tymi
przekupionymi Mistrzostwami Świata w piłkę nożną). Do tego oba
nowe miasta zostały hubami przesiadkowymi, jednymi z najważniejszych
w tamtej części świata (sam zresztą miałem okazję z nich
korzystać). Potomkowie pustynnych beduinów to jednak całkiem
obrotni ludzie.
![]() |
| Abu Zabi - miasto fatamorgana |
A że mają pieniądze, to całe miasta skrzą
się od blichtru. Takiego w najgorszym wydaniu, bo niezwykle – jak
powiedziałaby moja śp Babcia – cygańskiego. Może on zauroczyć
tylko jakieś zakompleksione osoby – czyli naszych celebrytów (no,
nie tylko naszych, ale inostrańcy mnie nie obchodzą). Owszem, nasi
influencerzy (podobnie jak szejkowie znad Zatoki) jeżdżą pokazywać
się w miejsca, gdzie bogactwo jest solidne i okrzepłe, do Monte Carlo czy Saint Tropez, ale przesiadują w Dubaju, Czemu? Bo jest
taniej (i to sporo mówi o naszych współczesnych bananowcach).
![]() |
| Monte Carlo |
Z
racji położenia Zatoka Perska znalazła się niejako na linii
frontu między dwoma bliskowschodnimi reżimami, Tu i tam gruchnęły
też – głównie na zagraniczne bazy wojskowe – bomby. I nasi
patologiczni celebryci podnieśli larum: że nie mają jak wrócić
do kraju. Cóż. Otumanieni szejkową propagandą i zwabieni
pazłotkami polecieli w niezbyt stabilny rejon Świata. Od wielu miesięcy nasze MSZ ostrzegało przed podróżami po krajach regionu:
do Syrii, Palestyny czy innych tamtejszych tworów doszedł ostatnio
Iran. No ale kto by słuchał jakichś informacji, interesował się
Światem, jak może zdobyć kilka dukatów za polubienia pod postem
opublikowanym na dubajskim balkonie? No a teraz lament.
| Dzień jak co dzień na Zachodnim Brzegu |
Kilka lat
temu znalazłem się w podobnej sytuacji (to znaczny: mnie nie
zależało na lajkach), o czym przecież pisałem na blogu. Mimo
pełzającej paniki koronawirusowej poleciałem do Ameryki Południowej, do Peru i Ekwadoru – w efekcie tego utknąłem na
kilka tygodni na tropikalnej plaży, aresztowało mnie lokalne wojsko
i z nudów wypiłem morze rumu. W końcu nasze służby konsularne,
mimo strasznych trudności, zorganizowały – we współpracy z
ministerstwem i na szczęście nie sprywatyzowanym narodowym
przewoźnikiem lotniczym – najpierw zbiórkę Polaków w Limie,
potem powrót do domu (zabraliśmy też i kilkoro przedstawicieli
dość roszczeniowego sąsiedniego narodu).
![]() |
| Miejsce uwięzienia Autora |
Tak, wiem, sytuacja
jest tu zgoła inna, bo służby konsularne i MSZ podobno niezbyt się
przejęły swoją rolą – ale jest to efekt występujących co
jakiś czas w demokracji wyborów, w części też naszych
celebrytów, dość tłumnie zresztą hałłakujących za rządzącą
obecnie opcją. Cóż, cytując klasyka można rzec, że ja im wójta
nie wybierałem (oni mi tak, ale to inna historia). W każdym razie:
w moim wypadku państwo zadziałało. Do tego ja nie robiłem z tego
powodu medialnej afery. Ot – wepchnąłem się z własnej i
nieprzymuszonej woli w kabałę, trzeba było potem wypić to rozlane
mleko (czy jak tam to przysłowie brzmi, zresztą na pochyłe drzewo
to i Salomon – żeby pozostać na Bliskim Wschodzie – nie
naleje). Także finansowo.
| Zbrodniarz, ale i gwarant stabilizacji, gdzieś na ulicy bliskowschodniego miasta |
I teraz ludzie – skrajnie
nieodpowiedzialni, a możliwe, że zwyczajnie głupi – robią raban
i grają na emocjach, że są uwięzieni, miast ponosić
konsekwencje swoich wyborów z godnością. Niechże się W. Sz,
Czytelnik na to nie da złapać. I niech pamięta, że każda akcja
ma swoje konsekwencje, o czym w tym szalonym konsumpcyjnym Świecie
zapominamy. Albo do takiego zapomnienia zmuszani jesteśmy.
A. Żeby tak nie porzucać tematu Cypru, jaki właśnie jest na blogu (bo ten wpis jest okazjonalny), to rakiety trafiły też w jedną z brytyjskich baz na Wyspie Afrodyty.
A. Żeby tak nie porzucać tematu Cypru, jaki właśnie jest na blogu (bo ten wpis jest okazjonalny), to rakiety trafiły też w jedną z brytyjskich baz na Wyspie Afrodyty.


