Jak wspominałem w poprzednim wpisie,
mamy w Polsce, na Podkarpaciu, prawdziwe obserwatorium astronomiczne
sprzed 3,5 tysiąca lat.
| Góra Zyndrama |
Bądźmy szczerzy – do obserwacji
pozornego ruchu Słońca po widnokręgu wystarczy wbity w ziemię
kijaszek, gnomon, i drugi, którym na piasku zaznacza się długość
cienia owego patyszka. Nie zmienia to jednak faktu, że w pewnym
momencie Ludzkość zaczęła delikatnie ów kijaszek
modyfikować.
![]() |
| Dość solidnej konstrukcji gnomon w Machu Picchu - Intihuatana |
Czasem wykorzystywano do obserwacji naturalne
ukształtowanie terenu, jak w Kokino w Macedonii.
| Obserwatorium w Kokino |
Czasem budowano
niezwykle skomplikowane struktury, jak opisywane kiedyś przeze mnie
na blogu, a nadal nie odkryte przez Teoretyków Starożytnej
Astronautyki, stanowisko archeologiczne Chankillo w peruwiańskiej
Casmie.
| Chankillo w Casmie |
A inne ciała niebieskie? Fakt, widoczne głównie w
nocy, ale też obserwowane z olbrzymią zaciętością. Tak jest
zresztą do dzisiaj, może to element pareidolii, że dostrzegamy
elementy astronomiczne wszędzie gdzie się da. Od linii Ley po nasze
kamienne kręgi w Odrach. Będąc na miejscu znaleźć można opis
mapy gwiezdnej jaką tworzą gockie kręgi i kurhany, podczas gdy
obecne ustawienie tamtejszych kamieni to efekt XIX-wiecznych badań i
rekonstrukcji budowli. Ta wiara w astrologię mówi o Ludzkości
więcej niż niejedna gruba naukowa książka.
![]() |
| Kamienne kręgi w Odrach |
Co zaś się
nocnego nieba tyczy – to wspaniałą miałem z nim przygodę na
Południowej Półkuli. Już nie pamiętam, gdzie to było, w dżungli,
Andach, czy – to najbardziej prawdopodobna opcja – na pustyni. W
każdym z tych miejsc nie było zanieczyszczenia nocnego nieba
światłem, ale ta pustynia najbardziej mi tu pasuje. Kiedy zrobiło
się już zimno, opadł pył i kurz nocne niebo ukazało się w całej
okazałości – z od razu rozpoznawalnym Krzyżem Południa. Dla
mnie, człowieka z Północy układ gwiazd był tak obcy, że miało
się niemal namacalną pewność przebywania w całkiem obcym
świecie, pod niebem innej planety. Totalnie dziwne uczucie – i
wcale nie trzeba było zażywać jakichś środków
psychoaktywnych.
![]() |
| Garniec z ayahuascą |
Niestety, to dalej był najlepszy ze
Światów.
| Najlepszy ze Światów |
Kilka razy widziałem zachwycające zjawiska
astronomiczne, zaćmienia Słońca (jeszcze nigdy całkowitego),
Księżyca, koniunkcje planet, komety, roje asteroidów (i dwa razy
zorzę polarną, raz w Sztokholmie, raz w Polsce, ale trudno zaliczyć
ją do typowych zjawisk astronomicznych – nie da się jej wyliczyć
matematycznie)... Absolutnie jestem w stanie zrozumieć, że
wywoływały one fascynację u wszystkich ludzkich grup (słynna scena
z Faraona się kłania), do tego stymulowały rozwój matematyki,
geometrii i historii. Na dodatek najbliższe nam ciało niebieskie –
Księżyc – miało całkiem realny wpływ na ludzi. I nie chodzi o
pływy morskie. Składamy się w 70% z wody, grawitacja działa. W
niektórych kulturach zbrodnie popełniane w czasie pełni były
sądzone łagodniej. A skoro jedno ciało oddziaływuje, to metodą
magii sympatycznej i inne – i powstaje nam astrologia. Raczej
zabobon niż przedbobon, ale wspaniale pomagająca opisywać Świat i
mocować w nim Człowieka. Rozwój religii abrahamowych nieco podciął
wróżbiarstwu skrzydła, ale przecież dalej trzyma się mocno.
Czasem nawet ubiera się w naukowe szaty, jak chociażby w temacie
zmian klimatycznych, jakże zależnych od aktywności Słońca
(dobrze, że nie nawołują – przynajmniej bezpośrednio – do
krwawych ofiar z ludzi). Sama nauka, stymulowana przez religię
(głównie chrześcijaństwo) też zadała straszny cios tradycyjnemu
postrzeganiu Świata. Pisałem już na blogu jaka to była katastrofa
z tym Galileuszem, ale przecież nie był jedyny.
| Zaćmienie Słońca AD 2026 |
Tak zwany
przewrót kopernikański też pomógł zmienić astrologię w
astronomię. Swoją drogą Kopernik, prosty chłopak z Torunia renesansowy polihistor, jeden z
najwybitniejszych naukowców swojej epoki, jest też
najwybitniejszym polskim (i tu larum podnoszą Czesi i Niemcy; wszak
niemieckojęzyczna rodzona Koperników pochodziła ze Śląska, kraju
Korony Świętego Wacława, wuj i promotor uczonego, biskup
Watzenrode też był Niemcem) astronomem wszech czasów. Warto
jeszcze wspomnieć o gdańskim piwowarze Janie Heweliuszu, badaczu
nieba któremu zawdzięczamy gwiazdozbiór południowego nieba Tarczę
Sobieskiego (oznacza to, że nasz król lepiej jest reprezentowany
memoratywnie na nieboskłonie niż we Wiedniu; przyznaję, że nie
rozpoznałem tegoż obserwując gwiazdy poniżej równika). I o
Aleksandrze Wolszczanie. Ten akurat żyje (studiował w Toruniu na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika), odkrył pierwsze
pozasłoneczne planety (ciekawe, jak bardzo obce mają niebo),
niestety z takim nazwiskiem, niewymawialnym dla inostrańców (ależ
ta nasza mowa jest cudna) trudno mu być tak popularnym jak
Kopernik.
![]() |
| Konkatedra we Fromborku - miejsce spoczynku Kopernika |
A że Kopernik był popularny w Europie niech
zaświadczy pewne spotkanie, które miało miejsce – z moim
udziałem – w potężnej strasburskiej katedrze. Żeby jednak nie
przeciągać wpisu będzie o nim za tydzień.
![]() |
| Katedra w Strasburgu |
Tymczasem – gdyby
ktoś chciał odwiedzić naszych astronomów – Jan Heweliusz
spoczywa na dnie morza w Gdańsku, a Mikołaja Kopernika po wieluset
latach znaleziono w grobie pod posadzką obronnej konkatedry we
Fromborku. Aleksander Wolszczan, jak wspominałem, żyje. I mam
nadzieję, że dobrze się ma.
A. Dla purystów językowych: forma astrolodzy z tytułu wpisu jest poprawna. Astrologowie także, ale brzmi ona zbyt poważnie i naukowo.










.jpg)

.jpg)
.jpg)



.jpg)








.jpg)


.jpg)
